Tak powstał ikoniczny hit lat 80. Zamknęli Wodeckiego w barze

AKTUALIZACJA 29.05.2025 29.05.2025
AKTUALIZACJA 29.05.2025 29.05.2025

Piękna historia o wielkim znaczeniu dla muzycznego świata. Warto jest mieć wiedzę na ten temat i docenić geniusz Wodeckiego.

Zbigniew Wodecki
Fot. Tadeusz Ibrom/shutterstock
  • Warto wspomnieć o kluczowej rzeczy, a więc o tym, że Sośnicka i Wodecki poznali się w 1979 roku na festiwalu w Opolu, a za wykonane przez siebie utwory otrzymali wyróżnienia.
  • Jak podkreślili to branżowi dziennikarze, ona zaśpiewała "Żegnaj lato na rok", z kolei on w duecie z Krystyną Prońko zaprezentował "Wspomnienia tych dni".
  • Co ciekawe, w pewnym momencie, podczas wspólnej trasy polskich artystów po północnej Polsce, miejsce miało coś wyjątkowo ważnego. Otóż Sośnicka zaczęła namawiać Wodeckiego, by ten napisał dla nich piosenkę.

Fascynująca historia o geniuszu

Tematem zainteresowali się nawet dziennikarze serwisu Gazeta, którzy bardzo profesjonalnie wszystko opisali i podkreślili najbardziej kluczowe momenty z tej niesamowicie pasjonującej historii:

- Zamknęliśmy go w barze Caro - wspomina pół żartem, pół serio, dodając, że tam znajdował się jedyny dostępny fortepian. Wokalistka razem z mężem poszli na spacer, a Wodecki miał komponować. Sośnicka opowiada Szczygłowi, że nie do końca wierzyła, że cokolwiek powstanie w ciągu tej godziny, ale... - Już dochodząc do drzwi usłyszałam trzy akordy, które stanowiły właściwie o mocy tego utworu - mówi.

Jest to bardzo ciekawe, lecz oczywiście nie udało nam się wyczerpać bogactwa tej opowieści ze świata muzyki. Należy dodać, że gdy kompozycja była gotowa, potrzebny był jeszcze tekst, ale z tym zadaniem zwróciła się do Jonasza Kofty, będącego m.in. poetą. Więcej możecie przeczytać poniżej.

Mocny zwrot akcji w całej opowieści

Dziennikarze Gazety przytoczyli te ważne części historii, dzięki czemu można lepiej zrozumieć proces czegoś tak niezwykłego:

Jak mówi, wzięła sprawy w swoje ręce i pojechała do niego. - Kofta zachwycił się utworem, ale bardzo długo nic nie pisał. Powiedział, że nie ma magnetofonu, że on przyjedzie do Konstancina do domu ZAIKS-u i będzie tę piosenkę pisał, ale muszę mu dać magnetofon, bo nie ma - wspomina Sośnicka. Dodajmy, że w 1986 roku muzyki słuchało się na kasetach magnetofonowych, a sam sprzęt wcale nie był tak łatwo dostępny. Sośnicka jednak taki miała i dostarczyła poecie. - Miesiąc minął, nie ma tekstu. Dzwonię do Jonasza do ZAIKS-u i pytam, co się dzieje - opowiada wokalistka. - On mówi, że była impreza i magnetofon "wyszedł".

Powyższe ukazuje szokujący zwrot akcji, który czyta się z zapartym tchem, więc trudno się dziwić, że Polacy uwielbiają tego typu historie. Ta opowieść jest zaskakująco intrygująca, ale oczywiście wszystko dobrze się skończyło. My natomiast przypominamy, że mamy dla was również sprint intelektualny, który jest czymś idealnym dla genialnych ludzi.

Quiz: Test dla prawdziwych „dzieci PRL-u”. Dzisiejsza młodzież szybko tu odpadnie

Filmpolski
1/15 To kadr z serialu "Pan Samochodzik i templariusze"

Źródło: Antyradio/Gazeta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka , Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, kliknij w poniższy baner!