07.10.2016 15:12

30 lat temu ukazała się płyta „Reign in Blood” Slayera

7 października 1986 roku ukazał się trzeci album Slayera. Pomimo trzech dekad, krążek wciąż brzmi tak samo świeżo, jak w dniu premiery i niezmiennie pozostaje jednym z najcięższych wydawnictw thrash metalu.

30 lat temu ukazała się płyta „Reign in Blood” Slayera
foto: materiały prasowe

Kapela już w 1983 roku, za sprawą sfinansowanego własnym sumptem „Show No Mercy” wywołała poruszenie na formującej się właśnie scenie thrashmetalowej. Bezlitosne gonitwy gitar, agresywny wokal oraz grzmiąca sekcja rytmiczna na zawsze zmieniły speed metal i razem z „Kill 'Em All” przesunęły granicę ekstremy w muzyce metalowej. O ile w przypadku Metalliki muzyka była przepełniona gniewem, o tyle satanistyczna otoczka Slayera budziła wątpliwości, czy zło ma jakiekolwiek granice. Mimo kontrowersyjnego wizerunku zespołu, album sprzedawał się jednak dobrze. Niewiele było wtedy płyt, na których stężenie siarki dorównywałoby temu z „Show No Mercy”. To był kolejny krok ewolucji najszybszej muzyki, nazwanej rok wcześniej przez Venom „rock & rollem bogów”.

Dwa lata później, w 1985 roku, Slayer wypuścił drugi album - „Hell Awaits”. Można odnieść wrażenie, że kręcąca się w odtwarzaczu płyta otwiera portal, z którego dochodzą niewyraźne jęki brzmiące jak propozycja piekielnej orgii. Nieświadomy słuchacz, zwiedziony stosowanym przez diabła od wieków trikiem, przystawał na ich zaproszenie, na zawsze stając się więźniem piekła, jakie malował Slayer na swojej drugiej płycie. Wziąwszy pod uwagę, że diabelskie portale zakrzywiają czasoprzestrzeń, warto odtworzyć nagranie od tyłu - to demony zapraszały ofiarę, by dołączyła do nich w otchłani („Join us... Join us... Join us...”). „Hell Awaits” był bardziej smolisty i lepki niż debiut, a także posiadał bardziej rozbudowane kompozycje. Płyta została gorąco przyjęta przez fanów i krytyków. O Slayerze zaczęło robić się coraz głośniej.

slayer live angel of death

Po sukcesie „Show No Mercy” oraz „Hell Awaits”, jeszcze zanim Slayer zaczął nagrywać „Reign in Blood”, właściciel Metal Blade - Brian Slagel, dostrzegł brak środków i dystrybucji, aby umożliwić zespołowi eksplozję popularności, na jaką zasługiwał. Dlatego zaczął bez wiedzy zespołu negocjacje z innymi wytwórniami celem wydania nowego albumu. Najbardziej obiecująco zapowiadał się kontrakt z Def Jam Recordings, choć niepokój Slagela wzbudzał fakt, że jego założycielami byli pionierzy hip-hopu, Rick Rubin i Russell Simmons, którzy współtworzyli sukces takich gwiazd jak Run-D.M.C. czy LL Cool J, a z metalem nie mieli wielu doświadczeń.

Pakt z diabłem

O zainteresowaniu ze strony Def Jam, niezależnie od inicjatyw menadżera, dowiedział się Dave Lombardo. Postanowił zadzwonić do Columbia Records od matki, u której wtedy mieszkał i poprosił o kontakt z Rubinem. Reszta zespołu nie była przekonana do pomysłu - wciąż wiązał ich kontrakt z Metal Blade i byli wdzięczni za tę współpracę. Jak się okazało, nie było to żadną przeszkodą i wkrótce Rick Rubin po raz pierwszy spotkał się z zespołem. Obiecał im, że będzie najważniejszą kapelą rockową labelu, a on sam zajmie się produkcją nowego krążka.

Pomimo świetnego przyjęcia dwóch wcześniejszych albumów i EP „Haunting the Chapel” dopiero trzeci album Slayera, „Reign in Blood”, był dla zespołu przełomem wynosząc go na nowy poziom artystyczny i komercyjny. Krążek trafił na półki sklepowe 7 października 1986 roku i od trzydziestu lat jest wyznacznikiem jakości najszybszego, brutalnego thrashu.

Zainspirował niezliczone kapele ze Stanów, Niemiec, Brazylii i innych części świata do grania szybciej i ciężej, niż Slayer. W obrębie thrashu niewielu się to udało, jednak z takich prób zrodziły się najbardziej ekstremalne gatunki metalu. Bez wpływu „Reign in Blood” i jego średnio dwustu dziesięciu uderzeń na minutę brzmiącej jak buldożer perkusji ciężko wyobrazić sobie zarówno death, jak i black metal.

Morze krwi

Do sukcesu albumu znacznie przyczyniła się też oryginalna, sugestywna okładka, utrzymana w mrocznej kolorystyce i pełna tajemniczych postaci. Jej autorem był Larry Carroll, który wykonał dla zespołu także obrazy zdobiące „South of Heaven”, „Seasons in the Abyss” i „Christ Illusion”. Podobno jedyną wskazówką, jaką wtedy otrzymał było, aby znalazł się na niej kozioł.

"

Słyszałem Slayera, bo jestem z Kalifornii, ale nigdy go nie widziałem. W tamtym czasie robiłem wiele ilustracji politycznych dla „The Progressive”, „Village Voice” i „New York Timesa”, tego typu rzeczy. Jeśli dobrze sobie przypominam, kapeli początkowo nie podobała się okładka, którą zrobiłem do „Reign in Blood”. W każdym razie, komuś się nie podobała. Nie pamiętam już, czy chodziło o kogoś z zespołu czy managementu, jednak potem ktoś z zespołu pokazał ją matce, a ona uważała, że rysunek jest obrzydliwy. Wtedy zrozumieli, że są na dobrej drodze. "

Skończona okładka była inna niż proste, często amatorskie okładki thrashmetalowe w stylu „Fistful of Metal” Anthraxu. Bliżej było jej do wizji piekła z „Ogrodu rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha niż koślawych bohomazów, jakie w tamtym czasie często zdobiły okładki ekstremalnych płyt. Na obrazie widać diabła z ręką wzniesioną tak, jakby wydawał rozkaz podboju. Siedzi on na tronie spoczywającym na barkach postaci brodzących w morzu krwi. Jedna z nich nosi papieską mitrę, natomiast na dłoniach innej widać stygmaty. Warto zauważyć, że ze spodni rzekomego papieża wystaje coś długiego. Czy artysta zasugerował, że Chrystus i Kościół wspierają nadejścia antychrysta, który zaprowadzi swoje rządy nad oceanem krwi potępionych?

slayer 3 covers

Entuzjazm Ricka Rubina przekonał członków zespołu, by nagrać dziesięć wartkich numerów z wpływami hardcore przepełnionych surowymi, zapalczywie agresywnymi riffami i metalicznym chrzęstem. Rubin powiedział Slayerowi, że ma pełną wolność artystyczną, więc przesunął granicę po raz kolejny i napisali jedne z najbardziej bezpośrednich, jadowitych do dziś tekstów. Zaatakował religię („Jesus Saves”), śpiewał o sadystycznych torturach i morderstwie („Piece by Piece”), wojnie biologicznej („Epidemic”) i poruszał tematykę okultyzmu („Altar of Sacrifice” oraz „Raining Blood”). Slayer jeszcze nigdy nie brzmiał tak złowrogo. Wcześniej chodziło jedynie o wyobrażone diabły i odległe piekło. Tym razem potworami są ludzie, a piekło jest tu, na Ziemi.

Brutalna rewolucja

Kerry King opowiedział o warstwie lirycznej swojej kapeli:

"

Zawsze byliśmy tymi złymi kolesiami. Tekstowo poruszamy tematy, na które nikt inny by nie napisał. Napiętnowaliśmy siebie jako źli goście wieki temu. Zawsze kibicuję złym kolesiom. "

W czasie, gdy inne zespoły gatunku wydawały długie, przeszło 50-minutowe krążki pełne nagłych zmian tempa i rytmów oraz czystych wokali Slayer odnalazł swoją niszę. Już dzięki „Hell Awaits” byli uważani za najcięższą, najbardziej ekstremalną kapelę thrashmetalową. Teraz miał szansę wygrać wyścig prędkości i pokazać, że jest nie tylko diabelsko szybki, ale i równie utalentowany. Udało mu się, a gotowa płyta, odegrana w błyskawicznym tempie i z ogromną precyzją trwała ledwie niecałe 29 minut. Dzięki tej długości oryginalne wydanie kasetowe mieściło album dwukrotnie, dzięki czemu po wieńczących dzieło, ostatnich dźwiękach burzy wystarczyło zmienić stronę, by bez potrzeby przewijania usłyszeć album kolejny raz, od początkowych, złowrogich taktów „Angel of Death”.

„Reign in Blood” dodatkowo zyskał na mocy za sprawą produkcji Ricka. Pozbawił on materiał charakterystycznego dla pierwszych nagrań zespołu pogłosu, przez co każdą złowieszczą nutę słychać bardzo wyraźnie, a brzmienie basu łamie kości.

Anioł Śmierci

Kerry King w 1997 roku wyznał, jakie są jego założenia podczas tworzenia nowej muzyki:

"

Chcieliśmy zdmuchnąć pokrywę z wszystkiego, co ktokolwiek nagrał przed nami. To było jak mówienie: „Och, myślisz, że to jest ciężkie? Cóż, to posłuchaj tego!”. Gdy pracuję nad czymś, często moją jedyną myślą jest, jak bardzo szalony będzie tłum, gdy usłyszy to na żywo. Ludzie zaczynają skandować, a potem zaczyna się kocioł. Wiem, że sam bym to robił, gdybym był w tłumie, więc wyobrażam sobie 500 osób robiących to samo. "

Zmarły w maju 2013 roku Jeff Hanneman, gitarzysta i autor muzyki do każdego utworu na „Reign in Blood” oprócz „Piece by Piece”, napisał na album jeden kawałek, który był muzycznie niedościgniony, zaś pod względem lirycznym był najbardziej kontrowersyjnym utworem w repertuarze zespołu. Chodzi oczywiście o „Angel of Death”, zaczynający się od stopniowo przybierającej na sile kanonady bębnów, przechodzącej w przeraźliwy krzyk.

Po chwili padają prawdopodobnie najmocniejsze słowa rozpoczynające thrashmetalowy album:

"

Auschwitz, znaczenie bólu. Sposób, w jaki chcę, byś zginął. Powolna śmierć, przepastny rozkład. Prysznice, które wymywają z ciebie życie. "

W rozpoczynającym album dziele z obrzydliwą szczegółowością przywoływane są najstraszniejsze nazistowskie eksperymenty doktora Josefa Mengele. Choć utwór nie wychwala krzywd zadawanych na jego rozkaz, to bezlitosne i wypluwane z prędkością karabinu maszynowego słowa Toma Arayi były wielokrotnie błędnie interpretowane, jako promujące nazizm. Świadczyć może to jedynie o ignorancji części odbiorców. Ciężko sobie wyobrazić, by te jeżące włosy na głowie teksty mogły cokolwiek gloryfikować, gdyż są przedstawieniem zła w jego najgorszej, przerażająco ludzkiej postaci.

Te wyssane z palca kontrowersje Tom skomentował następująco:

"

Oskarżano nas o wszystko. Nazywano nas neonazistami przez ten kawałek, jednak gdy zajrzysz w tekst wnikliwiej to po prostu opowieść na podstawie historii. Nie gloryfikuje niczego. Ktokolwiek, kto uważa, że jesteśmy nazistami nie stara się nawet zrozumieć przesłania tekstu. Pochodzę z Chile, czyli wywodzę się z mniejszości, więc to by znaczyło, że nienawidzę siebie. "

Problemy wydawnicze

Tekst do „Angel of Death” i okładka spowodowały taki zamęt u dystrybutora Def Jam, że prezes Columbia Records odmówił zaangażowania swojej wytwórni w promocję albumu. Dlatego Rick Rubin wynegocjował umowę z Geffen Records, które zgodziło się dystrybuować „Reign in Blood”. Proces ten opóźnił wydanie albumu o kilka miesięcy, jednak gdy już wyszedł, bardzo szybko zyskał szacunek i zebrał liczne pochwały wśród thrash metalowców. Obok „South of Heaven” to do dziś jedyny album z katalogu Def Jam, którego dystrybucją nie zajmuje się Columbia.

Odbiór i komercyjny sukces

Pomimo braku czasu antenowego, trzeci album Slayera zadebiutował na 127 miejscu listy Billboard 200, a sześć miesięcy później dotarł na pozycję 94. Płyta podobała się większości metalowych pism, a Kerry King i Jeff Hanneman byli opiewani na łamach gitarowych magazynów dzięki swoim surowym, cierpkim rytmom i opętanym, chaotycznym solówkom.

O swojej grze na albumie Kerry King powiedział z dystansem:

"

To doprawdy zabawne, bo przez kilka pierwszych krążków wymyślałem motywy prowadzące na podstawie riffów, które były grane, jednak w przypadku „Reign in Blood” byłem leniwy i po prostu wymyślałem rzeczy, które czasem nie miały żadnego sensu, a z gitarowych ankiet wciąż wychodziło, że jestem jednym z najlepszych gitarzystów w metalu. "

„Reign in Blood” pokrył się złotem 20 listopada. W 1998 wydano go ponownie, tym razem z dwoma bonusowymi utworami - odświeżoną wersją „Aggressive Perfector” ze składanki Metal Massacre III oraz remiksem „Criminally Insane”. W 2004 Slayer zagrał cały album podczas trasy „Still Reigning”, z której wydano DVD. Na koniec występu, przy odgrywaniu „Raining Blood” zespół tonie w deszczu sztucznej krwi kapiącej znad sceny. Od tego czasu co jakiś czas gra album w całości. Niewykluczone, że z okazji okrągłej rocznicy wydania tego legendarnego krążka zrobi to wkrótce ponownie.

Chcielibyście usłyszeć na żywo całe „Reign in Blood”, czy może wolelibyście wydać pieniądze na specjalne, rocznicowe wydanie albumu?

Maciej Daszuta
Tagi: Rock News Slayer