15.03.2017 20:57

William King: 20 lat grałem w „Warcrafta” i to był mój research do pracy

Dzięki jego książkom Polacy poznali świat „Warhammera”, a niedawno fanów Blizzarda wprowadził w nowy rozdział historii „Warcrafta”. W rozmowie z Antyradio.pl William King tłumaczy, jak karty powieści przesiąkają jego skrzywionym poczuciem humoru i dlaczego dekada spędzona nad „World of Warcraft” okazała się researchem do pracy.

foto: Patrycja Janiszewska

Książkami ze świata „Warhammera”, na których znalazło się twoje nazwisko, można zastawić całą półkę. W ubiegłym roku trochę zaskoczyłeś fanów, pisząc powieść osadzoną w uniwersum „Warcrafta”. Czy pisząc „Illidana” zdarzało ci się mylić wątki?

Te światy są trochę podobne na zewnątrz i zupełnie inne w środku. Nie miałem z tym problemu, ponieważ zanim zatrudniono mnie do napisania „Illidana” od wielu lat byłem fanem tej serii. W Azeroth więcej czasu spędziłem jako gracz, niż jako pisarz. Praca dla Blizzarda była innym doświadczeniem, dlatego, że w Game Workshop byłem także współtwórcą świata i gier.

Twoje książki z „Warhammera” były stosunkowo optymistycznymi historiami, osadzonymi w depresyjnym świecie. Czytając „Illidana” odniosłem wrażenie, że tu jest odwrotnie - bardzo mroczną fabułę osadziłeś w dość optymistycznym świecie.

Ja tak o tym nie myślałem. Przygody Gotreka i Feliksa to klasyczna opowieść heroic fantasy. Myślę, że chodzi ci o to, że potężny bohater potrafi wywierać wpływ na świat, tam gdzie się znajdzie. To nie jest kwestia optymizmu, tylko koncepcji bohatera i jego relacji ze światem. „Illidan” jest bardzo mroczny. Powiem więcej - to jedna z najmroczniejszych powieści, jakie napisałem. Duży wpływ na to mieli ludzie z Blizzarda. Nie chcę tu oczywiście powiedzieć, że nie biorę odpowiedzialności za to co napisałem, ale fabułę osadziliśmy w dokładnie opisanym uniwersum, więc musiałem trzymać się kluczowych punktów fabularnych. Myślę, że trafniejsze będzie określenie tego, jako mrocznej historii w świecie, który nie jest tak skorumpowany jak „Warhammer”.

Powiedziałeś, że pewne wydarzenia zostały z góry ustalone. W „Game Workshop” mogłeś swobodniej decydować o rozwoju wydarzeń. W „Illidanie” opowiadasz historię, którą już kilka razy opowiedziano, ale nawet znając przebieg wydarzeń, książkę czyta się z zapartym tchem. To było dla ciebie duże wyzwanie?

Praca z obiema firmami to zupełnie inne doświadczenie. W „Warhammerze” świat skonstruowano tak, żeby tworzyć nowe przygody i wymyślać mniejszych bohaterów. W „WarCrafcie” świat idzie naprzód razem z bohaterami. Każdą z postaci spotykasz z konkretnego powodu. Do tego jest ich mnóstwo i każda ma swoją historię, a wydarzenia się przeplatają. Mitologia tego świata jest jak pajęczyna. Po napisaniu „Illidana” zdałem sobie sprawę, że nie mogę sobie przypisać całego sukcesu. Blizzard aktywnie uczestniczył w tworzeniu tej fabuły. Poza tym, że wydarzeniami, które znaliśmy już z „Warcrafta III” i „Burning Crusade”, musiałem ująć wątki wprowadzające do „Legionu”. Nie było tu dużo miejsca na wymyślanie, ale to nie powinien być powód do krytyki, ponieważ moim zdaniem – podkreślam, że to nie jest oświadczenie Blizzarda (śmiech) – u podstaw „World of WarCraft” leży fabuła. To zmienia sposób, w jaki pisarz jest zaangażowany, ale mimo wszystko przez „Illidana” przebija się moje spojrzenie na świat.

Jakie to spojrzenie?

Nawet kiedy piszę według wytycznych, to jak widzę rzeczywistość, trafia mimowolnie do tekstu. Chodzi mi przede wszystkim o moje skrzywione, mroczne poczucie humoru. Czasem spuszczam je ze smyczy.

Wspomniałeś, że grałeś w „World of Warcraft”. Planowałeś wtedy napisanie czegoś w tym świecie?

Nie. Byłem po prostu fanem. To wydawca książek Blizzarda się ze mną skontaktował. To nie jest ten rodzaj pracy, w której możesz pojechać do firmy i o nią poprosić. A zanim dostałem to zlecenie, grałem nie tylko w „WoW”. Do Azeroth trafiłem chyba już w 1994, kiedy wyszła pierwsza strategia. I właśnie przez ciebie zdałem sobie sprawę ile lat minęło od tamtego czasu (śmiech). W „WoW-a” grałem ponad 10 lat i bywałem hardcore’owym graczem. Nie jestem w stanie powiedzieć po ile godzin, ale na pewno poświęciłem na to więcej czasu, niż niektórzy spędzają w pracy.

Jak się okazało, nieświadomie robiłeś research do książki…

Właśnie tak to tłumaczyłem żonie (śmiech), której nie podobało się to ile czasu spędzałem przed monitorem. Kiedy dostałem wiadomość z Blizzarda byłem zachwycony m.in. dlatego, że wreszcie mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że przecież pracowałem. A wracając do twojego pytania, ucieszył mnie także temat powieści. Illidan to mój ulubiony bohater i gdybym nawet mógł wybrać o kim napiszę, to i tak byłaby to ta postać.

Od kilkunastu lat mieszkasz w Pradze. Zdradzisz w jaki sposób popularny brytyjski pisarz znalazł dom w Czechach?

To nie takie skomplikowane. Moja żona jest Czeszką. Kraj poznałem w latach 90., kiedy podróżowałem po Europie. Zwabiła mnie reputacja Pragi, którą kiedyś, ze względu na obecność wielu pisarzy i artystów, porównywano z Paryżem. No i piwo było tanie. Ale poważnie, to uwielbiam to miejsce i jego magiczną atmosferę.

Praga to trochę jak skrzyżowanie średniowiecza, dwudziestolecia międzywojennego i współczesności. Dla pisarza chyba wymarzona lokalizacja?

A wiesz, że wiele miejsc w „Gotreku i Feliksie” przeniosłem wprost z Pragi? Finałowe wydarzenia „Łowcy Skavenów” w zasadzie rozgrywają się na Malej Stranie i przy Hradczanach. Mało tego, wiele barów w książkach odziedziczyło nazwy po barach, w których bywałem. Możesz ich poszukać, ale część jest już niestety zamknięta.

Dużo ludzi czyta cię po czesku?

Tam jest mnóstwo graczy. Książki są przetłumaczone i dość popularne. Jak bardzo ci nie powiem, bo nie dysponują danymi wydawnictwa. W każdym razie, jeżdżę na czeskie konwenty i zainteresowanie jest duże.
Po sąsiedzku, zapytam jeszcze czy coś fajnego zauważyłeś w Polsce.

Lubię Kraków, który także poznałem w latach 90. Cenię powieści Andrzeja Sapkowskiego, którego zresztą poznałem osobiście. Grałem też w grę „Wiedźmin” i jestem jej wielkim fanem. Historycznie, interesujące jest położenie geograficzne Polski, między Niemcami i Rosją. Wykorzystałem je nawet do stworzenia jednej z nacji w cyklu „Terrarch Chronicles”.

Trochę mi głupio, że podczas naszej rozmowy dopiero teraz padł jakiś tytuł niezwiązany z licencjami. Jaką ciekawą lekturę możesz zaproponować ze swojej autorskiej bibliografii?

Poza wspomnianym „Terrarch Chronicles”, na początek interesująca może być saga o Kormaku. To fantasy w stylu sword and sorcery, inspirowane Robertem Howardem. Można je ściągnąć za darmo z wielu miejsc, np. ze sklepu Apple’a albo z Amazonu.

Na koniec zdradź jeszcze co sam lubisz czytać albo oglądać?

Jeśli chodzi o oglądanie, w pierwszej kolejności wymieniłbym „Grę o Tron”, ale teraz to chyba nie zrobiłoby na nikim wrażenia. Duże wrażenie zrobił na mnie serial z Netflixa „The Expanse”. To science-fiction osadzone w Układzie Słonecznym, w niedalekiej przyszłości. Nie oglądam za dużo science-fiction, a ten serial mi się naprawdę podoba, więc można to uznać za rekomendację. W przypadku lektur, wśród ulubionych zawszę wymienię twórczość Moorckocka, Howarda i Tolkiena. A jeśli miałbym trafić na bezludną wyspę z jedną książką to byłby to „Władca Pierścieni”.

Mateusz Albin

Tagi: #Gry