Byłem na ProWeekendFest w Hiszpanii. Rock żyje i ma się świetnie!
ProWeekend w hiszpańskim Castellón de la Plana to święto świeżej, gitarowej muzyki. W tym roku festiwal showcase’owy obchodził 11. urodziny, gromadząc artystów z całego świata i udowadniając, że rock ma się świetnie — młodo, energicznie i z kobiecą siłą.
- Jakie atrakcje oferuje festiwal ProWeekendFest w Hiszpanii.
- Na czym polegają festiwale showcase’owe w kontekście muzyki.
- Które zespoły wystąpiły na ProWeekendFest w 2023 roku.
- Dlaczego ProWeekend jest warty uwagi.
Czym jest ProWeekendFest?
Jeden z najciekawszych festiwali showcase’owych w Europie – ProWeekend – obchodził w tym roku swoje 11. urodziny. Wybrałem się na niego już po raz trzeci, żeby sprawdzić, co w muzycznej trawie piszczy. I dostałem dokładnie to, czego chciałem – dużą dawkę świeżej, gitarowej muzyki. I wiem, że za rok znów będę chciał polecieć do Hiszpanii na kolejną odsłonę tej imprezy.
Na czym polegają festiwale showcase’owe? Co to jest?
Zanim zasypię Was nazwami i szczegółami, wyjaśnię, czym właściwie są festiwale showcase’owe. To wydarzenia, które można porównać do targów muzycznych. Występujące na nich zespoły mają zazwyczaj pół godziny na zaprezentowanie swoich piosenek i umiejętności przed przedstawicielami branży: promotorami, bookerami, dziennikarzami czy łowcami talentów z wytwórni płytowych, oraz oczywiście przed publicznością, spragnioną nowych dźwięków.
Quiz: Test rockowy tylko dla prawdziwych fanów. Skąd pochodzi Led Zeppelin?
Półgodzinny set to idealna forma, wystarczająco długa, by pokazać najlepsze kawałki i rozkręcić zabawę, a jednocześnie pozwalająca widzom w ciągu jednego dnia obejrzeć naprawdę sporo koncertów. Showcase’y rozgrywają się zazwyczaj w kilku, kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu klubach.
Większość z nich ma też część konferencyjną, w której porusza się tematy związane z kondycją współczesnej muzyki i branży muzycznej. Zazwyczaj poranki i wczesne popołudnia poświęcone są debatom, a wieczory – koncertom. Każdego roku staram się odwiedzić kilka tego typu wydarzeń, a ProWeekend znajduje się na samym szczycie mojej listy faworytów.
Festiwal odbywa się w malowniczym Castellón de la Plana, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Walencji. To showcase średniej wielkości, zjeżdża tu około 150 delegatów, a na scenie pojawia się 40 wykonawców. Dzięki temu koncerty nie nachodzą na siebie, a cała impreza ma niemal rodzinną atmosferę.
Część konferencyjna odbywa się co roku w klubach przy plaży, w tym roku w nowej, niezwykle wygodnej miejscówce Habanero, oferującej przestrzeń do debat, minikoncertów, a także bar i restaurację. Wszystko sprzyja tu rozmowom, wymianie doświadczeń i branżowym kontaktom.
Muzyka na ProWeekendFest. Jakie zespoły można tam spotkać?
Ale sercem ProWeekend pozostaje muzyka. Przesympatyczna ekipa festiwalu przez cały rok pracuje nad tym, by ściągnąć najciekawszych artystów z całego świata. W tym roku zagrali wykonawcy od Tajwanu po USA, przez całą Europę, włącznie z Polską. Sporo było artystów lokalnych, ale wbrew pozorom to nie Hiszpanie dominowali, lecz zespoły z Wysp Brytyjskich: ze Szkocji, Walii, Irlandii i Anglii.
To, co przyciąga mnie najbardziej, to ogromna ilość gitarowego grania. Co roku jestem miło zaskakiwany przeróżnymi koncertami, przywożę świeże dźwięki do Antyradia i nawiązuję nowe znajomości. A kto w tym roku najbardziej zapadł mi w pamięć? Oto krótka przebieżka po ProWeekendowym line-upie.
Jak wyglądał pierwszy dzień na ProWeekendFest?
Pierwszego dnia w klimat chilloutu wprowadził mnie jednoosobowy projekt Polar Noir. Niemiecka artystka Sandra Gern zabrała słuchaczy w podróż do mrocznych, melancholijnych przestrzeni, z których wyrwała mnie Szkotka Indoor Foxes. To sceniczny pseudonim Marthy Barr, której towarzyszy trzech muzyków.
Na scenie mocno zapachniało gitarowymi latami 90., a koncert zakończył się totalnym szaleństwem. Martha skakała z publicznością pod sceną, a chwilę później emocje podkręcił kolejny występ zespołu Clitteband, który zaprezentował punkowe show muzyczno-wizualne, śpiewając po niderlandzku.
Czwartek na ProWeekendFest
Czwartkowy wieczór rozpocząłem od Shambolics, szkockiej ekipy przypominającej Oasis na sterydach. Czuć było wyspiarski swagger, a piosenki łączyły melodię z przesterem. Potem szybki sprint do klubu Terra, gdzie na scenie rozgrzewały publikę Lorettas, hiszpańskie punkówki z mocnym feministycznym przekazem. Następnie Child of Prague, zespół o nazwie zaczerpniętej z irlandzkiej ślubnej tradycji, zaprezentował oryginalne połączenie hard rocka i irlandzkiego folku.
Z kolei włosko-austriackie trio Elettrotape zabrało nas do lat 80., choć, jak sympatyczni muzycy zdradzili mi podczas wywiadu, ich kolejny album ma iść w stronę minimalizmu. Na zakończenie dnia polski akcent: duet Franek Warzywa i Młody Budda, czyli odjechany performans, podlany elektroniką i agresywnymi riffami.
Piątek na ProWeekendFest
Piątek był kulminacyjnym dniem festiwalu. W części konferencyjnej wystąpiły dwa zespoły z Tajwanu: najpierw raper Frankie X i DJ Mr Skin, potem jazzrockowy kwartet Robot Swing, który tego dnia pojawił się jeszcze raz, wieczorem. Zanim jednak do niego doszło, obejrzałem rockową formację Tuys z Luksemburga oraz szalony, brytyjski kwartet Pleasureinc, który brzmiał jak Beastie Boys w wersji z instrumentami. Dobra zabawa i energia w solidnej dawce.
Kolejny w kolejce był Noah Guthrie z Karoliny Południowej, który uspokoił atmosferę. Ma świetny głos i tworzy nastrojowy klimat, więc jeśli lubicie americanę, to propozycja dla Was. Po nim temperatura wzrosła - irlandzka grupa Canned Pineapple rozpaliła publiczność do czerwoności, zaczynając od hołdu dla Ace’a Frehleya i klasyka Kiss „Rock and Roll All Nite”. Było grubo! A na deser – ponowny występ świetnych instrumentalistów z Robot Swing. Jazzowe solówki, ciekawe melodie i odrobina rockowego szaleństwa.
Wieczór zakończyła solidna dawka ciężkiego grania: szkocki Lo Rays z fińską wokalistką zaprezentował industrialno-metalowy show w klimatach Mad Maxa, a kanadyjski Les Shirleys zabrzmiał jak żeńska wersja Motörhead – konkretnie, ostro i bez kompromisów.
Sobota na ProWeekendFest
Sobota, ostatni dzień festiwalu, przyniosła jeszcze dwa świetne koncerty. Najpierw Plastic Woods z Andaluzji - dynamiczny set prog/metalrockowy z ogromną energią sceniczną. Potem południowokoreański Cotoba – komu Korea Południowa kojarzy się tylko z k-popem, ten mocno się zdziwił.
Zespół zaserwował fascynujący miks math i post rocka – połamane rytmy, spokojne fragmenty, a potem eksplozje emocji. Ten występ zamknął moją tegoroczną przygodę z ProWeekendem. Na ostatnie trzy koncerty – Dutch Criminal Record, Tramp i The Alchemy – niestety już nie dotarłem. Pokonał mnie… opuchnięty migdałek.
Czy młodzież też umie grać rocka? Trzy wnioski z ProWeekendFest
Jakaż nauka płynie z tegorocznego ProWeekend? Po pierwsze – rock ma się świetnie! I to nie rock grany przez oldbojów, ale ten grany przez młodzież. Po drugie – na rockowej (i nie tylko) scenie pojawia się coraz więcej kobiecych bandów. Po trzecie – ten festiwal jest potwierdzeniem tezy o tym, że poznawanie nowej muzyki jest bardzo ekscytującym zajęciem. Choć zajmuję się tym wiele lat, cały czas jestem głodny nowych dźwięków. I dlatego uwielbiam ProWeekend.
Źródło: Antyradio
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!