Till Lindemann i gówniana sex propozycja

Robert Skowronski
26.06.2015 10:34
Till Lindemann i gówniana sex propozycja Fot. Rex Features/East News

Wokalista Rammstein opowiadając o znaczeniu tytułu swojej solowej płyty zrelacjonował też jaką oryginalną propozycję seksualną otrzymał od jednej z fanek.

Perwersje i łóżkowe dewiacje to temat poruszany w co najmniej połowie twórczości Tilla Lindemanna. Również na jego ostatniej płycie „Skills In Pills” nie brak takich treści, o czym świadczy np. numer „Golden Shower”. Czy eksplorowanie podobnych motywów świadczy o tym, że muzyk sam prowadzi wybujałe życie erotyczne, przy którym Christian Grey z powieści E.L. James wypada, jak niedoświadczony prawiczek?

Zapytany o to, jaka była najmniej spodziewana propozycja erotyczna jaką otrzymał od fanki, powiedział o „pralinowych” zachciankach jednej z groupies. I nie mamy tu na myśli słodkiego deseru, chociaż co kto lubi:

Była raz taka dziewczyna, która zachciała nasrać na mój brzuch... Zaoferowała mi „pralinkę”. Użyła do tego bardzo poetycznych i romantycznych słów. To nie było tak, że spytała: „czy mogę ci się wysrać na łeb?”. Była bardzo grzeczna, delikatnie złożyła swoją „pralinową” ofertę.

Inne gwiazdy muzyki również miały do czynienia z kloacznymi sytuacjami, by wspomnieć tylko Axla Rose'a, który padł ofiarą żartu Mike'a Pattona.

Kupa śmiechu, ale co Till Lindemann miał do powiedzenia na temat tekstów ze „Skills In Pills”? Wymowę „Praise Abort” mieliśmy już okazję poznać. A jak jest z numerem „Ladyboy”?

Każdy spodziewa się, że powiem o tym, że byłem w Tajlandii. To taka dziwna mała fantazja. Zabawnym jest, kiedy pozwalasz ludziom myśleć za siebie i otworzyć im umysły.

Tytuł całej płyty też do tej pory pozostawał zagadką. Czym są „tabletkowe umiejętności”? Aby to wytłumaczyć musimy się cofnąć w czasie o kilka dekad:

We Wschodnich Niemczech nie mieliśmy dostępu do narkotyków. Były zupełnie zakazane, nawet jak się miało pieniądze, to nie dało się ich dostać. Z tego powodu sami przyrządzaliśmy sobie koktajle z tabletek i innych lekarstw. Trzeba było mieć umiejętności, żeby przygotować dobrą miksturę. W innym wypadku można było się uśmiercić, ogłupić na stałe albo stać się Mongołem.

Lindemann już zapewnia o tym, że możemy zacząć oczekiwać kolejnego solowego albumu, bo praca przy pierwszym była zbyt dużą dawką zabawy, aby móc z tego tak szybko zrezygnować. Powstają już nawet kolejne teksty:

Myśleliśmy ostatnio nad nowym refrenem. Brzmiałby on: „Jestem zbyt pijany by lizać rów”.

Słowa te pięknie korespondują ze wspomnianą „pralinową” propozycją.

Znacie inne historie muzyków, którym złożone równie perwersyjne oferty?

Robert Skowronski Redaktor antyradia
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.