"Król Lew" to plagiat? Remake sprawił, że ponownie poruszono sprawę sprzed lat

26.07.2019 09:21
Król Lew|undefined Fot. kadr z filmu Król Lew

Premiera nowej wersji "Króla Lwa" ożywiła dyskusję na temat słynnego filmu Disneya. Produkcja nadal wywołuje kontrowersje i jest uznawana za plagiat anime "Kimba the White Lion".

Na ekrany kin wszedł aktorski remake jednej z najpopularniejszych animacji Disneya. Mowa oczywiście o "Królu Lwie", którego rysunkowa wersja zadebiutowała na ekranach kin w 1994 roku. Od tego momentu minęło 25 lat, ale produkcja nadal budzi zastrzeżenia natury prawnej. Ponownie powróciła na tapetę kwestia tego, czy "Król Lew" jest plagiatem anime z 1965 roku.

"Król Lew" to plagiat?

Kiedy oryginalny film trafił do kin, widzowie na całym świecie nie mogli wyjść z podziwu. Film był nie tylko wspaniale animowany i miał piękną ścieżkę dźwiękową, ale  przekazywał też wielką mądrość, a dorośli odbiorcy widzieli, w scenariuszu odniesienia do "Hamleta" Williama Szekspira. Nie wszyscy podeszli jednak do tytułu entuzjastycznie. Fani anime zauważyli bowiem, że produkcja do złudzenia przypomina japoński serial animowany "Kimba the White Lion".

Historię o białym lewku powołał do życia Osamu Tezuka na wiele lat przed kinowym debiutem "Króla Lwa". Reżyserzy Roger Allers i Rob Minkoff zaprzeczyli, że ukradli pomysł na film z japońskiej kreskówki, jednak pewne elementy budziły wątpliwości widzów. Na przykład fakt, że Aller mieszkał przez jakiś czas w Tokio i pracował przy animacjach w okresie, gdy działał Tezuka, zwany często japońskim Waltem Disneyem.

Twórcy filmu przyznali, że wiedzieli o istnieniu serialu "Kimba the White Lion", jednak utrzymują, że niesamowita zbieżność jest dziełem przypadku. Podobnie brzmiące imiona głównych bohaterów można bardzo łatwo wytłumaczyć. "Simba" w języku suahili oznacza po prostu lwa. Chociaż wiele wątków fabularnych filmu znacznie różni się od japońskiego serialu, pojawiają się podobne ujęcia, a głównym złoczyńcą jest lew z blizną nad lewym okiem o imieniu Claw, którego sługami są dwie wierne hieny. Brzmi znajomo?

To nie koniec. Początkowo Simba miał być biały, dokładnie tak samo, jak Kimba. W obu przypadkach pojawia się tez motyw chmury, w której ukazuje się zamordowany ojciec głównego bohatera. Podobieństwo widać też w finałowej walce.

Przeczytaj także

Mimo tych wszystkich podobieństw, przedstawiciele Tezuka Productions nigdy nie wystąpili do sądu przeciwko Disneyowi. Prawnicy specjalizujący się w sprawach praw autorskich uważają, że stawka w takim procesie byłaby bardzo wysoka, biorąc pod uwagę sukces kasowy oryginału, broadwayowskiego musicalu na podstawie filmu i aktorskiego remake'u. Premiera nowej wersji "Króla Lwa" sprawiła, że postronni ludzie znowu zaczęli interesować się tą intrygującą sprawą.

Wiele osób uważa, że brak pozwu ze strony Tezuka Productions wynika z prostego powodu. Przedstawiciele Disneya w tajemnicy zapłacili japońskiej wytwórni, by nie podejmowała w przyszłości żadnych kroków prawnych w tej sprawie. Jest to jednak tylko spekulacja, której nikt nie potwierdził i w żaden sposób nie udowodnił.

Zobacz też: "Król Lew" pobił rekord otwarcia dla najlepiej zarabiającego filmu w kategorii bez ograniczeń wiekowych

Sergiusz Kurczuk
Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.