29.03.2020 20:20

"Unorthodox", czyli jak wyrwać się ze szponów fanatyzmu - recenzja miniserialu Netfliksa

"Unorthodox" to najnowsza produkcja od platformy Netflix, opowiadająca o młodej dziewczynie, która postanowiła uciec z ultraortodoksyjnej społeczności. Czy serial wart jest uwagi?

Foto: materiały prasowe/Anika Molnar/Netflix
Foto: materiały prasowe/Anika Molnar/Netflix

Netflix niejednokrotnie już zaserwował swoim widzom produkcje kontrowersyjne, w odważny sposób ukazujące wrażliwe tematy. W najnowszym miniserialu mamy okazję zagłębić się w kulturę ultraortodoksyjnej żydowskiej społeczności. I poznać historię kobiety, która zdecydowała się na ucieczkę i rozpoczęcie życia na własną rękę. "Unorthodox" to poruszający, skłaniający do refleksji serial, który cechuje wyjątkowa wrażliwość i wyczucie w podejściu do przedstawianej tematyki.

Foto: materiały prasowe/Anika Molnar/Netflix

Estera "Esty" Shapiro to 19-letnia Żydówka, należąca do chasydzkiej społeczności Satmar. Dorastała w dusznej atmosferze wiecznych nakazów i zakazów, bez możliwości uczęszczania do szkoły, czy posiadania własnych pasji. Tak prozaiczne rzeczy jak śpiew, gra na fortepianie czy posługiwanie się językiem angielskim, uważane były przez jej bliskich za "zepsute" i "niegodne". W wieku 17 lat została wydana za mąż i od tej pory jedynym jej zadaniem było zaspokajanie potrzeb męża. I rodzenie dzieci rzecz jasna. Jej to jednak nie wystarczało. Esty pragnęła własnego życia, własnego szczęścia. Dlatego też zdecydowała się na ucieczkę.

Foto: materiały prasowe/Anika Molnar/Netflix

Poznajemy Esterę w "pierwszym dniu reszty jej życia". Młoda dziewczyna, korzystając z pomocy zaoferowanej przez matkę, ucieka z Brooklynu i udaje się do Berlina. Tam następuje zderzenie z wielkim, nieznanym jej światem. Dla dziewczyny bez żadnego wykształcenia, dorastającej w zamkniętej społeczności, jest to prawdziwy szok. Jednak determinacja robi swoje. Jej perypetie śledzi się z przysłowiowymi wypiekami na twarzy, a sama Esty jest bohaterką tak autentyczną i sympatyczną, że z całego serca jej kibicujemy.

Foto: materiały prasowe/Anika Molnar/Netflix

Przeszłość ma jednak to do siebie, że lubi nas prześladować. W sytuacji Esty ma to znaczenie dosłowne - jej śladem podąża zdezorientowany mąż, pragnący sprowadzić ją z powrotem "na właściwe tory". Wyrwanie się ze szponów fanatyzmu nigdy nie jest proste, a historia Estery ukazuje to w dotkliwy, acz pełen wyczucia sposób. Twórcy nie silą się na tani dramatyzm. Historia nie jest przeszarżowana i daleko jej do chwytającego za gardło thrillera. Ale w tym właśnie tkwi jej największa siła.

Akcja serialu rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Śledzimy losy Estery w Berlinie, zagłębiając się również w jej przeszłości. Dzięki temu wsiąkamy w pełen sztywnych zasad, hermetyczny świat chasydzkiej społeczności. To, co przeraża najbardziej, to fakt, że ta historia wydarzyła się naprawdę. I do tego w XXI wieku w najbardziej "otwartym" i pełnym możliwości mieście świata - Nowym Jorku. Całość została luźno oparta na autobiograficznej książce Deborah Feldman zatytułowanej "Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów", która w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa Poradnia K.

Foto: materiały prasowe/Anika Molnar/Netflix

"Unorthodox" to produkcja zrealizowana z dbałością o najmniejsze szczegóły. Dzięki temu uderza swoją autentycznością. Z wyjątkiem scen rozgrywających się w Berlinie, bohaterowie mówią prawie wyłącznie w języku jidysz. Charakteryzacja i scenografie biją po oczach ilością uwagi i energii, które włożono w powołanie tej historii do życia. Godny podziwu autentyzm, wyczucie i brak tanich emocji, w połączeniu z wciągającą i trzymającą w napięciu fabułą sprawiają, że "Unorthodox" jawi nam się jako ciekawa, poruszająca i samoświadoma produkcja. Taka, która pozostanie w waszych głowach jeszcze na długo po seansie. Serial zdecydowanie wart jest uwagi, a jego krótki metraż (całość trwa zaledwie 4 godziny) dodatkowo zachęca. 

Ocena: 7.5/10

Tagi: #Netflix #Recenzje #Seriale