11.07.2018 09:23

Volbeat wystąpił w Warszawie [RELACJA]

Volbeat drugi raz w ciągu 48 godzin zagrał na terenie naszego pięknego kraju. Panowie dzień po koncercie w Chorzowie wystąpili w Stodole, gdzie przedstawili pełne, trwające około półtorej godziny show. Jak 10 lipca 2018 roku Michael Poulsen i spółka wypadli w rolach gwiazd wieczoru? 

Michael Poulsen
foto: Romana Makówka/ Antyradio.pl

Zaledwie dzień po chorzowskim koncercie Guns N' Roses, na którym Volbeat występował w roli supportu, Duńczycy i Amerykanin (gitarzysta Rob Caggiano) pojawili się w warszawskim klubie Stodoła, by zagrać w Polsce ponownie. Tym razem zespół występował bez supportów, a show rozpoczęło się punktualnie o 19:30 i zakończyło się około godziny 21. Trzeba przyznać, że nieczęsto na zewnątrz jest jeszcze jasno po wyjściu z koncertu gwiazdy wieczoru, ale Volbeat przynajmniej nie przedłużał zbędnie swojego występu - było mocno i treściwie. 

Volbeat rozpoczął koncert od utworu „The Devil's Bleeding Crown”, czyli pierwszego singla promującego ich wydany w 2016 roku album „Seal the Deal & Let's Boogie”. Z resztą utwory pochodzące właśnie z ich ostatniego krążka stanowiły dużą część występu grupy Michaela Poulsena, bo usłyszeliśmy jeszcze między innymi: „For Evigt”, „Black Rose” czy „Seal the Deal”. A tak oto zespół prezentuje się na jednym z fanowskich nagrań pochodzących z warszawskiego show Duńczyków:

Volbeat w Warszawie w 2018 roku

Oczywiście nie obyło się również bez przebojów zespołu - fani mieli okazję usłyszeć takie hity, jak „Sad Man's Tongue”, fragment „A Warrior's Call”, „Lola Montez”, czy też świetnie wykonane „Still Counting”, którego początkowe wersy zostały wykrzyczane przez zdecydowaną większość fanów zgromadzonych w Stodole, co spotkało się z szerokimi uśmiechami członków zespołu Volbeat. Bardzo dobre nagłośnienie powodowało, że wszystkie instrumenty brzmiały klarownie i soczyście, a prawdziwą wisienką (czy też jak ktoś woli truskawką) na torcie były wokale lidera zespołu, Michaela Poulsena, którego nietypowy śpiew był jednym z najjaśniejszych punktów wieczoru.

Poulsen w pewnym momencie musiał jednak przerwać show, ponieważ w tłumie rozpoczęła się szarpanina. Wokalista zaapelował, aby jej uczestnicy się uspokoili, ponieważ wszyscy zgromadzeni na koncercie byli tam po to, aby się dobrze bawić, a nie martwić o swoje zdrowie i odczuwać dyskomfort. Duńczyk wspomniał jeszcze o incydencie w trakcie zapowiadania „Gates of Babylon”. Utwór ten był sporym zaskoczeniem dla fanów, a sam lider Volbeat stwierdził, że „nie mieli go grać”, ale wytłumaczył potem, że żywiołowe reakcje publiczności zasłużyły na prezent ze strony zespołu. 

Volbeat w Polsce - co grali?

Wspomnieliśmy wcześniej, że zespół skupił się na promowaniu swojego najnowszego wydawnictwa, a także nie zapomniał o swoich największych przebojach sprzed lat. Tak za to prezentowała się cała setlista:

  1. The Devil's Bleeding Crown
  2. Heaven nor Hell / A Warrior's Call / I Only Want to Be with You
  3. Lola Montez
  4. Sad Man's Tongue
  5. The Lonesome Rider
  6. Let It Burn
  7. Slaytan
  8. Dead but Rising
  9. 16 Dollars
  10. The Everlasting
  11. For Evigt
  12. Seal the Deal
  13. Doc Holliday
  14. Black Rose
  15. Gates of Babylon
  16. Fallen
  17. Still Counting

Volbeat zagrał w Warszawie naprawdę porządny koncert. Panowie zostawili na scenie mnóstwo energii, co publiczność nagradzała oklaskami, okrzykami, wspólnym śpiewaniem, skakaniem i wszelkimi innymi sposobami wyrażania zadowolenia, czy też nawet zachwytu. Stodoła była praktycznie wypełniona po brzegi przez fanów duńskiego zespołu, a miny uczestników pokazywały jedynie ich ogromną radość i szczęście. I właśnie to jest chyba najlepszym podsumowaniem koncertu Volbeat.

Kamil Kacperski
Tagi: #Koncerty #Volbeat