NOrWAY: Emigracja przez trzy P

Materiały partnerskie
29.09.2021 11:16
NOrWAY: Emigracja przez trzy P Fot. Materiały partnerskie

Pracować, płacić, przeżyć – zasada niby prosta i większość zgodnie z nią żyje. Nie doceniamy jednak tego, o ile łatwiej jest ją zrealizować, kiedy dogadasz się w ojczystym języku, masz dach nad głową i kogoś, kto zawsze ci pomoże. Na emigracji o to wszystko nie jest ławo.

Piotr Mikołajczak spędził w Norwegii trzy lata. Wyjechał z przyjacielem, potężnymi długami i niezdiagnozowaną wówczas depresją. Miał jedynie nadzieję, że jedno z najszczęśliwszych państw świata da mu możliwość odmiany swojego losu. Swoje spostrzeżenia zapisywał wraz z kolegą w formie bloga, dla znajomych i rodziny w Polsce. Za namową Łukasza Orbitowskiego postanowił zebrać je w książce. Tak powstały „NOrWAY. Półdzienniki z emigracji”, które wydało Wydawnictwo Otwarte. Na próżno szukać w nich opisów słynnych fiordów, zachwytów nad magią zorzy polarnej czy kolorowymi fasadami domów w małych nadmorskich miasteczkach. Jest w nich proza życia, czasem brutalna, czasem wulgarna, czasem zabawna, ale przede wszystkim bardzo prawdziwa.

Pierwsze P: pracować

Zdobyć pracę, utrzymać ją, wykonać, zdobyć następną – na emigracji wszystko kręci się wokół pracy, bo i za coś trzeba żyć i coś trzeba wysłać do Polski. Piotr Mikołajczak zajęć miał wiele. Był nauczycielem religii, choć sam uważa się za ateistę. Wyrabiał nadgodziny na montowaniu wyposażenie dziesiątek pokojów hotelowych, w zastępstwie „chorego” kolegi, który w tym czasie opróżnił zawartość większości minibarków. Sprzątał klatki schodowe mogąc zużyć jedynie jedną butelkę płynu do mycia szyb miesięcznie. Czasem dostawał zlecenie na kilka tygodni, czasem na kilka miesięcy. Za pośrednictwem agencji albo znajomych. Stawki? Różne, ale na pewno większe niż w ojczyźnie. O radach, jakie dostawał, co robić, żeby zarobić, a się nie narobić, zapewne mógłby napisać drugą książkę. Co najmniej. Jedna tutaj zawsze się sprawdza: umiesz liczyć, licz na siebie.

cytat-1

Drugie P: płacić

250 tysięcy złotych długu to kwota niebagatelna. Zwłaszcza, jeśli firmę prowadzi twój zupełnie niemający głowy do interesów ojciec, a ona przepisana jest w całości na ciebie. To nie początek scenariusza filmowego, ale rzeczywistość, która skłoniła autora do szukania sposobów zebrania funduszy na spłatę zobowiązań poza granicami kraju. Mieszkanie za najniższy możliwy czynsz, jedzenie z puszek i słoików, oszczędności na wszystkim, co się da to codzienność emigrantów ekonomicznych. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie na bilet do Polski, czasem kupić dwie puszki piwa więcej u polskich handlarzy. Ale każdy uciułany eurocent leci na konto rodziny lub banku, w którym na koncie szaleją karne odsetki. „Pierwszego dnia stoję przed hotelem, czekam, aż pojawią się inni. Muszę dostać kask i uniform, a także zieloną kartę, bez której nie wejdę na teren hotelu. Nadal przepełnia mnie niewysłowiona wdzięczność do szefa, bo do końca roku muszę zebrać dychę, by wywiązać się z umowy sądowej. Zobowiązałem się spłacać co trzy miesiące po dziesięć tysięcy i była to pierwsza od pięciu lat ugoda zawarta w tym sądzie. Nie mogę dać dupy” – wspomina autor. Trudno nie przyznać mu racji.

Trzecie P: przeżyć

Zmieniają się współpracownicy, współlokatorzy, metraże miejsca do życia, ale jedno jest pewne: musisz mieć gdzie spać, umyć się, ogrzać i co zjeść. Piotr Mikołajczak zabiera nas w bezdomną noc w Oslo, do piwnicy domu wynajmowanego z kilkoma innymi pracownikami z Europy Wschodniej, do pokojów, w których podczas skandynawskiej zimy nie zdąży ci zamarznąć herbata tylko wtedy, jeśli ją odpowiednio szybko wypijesz. Przedzieramy się z nim przez niuanse formalności związanych z funkcjonowaniem w obcym kraju, zarówno w imieniu swoim, jak i mniej obytych z biurokracją towarzyszy. Tych, którzy nie mają skrupułów prosić o pomoc, ale nigdy za nią nie dziękują.

W tym emigranckim żywocie autora pojawiają się nietuzinkowe postaci. A to były ksiądz, który wiele lat temu zrzucił habit, a wyjechał za granicę, żeby wspomóc dzieci i wnuki. A to szalona Francuzka kierująca autobusem z żyłką kierowcy rajdowego. Juliusz zwany Przemytsławem, dzięki któremu trochę mniej tęskni się za rodzimymi produktami, zwłaszcza objętymi akcyzą. A oprócz nich Arabowie, Somalijczycy, Hindusi, Pakistańczycy, Kurdowie i wszyscy inni, którzy - podobnie jak Polacy wierzą, że uda im się zarobić tu na tyle, by po powrocie do domów móc dożyć w dostatku do spokojnej starości.

Osobna kwestia to demony emigracji: nuda i samotność. Co robić, żeby po powrocie z pracy i w wolne dni nie zwariować, kiedy już obejrzało się wszystkie interesujące seriale w internecie? Jak uchronić się przed wyzierającą z każdego kąta tęsknotą za bliskimi, od których dzieli cię tysiąc kilometrów i wiele miesięcy rozłąki? Autor podkreśla, że „NOrWAY” nie ma być uniwersalnym obrazem emigracji, ale wiele w niej elementów, w których odnajdą się wszyscy, którym choć na kilka miesięcy dane było zasmakować życia na obczyźnie. „Książka jest dla tych, którzy z różnych względów znaleźli się w podobnej sytuacji: dla nadwrażliwych, skomplikowanych, zadłużonych, nieradzących sobie w trudnym dla nas środowisku. Ale też dla eurosierot, rodzin tych, którzy wyjechali za chlebem, zostawiając za sobą niewykończone domy, rozbite rodziny, wspomnienia – opowiada autor w wywiadzie dla NPORTAL.no. - To opowieść o mierzeniu się z emigracją bez przygotowania, o walce z trawiącą człowieka depresją i samotnością, ale też o powolnym odnajdywaniu się w nieswoim świecie”.

Książka „NOrWAY. Półdzienniki z emigracji” jest dostępna tylko w sprzedaży online na stronie internetowej Wydawnictwa Otwartego https://bit.ly/3klihbH

Premiera: 16 października 2021 r.

autor tekstu: Agnieszka Łopatowska

Materiały partnerskie Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.