13.04.2017 11:01

Stanął przed sądem, bo wrzucił zdjęcie źle zaparkowanego auta na Facebooka

Na 6 miesięcy ograniczenia wolności został skazany internauta, który na grupie dyskusyjnej opublikował zdjęcie źle zaparkowanego auta. Powodem było pomówienie – taki wyrok wydał Sąd Rejonowy w Augustowie, o czym poinformowała Rzeczpospolita.

Stanął przed sądem, bo wrzucił zdjęcie źle zaparkowanego auta na Facebooka
foto: materiały prasowe

Grupa otwarta „Jak się jeździ i parkuje w Augustowie” liczy 2753 członków. Przeglądając tamtejsze posty można złapać się za głowę na widok tak karygodnie źle zaparkowanych samochodów. Najczęściej ludzie zamazują tablice rejestracyjne, co jest dobrą praktyką, o czym dowiemy się czytając opinie GIODO (Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych).

I tak oto publikując w sieci filmy z udziałem osób trzecich, warto rozważyć, czy takie działanie jest uprawnione, by nie narazić się na zarzut naruszenia dóbr osobistych.

Internauta umieścił w internecie post bez ujawniania danych pozwalających na identyfikację pokrzywdzonego – z zamazanymi tablicami rejestracyjnymi. Zeznał dodatkowo, że nie miał na celu pomówienia, tylko ostrzeżenie pozostałych uczestników ruchu drogowego. Mimo to, właściciel pojazdu poczuł się pokrzywdzony. O zdjęciu dowiedział się od kolegów z pracy. W efekcie postanowił sprzedać swoje auto po zaniżonej cenie.

Sprawę skomentował autor zdjęcia:

"

Ja jestem tym skazanym i dalej sprawa w toku. Pierwsza instancja mnie uniewinniła, „pokrzywdzony” złożył apelację, skierowano sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd w Augustowie dołożył mi pół roku prac społecznych, 1000 zł dla „pokrzywdzonego” Piotrka niecałe 2000 zł dla jego adwokata i 1000 zł kosztów sądowych. Adwokat również złożył apelację i zarządzał dla siebie 4000 zł. "

Nie brakuje osób opowiadających się po stronie mężczyzny, który fotografię wrzucił na grupę na Facebooku:

"

Mi nie przeszkadza, że ktoś zamieściłby zdjęcie mojego samochodu z widocznymi numerami rejestracyjnymi. Jeśli zaparkowałem źle, to powinienem uderzyć się w pierś i przeprosić, a nie lecieć na policje. "

Zastosowanie w tym przypadku ma artykuł 212. kodeksu karnego, w myśl którego ten, kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, mogące poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Przed tego rodzaju postępowaniem przestrzegł Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych:

"

Z żadnym filmem, który nagramy, czy to kamerą umieszczoną w samochodzie, czy na plaży, czy podczas wycieczek, nie możemy zrobić wszystkiego, na co mamy ochotę. Na takich filmach występujemy bowiem nie tylko my i osoby, które ewentualnie się na to zgodziły, ale również osoby postronne. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że niektóre z nich mogą nie życzyć sobie, żebyśmy te nagrania upowszechniali. Jeśli bowiem na nagraniu bądź zdjęciu, które zrobiliśmy na swój użytek, pojawi się dowód czy materiał, który może stać się dowodem popełnienia wykroczenia bądź przestępstwa, to nie tylko możemy, ale wręcz musimy przekazać tego typu informacje policji lub organom ścigania. Gorzej jeżeli sami postanawiamy być szeryfami i umieszczamy np. w Internecie lub w inny sposób rozpropagowujemy zdjęcia czy filmy, które nagraliśmy. Wówczas musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jeśli robiliśmy je pierwotnie na prywatne potrzeby, a teraz zaczynamy je udostępniać, wpadamy nie tylko w reżim ustawy o ochronie danych osobowych, ale przede wszystkim w reżim Kodeksu cywilnego. Osoba, która uzna, że poprzez taką publikację naruszone zostały jej dobra osobiste, może nas pozwać do sądu. "

Autor zdjęcia obiecał, że po zakończeniu sprawy opisze całą sytuację ze szczegółami.

Mateusz Struk
Tagi: #News