30.08.2019 16:32

Tool - "Fear Inoculum" [RECENZJA]

30 sierpnia 2019 roku ukazał się piąty album grupy Tool. Na materiał fani kapeli czekali aż 13 lat, było warto?

Tool
foto: Romana Makówka/Antyradio.pl

Proszę Państwa, stało się, orzeł wylądował. Po 13 latach Tool wreszcie zaprezentował nam przy czym tak dłubał tyle czasu. A że się nadłubał srogo, słychać od razu. "Fear Inoculum" to płyta przemyślana od początku do końca, rozbudowana jeszcze bardziej niż zwykle i bardzo bogata, ale czy dobra? 

Otwieracz i jednocześnie utwór, który został wyznaczony do promowania nowego wydawnictwa Toola może odstraszać. Numer jest po prostu nudny. Okraszenie go orientalnymi perkusjonaliami nie pomogło, kawałek wlecze się niemiłosiernie, brakuje mu silnego akcentu i bardziej wyrazistej, zapadającej w pamięć linii wokalnej. WTEM, "Pneuma". Po odpaleniu tego kawałka uznałam, że dla mnie płyta mogłaby się składać wyłącznie z niego i byłabym ukontentowana. Utwór to 12 minut miodu lejącego się na moje uszy. Nie męczy, kontroluje emocje słuchacza, a w połowie 4 minuty zgniata ciężkim riffem i piękną linią basu. "Pneuma" przywołuje kultowe kompozycje jak "Forty Six & 2" czy "Schism" i jest bezapelacyjnie najmocniejszym punktem płyty.

Tool
Tool
Przeczytaj także Impact Festival 2019 w Krakowie [GALERIA]

Na kolejny warty większej uwagi moment niestety musimy poczekać aż do 9 kawałka. "7empest" robi robotę solówkami Jonesa i oldschoolowym brzmieniem. Przesterowane wstawki dobrze kontrastują z głębokim basem i perkusją, jednocześnie współgrając z wściekłym staccato Keenana. Przerywane djentowe wręcz riffy ucieszą za to każdego fana kapel pokroju Meshuggah. 

A co z całą resztą, zapytacie. Fanką krótkich zapychaczy na płytach nigdy nie byłam. Nie twierdzę, że na "Fear Inoculum" brakuje w nich pomysłów, jednak mnie żaden nie kupił. "Invinvible" wypada świetnie na żywo i karmi nas sentymentami. W utworze można doszukiwać się stylu z "Aenimy", a jego punkt kulminacyjny naprawdę zaskakuje. "Culling Voices" to miła dla ucha dźwiękowa pocztówka, która świetnie sprawdziłaby się jako soundtrack niejednego filmu. Z kolei "Chocolate Chip Trip" należy się szacunek za kunszt i prezentacje brzmienia perkusji. Ostatnią kompozycję z płyty "Mockingbeat" pominę milczeniem, nigdy nie przepadałam za chodzeniem do ZOO.

Jak mawia klasyk, wszystkim nie dogodzisz, choćbyś... zdefekował. Szanuję, że Tool nie próbował dogodzić nikomu poza sobą. Zmierzenie się z własną legendą to najtrudniejsza część pracy każdego, kto sam kreuje i tworzy jakąś artystyczną treść. Cieszę się, że Toola nie przerosły ambicje i nie przegrali z własnym ego. Keenan jest w świetnej kondycji wokalnej, a jego teksty skłaniają do refleksji. Mimo wszystko Tool dał fanom niezłą płytę, na której każdy instrument ma swoje miejsce i czas, żeby się wykazać. "Fear Inoculum" nie stanie się kultowa, nie nada pewnie nikomu sensu życia i spotka się z taką samą falą jęku zachwytów, co rozpaczy. Ale co Pan zrobisz, taki los tych największych.
OCENA: 6/10
Zobacz też: Tool bije rekordy popularności na serwisach streamingowych

Tagi: Tool