Dave Mustaine: Jezus pomaga mi przetrwać każdy dzień
Lider Megadeth wystąpił w teksańskiej Szkole Rocka. Czym podzielił się z przyszłymi muzykami?
Szkoła Rocka we Frisco w Teksasie to wymarzone miejsce dla każdego dziecka, któremu marzy się stanąć w przyszłości na największych scenach rockowych imprez. Placówka daje możliwość rozwinięcia swojego talentu muzycznego, a także przygotowuje do niełatwej kariery m.in. za sprawą spotkań w muzykami, którym się już udało. Takimi jak Dave Mustaine.
Gitarzysta pojawił się we Frisco nie tylko by wykonać utwory Megadeth, lecz także by wziąć udział w specjalnym spotkaniu, na którym odpowiadał na pytania zadawane przez uczniów. Pośród standardowych kwestii dotyczących instrumentów, na których gra czy w jaki sposób dba o swój głos, nie zabrakło kilku bardziej skomplikowanych przypadków. W pewnym momencie Mustaine'owi zebrało się na dość intymne wyznania.
Moje życie znacznie się zmieniło przez ostatnie 12 lat. Prowadziłem bardzo zły styl życia. Nie zależało mi, ponieważ przed nikim tak naprawdę nie musiałem się tłumaczyć. Podjąłem wiele złych decyzji - zrobiłem wiele złego swojemu ciału, zraniłem wielu przyjaciół. Byłem jak samochód bez hamulców.
Gitarzyście zabrało nieco czasu uświadomienie sobie, że powinien o siebie zadbać. Zaczął zwracać uwagę na swoje zdrowie, lepiej się odżywiać, ćwiczyć i regularnie sypiać. Jednak nawet w tym wszystkim ważne jest według niego zachowanie umiaru. A żeby przeżyć na co dzień z tymi postanowieniami, potrzeba czegoś więcej.
To twoja decyzja, nikogo do niczego nie namawiam, ale dla mnie kwestią decydującą o tym, że jestem w stanie podjąć walkę i jechać w trasę, z dala od mojej rodziny, są moje relacje z Bogiem. Nie każdy tego potrzebuje, nie każdy musi wierzyć tak jak ja, ale uważam, że każdy powinien mieć coś, w co wierzy. Dla mnie tym, co pomaga mi przetrwać każdy dzień, jest Jezus.
Jednym z pytań, które zadano Mustaine'owi, była prośba o poradę, czy młodzi rockmani powinni według niego wiązać się z wielkimi wytwórniami, czy też trzymać się niezależnego wydawania swojego materiału. Muzyk stwierdził, że wszystko zależy od przypadku, ponieważ wiele molochów przemysłu muzycznego nie robi nic, by promować swoich artystów.
Jest taka wytwórnia MCA, co rozwija się jako Muzyczny Cmentarz Ameryki. Kiedy rozstaliśmy się z Capitol Records, wydaliśmy składankę „Capitol Punishment”. Jeśli masz dobre utwory, jesteś profesjonalistą i dba o ciebie dobry menedżer, ludzie i tak będą cię pragnęli. I to tylko twoja decyzja, co chcesz z tym zrobić. Porozmawiaj ze swoją rodziną i adwokatem, pomódl się, a odpowiedzi same do ciebie przyjdą.
Lider Megadeth wyznał też, że jest perfekcjonistą - co według niego potwierdzi każdy muzyk, którego zwolnił z zespołu. Jego zdaniem to dobra cecha, ponieważ czyni go dobrym liderem. Według niego ważną cechą przywódcy jest umiejętność dzielenia się dobrymi chwilami.
Gdy dzieje się źle, jestem obarczany całą winą, ale gdy odnosimy sukcesy, każdy je sobie przypisuje. Mam mocne bary i mogę na nich dźwigać winę, ale mam też wielkie serce, by dzielić się ze swoimi współpracownikami sukcesem. Każdy z nas chce być kochany, wszyscy chcemy wygrywać i być docenieni. Ale kiedy ktoś jest bity, coś się nie udaje - wtedy muszę wkroczyć do akcji.
Mustaine przywołał w tym miejscu historię, w której Phil Anselmo z Pantery chciał pobić Nicka Menzę, perkusistę Megadeth w latach 1989–1998, i musiał stanąć pomiędzy nimi, broniąc kolegi z zespołu. Co ciekawe, rudowłosy muzyk nazywa Menzę wokalistą swojej kapeli - pomyłka, żart, a może całe jego wystąpienie w Szkole Rocka było jakimś surrealistycznym snem? Za odpowiedź musi nam wystarczyć wspólne wykonanie „Symphony of Destruction” razem z uczniami teksańskiej placówki.
Co sądzicie o wyznaniach Dave'a Mustaine'a?