Morrissey nie dał autografu, „bo ma Ebolę”!
Brytyjski wokalista znowu zapragnął wywołać skandal swoim dziwnym zachowaniem. Przeczytajcie jak spławia się fanów w gwiazdorskim stylu...
Na stronie internetowej założonej przez wielbicieli Morrisseya ukazał się wpis wzbudzający w fanach mieszane uczucia. Pewien zwolennik twórczości artysty zauważył muzyka na lotnisku w Los Angeles. Fan podszedł do niego i poprosił o autograf. Morrissey odmówił, twierdząc, że nie zrobi tego z poważnych względów zdrowotnych... Co o całej sytuacji napisał fan?
Spotkałem Morrisseya dziś wieczorem, ale niestety jego ochroniarz nie pozwolił mi zrobić sobie z nim zdjęcia. Kiedy zapytałem muzyka, czy mógłby dać mi swój autograf, powiedział, że nie, ponieważ ma Ebolę. Typowa odpowiedź Morrisseya... I tak jestem podekscytowany!
Z jednej strony chce się powiedzieć, że wokalista ma jaja i to dobrze, że nie schlebia wszystkim za wszelką cenę. Z drugiej jednak, czy gwiazda nie powinna być wdzięczna fanom za to, że są oddani i wielbią artystę?
Morrissey wariuje?
Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy mogliśmy usłyszeć parę informacji o niepokojącym zachowaniu muzyka. Na pierwszym miejscu wśród jego dziwactw, był koncert w Warszawie, z którego Morrissey zmył się po zaledwie 30 minutach, bo rzekomo ktoś wygłosił pod jego adresem „niezwykle obraźliwe i szowinistyczne słowa”.
Dziwactwo numer dwa wydarzyło się kilka dni później. Morrissey występował wtedy w Essen w Niemczech. Na początku jednej z piosenek na scenę wbiegli podekscytowani fani i koncert przerwano ze względów bezpieczeństwa.
Może to wszystko właśnie przez Ebolę? :)