Steel Panther w Polsce [GALERIA]

Robert Skowronski
26.09.2016 09:22
Steel Panther w Polsce [GALERIA] Fot. Romana Makówka / Antyradio.pl

Dostaliśmy dokładnie to, czego mogliśmy się spodziewać. Mieszankę glamowego koncertu z elementami... stand-upu. Pastisz i dowcipy na poziomie szkoły podstawowej? Dokładnie tak, ale o to właśnie chodziło.

Zespół Steel Panther odwiedził Polskę na dwóch koncertach. Jeden z nich odbył się 24 września 2016 roku w warszawskim klubie Progresja Music Zone, drugi zaś dzień później w krakowskim Kwadracie. Redakcja Antyradio.pl była na dwóch tych wydarzeniach... tak jakby. Owocem tego jest poniższa relacja z występu kapeli w Warszawie połączona ze zdjęciami z krakowskiego koncertu Steel Panther.

Jako pierwsi na scenę wkroczyli panowie z Inglorious wykonujący hard rocka. Sama nazwa kapeli być może nie jest każdemu znana, ale grupę tworzy prawdziwa śmietanka. Formacja powstała zaledwie w 2014 roku, ale w jej składzie znajdują się prawdziwi weterani. Na wokalu mogliśmy zobaczyć Nathana Jamesa znanego z Trans-Siberian Orchestra, na gitarach zagrali Andreas Eriksson oraz Wil Taylor, zaś sekcję rytmiczną tworzyli Colin Parkinson na basie i Phil Beaver na perkusji. Zobaczcie zdjęcia z ich występu w Kwadracie:

Steel Panther, jak powszechnie wiadomo, to jedna wielka zgrywa, żadne napinanie się i zgrywanie poważnych gości. Kreacja, na którą składają się spandeksowe wdzianka, peruki i całe mnóstwo panterki na różnych częściach odzieży. Konwencję oczywiście dobrze rozumieli fani obwieszeni bandanami, a swoimi stylówami nie odbiegający od wyglądu muzyków Steel Panther.

Gwiazda wieczoru wyszła na deski przy dźwiękach „Eye of a Panther”, by następnie nie spuszczać z tonu wykonując kolejno „Just Like Tiger Woods” i zachęcający do „zabawy, jakby jutro miał nastąpić koniec świata” utwór „Party Like Tomorrow Is the End of the World”. Między kolejnymi kopulacyjnymi ruchami muzyków i wskazywaniem przez zespół, w którą stronę warto zwrócić wzrok, aby zobaczyć obnażone piersi pań zasiadających na ramionach panów, mogliśmy doświadczyć pogaduszek kapeli ze sceny.

Wśród niewybrednych żartów, które przypadkową osobę pewnie wprawiłyby w zażenowanie, pojawił się też popis lingwistycznych umiejętności muzyków. Satchel pochwalił się swoją znajomością języka polskiego. Obyło się bez standardowego „dziękuję”, „zajebiście” czy „na zdrowie”. Zamiast tego mogliśmy usłyszeć, że Michael Starr ma „małego fiuta”, czy że Satchel „kocha cipki i cycki”. 

Setlistę stanowił przekrój ze wszystkich albumów kapeli, choć królowały numery z płyty „Feel the Steel”. Mogliśmy usłyszeć m.in. „Asian Hooker”, „It Won't Suck Itself”, czy „She's on the Rag”. Zobaczcie zdjęcia z koncertu Steel Panther w Krakowie:

Mogliśmy także podziwiać gitarowe solo Satchela, który w pewnym momencie swoich popisów pojawił się za perkusją wybijając puls bębnem basowym jednocześnie wygrywając dźwięki z klasycznych numerów grup Black Sabbath, Guns N' Roses, Metalliki i wielu innych. Muzycy słyną z tego, że lubią zapraszać na scenę całą masę dziewczyn, które bez większych oporów ocierają się o swoich idoli, a dzięki swoim tanecznym ruchom oczy, przynajmniej tej męskiej części publiczności, skupiają się właśnie na nich. Nim jednak do tego doszło grupa zaprosiła do stanięcia obok nich pojedynczą fankę, Gabi.

Młoda dziewczyna, cała w nerwach i z trzęsącymi się rękoma, stała na uboczu, by w końcu usiąść na krześle na środku sceny i wylądować w objęciach Michaela Starra. Zespół zaimprowizował dla niej piosenkę, w której pojawiły się teksty dotyczące jej bielizny i nie tylko. Publiczność dodawała otuchy dziewczynie skandując jej imię, podczas, gdy realizowało się jej marzenie, aby być na jednej scenie ze Steel Panther. Posłuchajcie żartów kapeli i tego, jak następnie przeszła ona w dźwięki „Girl From Oklahoma”, utworu dedykowanego młodziutkiej Gabi:

Wielu zapewne czekało kiedy na scenie pojawią się nieco dojrzalsze fanki. I ich mokre sny w końcu stały się faktem tuż przed wykonaniem „17 Girls in a Row”. Jak śpiewała Cyndi Lauper „Girls Just Want To Have Fun” i faktycznie dziewczęta pokazały, że potrafią się bawić i to w stylu przystającym do złotej ery glamowego grania. Ku uciesze wielu nie przeszkadzało im, że w jednej chwili stały się obiektem pożądania - czemu się jednak dziwić. Kocie ruchy, zdejmowanie koszulek, staników i obdarowywanie koleżanek namiętnymi pocałunkami mogły wzbudzić wyłącznie jednoznaczne reakcje...

Panie pozostały na scenie jeszcze przy „Community Property” i „Gloryhole”, by wrócić do reszty widzów przy „Death to All but Metal”, który zresztą zakończył podstawową setlistę tego wieczoru. Był jednak też bis - wówczas wybrzmiały „Fat Girl (Thar She Blows)” i „Party All Day (Fuck All Night)”. Ostatniego z numerów usilnie domagała się publiczność chóralnie odśpiewując refren, podczas gdy zespół zbierał siły, aby wrócić na bis.

Jeden z uczestników koncertów jeszcze przed jego rozpoczęciem wyznał, że „Steel Panther to jeden z tych niewielu zespołów, gdzie wszystko jest na swoim miejscu”. Faktycznie, koncert grupy, to jak załapanie się na bardzo atrakcyjną promocję, gdyż w cenie biletu dostaje się nie tylko rockowe show dopieszczone w każdym szczególe, aby można było mówić o przemyślanym kiczu, ale też elementy stand-upu i podróż wehikułem czasu, dzięki której można choć na trochę przenieść się do minionych dekad.

Robert Skowronski Redaktor antyradia
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.