25.02.2020 17:28
25.02.2020 17:28

"Stranger Things" i "The End of the F***ing World" to nie tylko jedne z flagowych seriali platformy Netflix. To również najwyższa półka młodzieżowych produkcji. Seriale, które udowodniły, że opowieści perypetiach nastolatków nie muszą być durne i sztampowe. Na fali sukcesu poprzedników gigant streamingowy postanowił zaserwować nam kolejną pokrewną produkcję. Połączenie obu serii zdawało się być istnym przepisem na sukces. A okazało się gorzkim zawodem.

Foto: materiały prasowe Netflix Fot. Foto: materiały prasowe Netflix

"To nie jest OK" to opowieść o nastoletniej outsiderce, która od szkolnych imprez woli przesiadywanie z przyjaciółką w restauracji, którą prowadzi jej mama. Sydney nie lubi ludzi, siebie samej i całego świata wokół. Mamy więc do czynienia z kolejną cyniczną, buntowniczą nastolatką w stylu Alyssy. Już sama postać głównej bohaterki uosabia to, co usilnie wciskają nam twórcy - "skoro pokochałeś "Stranger Things" i "The End of the F***ing World", to pokochasz i to". Grana przez Sophię Willis bohaterka to wyraźne połączenie Alyssy i Jedenastki. Od tej drugiej otrzymała bowiem zdolności telekinetyczne.

Foto: materiały prasowe Netflix Fot. Foto: materiały prasowe Netflix

W trakcie 7-odcinkowego seansu poznajemy również nieco naiwną przyjaciółkę Sydney - Dinę, jej wrednego chłopaka, przeuroczego i przezabawnego brata głównej bohaterki oraz zakochanego w niej ekscentrycznego sąsiada Stanleya. I to właśnie Ci dwaj ostatni ciągną cały ten karawan siłą swoich osobowości. Jako jedyni wzbudzają niewymuszoną sympatię i zwyczajnie miło się ich ogląda. Nie oznacza to oczywiście, że Sydney jest postacią złą. Uosabia jednak to, co jest największą bolączką całego serialu. Seans "To nie jest OK" przywodzi bowiem na myśl cytat z utworu Maryli Rodowicz: "Ale to już było...".

Foto: materiały prasowe Netflix Fot. Foto: materiały prasowe Netflix

Historia niezrozumianej przez otoczenie nastolatki o nadnaturalnych zdolnościach i uganiającego się za nią outsidera, połączona z traumą po utracie bliskiej osoby i atmosferą zagadki to coś, co widzieliśmy już w dwóch wyjściowych serialach. Jednak to, co sprawdzało się tam, absolutnie nie działa tutaj. Serial zwyczajnie nudzi, razi wtórnością i jest w tym wszystkim tak nijaki, że tuż po seansie możemy śmiało o nim zapomnieć. To nie jest OK, że twórcy idą na łatwiznę i usiłują wcisnąć nam coś, co już widzieliśmy, nie dodając praktycznie nic od siebie. Serialowi brakuje świeżości i - jak można odnieść wrażenie przez większą część sezonu - pomysłu.

Foto: materiały prasowe Netflix Fot. Foto: materiały prasowe Netflix

Jako wielka fanka klimatu lat 80. byłam przeszczęśliwa na myśl o tym, że znów przyjdzie mi się w nich "zanurzyć", wraz z bohaterami. Okazało się jednak, że co za dużo to nie zdrowo i nadszedł czas na wyrzucenie zaciętej płyty. Popularny w ostatnich latach klimat jest tu bowiem silnie wyczuwalny, ale wydaje się niecodziennie wymuszony. Jakby twórcy na siłę wystylizowali tę historię tak, by wpasować się w obecne trendy/ oczekiwania widzów (niepotrzebne skreślić).

Foto: materiały prasowe Netflix Fot. Foto: materiały prasowe Netflix

Dość o wadach, "To nie jest OK" ma bowiem kilka zalet. Aktorzy grają poprawnie i widać, że dobrze czują się w swoich rolach. A przynajmniej Ci odgrywający Sydney i Stanleya. Wcielających się w nich Sophię Lillis i Wyatta Oleffa widzieliśmy już wspólnie na ekranie przy okazji horroru "To" Andy'ego Muschiettiego, gdzie również sprawdzili się przekonująco. Brawa należą się za zdjęcia, które naprawdę cieszą oko oraz muzykę, która stanowczo umila seans. Największą zaletą jest jednak finałowy odcinek, który pokazuje, że "Stranger Things" i "The End of the F***ing World" to nie jedyne inspiracje, po które sięgnęli twórcy. I w tym jednym przypadku pokazali, że można odtworzyć coś na WŁASNY, UDANY sposób. Nie będę spoilerować tłumacząc o co chodzi, zdradzę tylko, że Stephen King może być dumny.

Foto: materiały prasowe Netflix Fot. Foto: materiały prasowe Netflix

"To nie jest OK" nie jest serialem słabym, ale nijakim. Długość odcinków (żaden z nich nie przekracza 30 minut) zadziałała tu na niekorzyść. Całość zdaje się pędzić na łeb na szyję, w efekcie traktując historię po macoszemu. Opowieść naprawdę ma potencjał i dłuższy metraż pozwoliłby na lepszą eksplorację i dodanie własnych detali, które w pewnym stopniu wyeliminowałyby wrażenie wtórności. Liczę, że drugi sezon (który raczej na pewno powstanie) będzie bardziej autonomicznym tworem, który wniesie coś nowego i świeższego.

Ocena: 4/10

Natalia Nowecka - redaktor online Antyradio.pl
Natalia Nowecka Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.