08.08.2016 13:42

Czarny rynek kart SIM już kwitnie

Nie trzeba było długo czekać na reakcję czarnego rynku po wprowadzeniu obowiązku rejestrowania zakupionych kart SIM. Aktywowane na cudze dane osobowe karty można nabyć spod lady lub w internecie.

Czarny rynek kart SIM już kwitnie
foto: mroach, CC BY-SA 2.0

Ustawa antyterrorystyczna uchwalona przed szczytem NATO oraz Światowymi Dniami Młodzieży nie tylko wprowadziła nowe uprawnienia dla służb i władz, ale także przyniosła przymus rejestrowania na imię i nazwisko używanych numerów pre-paid.

Od 25 lipca 2016 zakupiona przedpłacona karta SIM zacznie działać dopiero po zarejestrowaniu jej u operatora. Użytkownicy, którzy nabyli swoje numery przed tą datą mają czas na zarejestrowanie do 1 lutego 2017 roku – po tym dniu karty bez przypisanych właścicieli przestaną działać.

Operatorzy wykorzystują obowiązek rejestracji jako okazję do przyciągnięcia bądź przywiązania użytkowników – stąd bardzo atrakcyjne bonusy (sięgające 1000 zł) dla osób, które zdecydują się zapisać na siebie kartę pre-paid u poszczególnego dostawcy usług.

Według zamierzeń ustawy, konieczność rejestrowania kart SIM miała utrudnić działalność przestępcom oraz terrorystom – tymczasem okazało się, że mogą oni w prosty sposób zaopatrzyć się w działający numer zapisany na inną osobą. Co więcej, jest to sposób jak najbardziej legalny.

Nigdzie w przepisach nie zastrzeżono bowiem, że handel zarejestrowanymi kartami jest zakazany. Sprzedawcy wyczuli więc interes i w internecie oraz w fizycznych placówkach (na przykład lombardach) pojawiły się oferty SIM-ów, które zostały już zarejestrowane. Co bardziej obrotni oferują także aktywowanie „każdej liczby” nowych kart, stałym klientom oferując nawet zniżki.

Zysk, jaki można osiągnąć jest różny – zdarza się 10-krotna przebitka, ale ceny niektórych aukcji oscylują wokół zaledwie kilku złotych. Trzeba mieć przy tym świadomość, że osoba naprawdę zainteresowana ukryciem swojej tożsamości nie będzie kupować karty SIM w internecie, tylko na powstającym czarnym rynku.

Sprzedawcy podkreślają, że ich oferta kierowana jest do kupców, którzy z różnych – niekoniecznie związanych ze światem przestępczym – powodów chcą zachować anonimowość i prywatność. Nie tylko przed państwem i służbami, ale także na przykład przed rodziną czy… komornikiem.

Handel zarejestrowanymi kartami sam w sobie nie jest przestępstwem – MSWiA ostrzega jednak, że transakcje takie są objęte dużym ryzykiem i straszy, że sprzedający może zostać nawet uznany za wspólnika przestępcy lub terrorysty korzystającego z zarejestrowanej karty.

Obawy gaszą jednak prawnicy, którzy wskazują, że w świetle obowiązujących przepisów można oskarżyć sprzedających karty o pomocnictwo – jest to jednak możliwe dopiero po udowodnieniu, że było to działanie z winy umyślnej i osoba, na którą zarejestrowana jest numer, przewidywała i akceptowała wykorzystanie karty do ułatwienia popełnienia konkretnego przestępstwa.

Jak więc widać, wystarczy że sprzedawca będzie dysponował kartami SIM zarejestrowanymi na cudze dane osobowe, żeby mógł czuć się praktycznie niezagrożony ze strony stróżów prawa. A „słupów”, którzy za drobną opłatą zgodzą się zapisywać na siebie karty, raczej nie będzie brakować.

Operatorzy podkreślają, że nie mają technicznych możliwości sprawdzenia, czy z karty korzysta osoba, na która została ona zarejestrowana. Nie ma także wprowadzonego przepisami limitu liczb kart, które mogą być na jedną osobę (lub firmę) zarejestrowane – obostrzenia tego typu wprowadził tylko na własną rękę Orange (ograniczenie wynosi 10 kart dla użytkownika indywidualnego i 100 dla biznesowego).

Spotkaliście się z ofertą sprzedaży zarejestrowanego numeru?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Mobile