07.07.2015 15:51

Howard Jones (ex-Killswitch Engage) chciał się zastrzelić

Sława ma swoją cenę. Bycie wystawianym na opinię publiczną, zainteresowanie mediów i wiele innych czynników może doprowadzić do wyniszczających stanów emocjonalnych, które zaś powodują chęć popełnienia samobójstwa, tak jak w przypadku Howarda Jonesa.

Howard Jones (ex-Killswitch Engage) chciał się zastrzelić
foto: commons.wikimedia.org

Były wokalista Killswitch Engage, obecnie związany z kapelą Devil You Know, doświadczył tego wszystkiego na własnej skórze. Działając w muzycznym podziemiu udało mu się stopniowo przebijać na coraz większe sceny i grać przed rosnącą liczbą słuchaczy. Wejście do czołówki w swoim nurcie sprawiło, że Jones przestał sobie z tym radzić. 

Muzyk popadł w stan depresji. Pogłębiające się uczucie sprawiło, że postanowił on sięgnąć po ostateczny krok:

"

Pamiętam, że dalej mieszkałem w swoim starym mieszkaniu i ktoś zorientował się co robiłem po czym wezwał policję. To dlatego, że prawie odstrzeliłem sobie głowę. Wyciągnąłem swoją .44, przeładowałem ją i chciałem strzelić. Gdyby mi nie przerwano byłoby już po mnie. "

Interwencja funkcjonariuszy zakończyła się powstrzymaniem Jonesa od popełnienia samobójstwa. Artysta następnie został zamknięty na jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. Kiedy doszło do jego próby targnięcia się na własne życie? Możemy podejrzewać, że w momencie działalności w szeregach Killswitch Engage, skoro wokalista wspomina o okresie bycia sławą. 

Problemy mentalne w przypadku Howarda Jonesa sięgają czasów jego młodości:

"

Miałem stany lękowe i depresję od kiedy byłem nastolatkiem. Bycie wokalistą i wykonywanie mojego zawodu nie było pomocne. Dostałem ten dar od losu i stałem się rozpoznawalny oraz zacząłem odnosić sukcesy - to będzie rzecz, za którą zawsze będę wdzięczny. Stało się to jednak ciężarem w moim życiu. Będąc dzieciakiem mogłem spokojnie przejść niezauważonym na ulicy. Nagle ludzie zaczęli mnie kojarzyć, krzyczeli moje imię na ulicy - nie mogłem wyjść do sklepu, czy do kina. "

Wokalista zwierzył się również z tego, jak wyglądało jego odejście z Killswitch Engage. Grupa wspólnie pracowała nad nowym albumem, który ostatecznie ukazał się pod nazwą „Disarm the Descent” i na którym śpiewa Jesse Leach. Zespół spotykał się regularnie każdego dnia, aż na jednym ze spotkań nie stawił się Jones:

"

Wyjechałem z miasta, nie dzwoniłem, nie wróciłem, nic nie zrobiłem. Odezwałem się dopiero dwa tygodnie później i usłyszałem, że reszta zdecydowała iść dalej beze mnie. Tłumaczyłem im, że dam radę, po prostu przeżywam ciężki okres. Odpowiedzieli: „Stary, ty tego nienawidzisz”. Wcale tak nie było, dlatego nie mogę tego znieść, to najgorsza rzecz na świecie. "

Problemy Howarda Jonesa tłumaczą w pewien sposób jego opuszczenie zespołu. Miejmy nadzieję, że lepiej zniesie swoją obecność w składzie Devil You Know. Killswitch Engage szykuje obecnie wydanie koncertowego DVD z Jessem Leachem, muzycy myślą również o nagraniu następcy „Disarm the Descent”.

Znacie innych muzyków, którzy zmagaliby się z podobnymi problemami co Jones?

Robert Skowroński
Tagi: Rock News Killswitch Engage