Ile polskości jest w polskich smartfonach?
Większość internautów odpowiadając na to pytanie będzie zdania, że polscy producenci co najwyżej tłumaczą instrukcję obsługi i projektują wygląd pudełka. Czy taka opinia nie jest jednak krzywdząca? Sprawdziliśmy, jak naprawdę przebiega proces projektowania polskich smartfonów.
Reakcje internautów na wiadomości o smartfonach przygotowanych przez polskie firmy są okrutne – praktycznie każdy z wprowadzanych na polski rynek modeli określany jest mianem „chińszczyzny”, a przed jakością wykonania sypią się ostrzeżenia.
Komentujący nie zauważają jednak, że czasy się zmieniły i doświadczenia oraz informacje zebrane podczas kontaktów z pierwszymi smartfonami wypuszczanymi pod polską flagą zdążyły się przez kilka lat mocno zdezaktualizować.
Polskie smartfony
Zarzuty stawiane polskim producentom mają swoje postawy. Rzeczywiście – jeśli tylko się chce, bez problemu można znaleźć dziesiątki (jeśli nie setki) ofert chińskich fabryk, które z chęcią dokleją na produkowane przez siebie modele podesłane im logo.
Tak właśnie swoją działalność rozpoczynali wszyscy dystrybutorzy – czasem wykorzystywane były już wypracowane znajomości i kontakty, zdobyte dzięki działalności w pokrewnej branży, korzystano też z usług miejscowych pośredników, dysponujących „legendarnym” katalogiem dostępnych w danym czasie produktów, ich cenach oraz możliwości indywidualizacji. Zdarza się także usłyszeć historie o wyprawie „w ciemno” do Chin i szukaniu partnerów bezpośrednio na miejscu.
O takiej właśnie działalności polskich producentów pamiętają wciąż nasi Czytelnicy.
Współpraca tego typu możliwa jest i dziś – nie trzeba nawet składać już zamówień idących w tysiące sztuk. Dużym chińskim fabrykom nie opłaca się co prawda przestawiać produkcji dla naprawdę małych partii, jednak bez większych problemów można porozumieć się z mniejszymi graczami, którzy gotowi są oznaczać smartfony wybraną marką po zakupie zaledwie 50-100 sztuk.
Polscy producenci jednak zorientowali się dość szybko, że taką drogą nie uda im się zdobyć serc klientów. Oferowane przez Chińczyków konstrukcje były często bardzo niskiej jakości i niepochlebne opinie użytkowników odbijają się w internecie do dziś. O ile niska cena wciąż jest priorytetem, pozwalającym odciągnąć zainteresowanie od dopracowanych, ale drogich produktów uznanych marek, dużą wagę zaczęto także przykładać do niezawodności.
Dystrybucja z wartością dodaną
Rosnąca znajomość chińskiego rynku zaczęła owocować wyławianiem coraz ciekawszych modeli. Producenci – wtedy jeszcze wciąż dystrybutorzy – przestali być w Państwie Środka anonimowymi klientami, mogącymi zniknąć po dokonaniu jednego zamówieniu, ale stali się stałymi partnerami handlowymi, kupującymi regularnie tysiące sztuk urządzeń.
Z ofert polskich marek zaczęły znikać przypadkowe, kupowane okazyjnie sprzęty – zaczęło się budowanie portfolio produktowego zgodnego z przyjętą wizją. Pierwsi zauważyli to entuzjaści – zamiast szukać ciekawych telefonów bezpośrednio w Chinach, mogli zdać się na rosnącą ekspertyzę polskich producentów.
Kupując obrandowany chiński model oszczędzali czas, pieniądze oraz... nerwy. Dystrybutorzy brali na siebie odpowiedzialność za opiekę gwarancyjną – awaryjnego telefonu nie trzeba już było wysyłać na swój koszt przez pół świata i zastanawiać się, czy i w jakim stanie wróci do właściciela.
Powstały pierwsze firmowe laboratoria sprawdzające dokładnie funkcjonowanie proponowanych przez Chińczyków modeli oraz ich zgodność z technologiami wykorzystywanymi w Polsce (na początku zdarzały się wpadki z telefonami, które nie obsługiwały części częstotliwości używanych przez polskich operatorów komórkowych).
Zaczęto wychwytywać i wskazywać do poprawy błędy konstrukcyjne – prężniejsi producenci potrafili samodzielnie przygotować takie poprawki. Początkowo były to przede wszystkim niewielkie ingerencje w konstrukcję telefonu – na przykład przeprojektowanie wbudowanej anteny (prekursorem był GoClever) – z czasem jednak zdobyte kompetencje pozwoliły na coś więcej, niż tylko recenzowanie wyników pracy chińskich inżynierów.
Poprawa jakości oferowanych modeli została dostrzeżona przez klientów, w tym przez najważniejszych z punktu widzenia producentów operatorów sieci komórkowych – znalezienie się w katalogu smartfonów oferowanych „za złotówkę” razem z abonamentem jest swoistą nobilitacją i potwierdzeniem, że z marką wszystko jest jak najbardziej w porządku. Żaden z gigantów nie ryzykowałby wiązania się z modelem, który byłby awaryjny i wymagałby dużych nakładów na obsługę gwarancyjną.
Dobrą opinię o polskim sprzęcie mają także nasi Czytelnicy.
Przedstawiciele polskich producentów zaczęli nawet deklarować publicznie, że ich celem jest produkowanie najlepszych smartfonów. Nie oznacza to (jeszcze?) chęci konkurowania z największymi światowymi markami (aczkolwiek jakością wykonania zdarza się już rodzimym markom bić światowe – w danym zakresie cenowym – na głowę), ale realizowanie strategii polegającej na oferowaniu modeli nie mających sobie równych w danym segmencie rynkowym.
Czy to się udaje? Jeśli spojrzeć chociażby na opisywane przez nas telefony myPhone Q-Smart II oraz myPhone Infinity IIS – jeśli tylko akceptuje się narzucone przez zakres cenowy ograniczenia, warto rozważyć ich zakup.
Polscy producenci działają dziś zupełnie inaczej, niż podczas debiutów. Agnieszka Beck, Specjalista ds. Marketingu marki myPhone, roztacza dumną wizję wkładu swojej firmy w przygotowywanie sprzedawanych w Polsce (i nie tylko) smartfonów – nie jest jednak chętna, żeby powiedzieć na ten temat trochę więcej.
Cały etap projektowania urządzeń odbywa się w Polsce, natomiast sama produkcja w Chinach. Niestety nie mogę zdradzić wszystkich etapów procesu wdrażania produktu na rynek, ponieważ jest to wewnętrzna tajemnica firmy.
Jakie tajemnice mają rodzimi producenci? Sprawdziliśmy, jak naprawdę wygląda produkcja polskich smartfonów. Czy rzeczywiście projektowane są w naszym kraju i jak wytłumaczyć bliźniacze podobieństwo oferowanych przez nich modeli do telefonów chińskich marek?
Polak, Chińczyk, dwa bratanki
Gdy na początku kwietnia 2016 roku pisaliśmy o smartfonie Krüger&Matz LIVE 3+ - bardzo ciekawej konstrukcji, w której zastosowano dwa akumulatory o łącznej pojemności 6000 mAh, dzięki czemu obiecywane jest wyjątkowo długie działanie urządzenia na jednym ładowaniu – nasi Czytelnicy szybko wskazali, że już gdzieś widzieli taki model.
Zachwalany przed kilkoma chwilami model myPhone Luna na świecie znany jest raczej jako Gionee Gpad 5. Pokrewieństwu nie da się zaprzeczyć.
Przykłady można mnożyć – zdarzały się nawet sytuacje, gdy w informacji o telefonie wyświetlanej przez system operacyjny znajdowała się informacja o oryginalnym urządzeniu. Czy istnienie klonów smartfonów można w jakiś sposób pogodzić z deklaracjami o samodzielnym ich tworzeniu w Polsce?
O dziwo – tak. Rzućcie okiem na poniższe porównania zegarków – jeden z nich to polski Goclever Chronos Eco, drugi chiński Weloop Tommy. Sprawa wydaje się wpisywać w schemat doklejania nazwy do urządzeń z Państwa Środka i sprzedawania jako własnego – tyle tylko, że rzeczywistość nie ma z tym zarzutem nic wspólnego.
Gadżet został zaprojektowany przez Polaków we współpracy z chińskim przedsiębiorstwem i naprawdę znajduje się w nim polska myśl techniczna.
Designed in Poland, Made in China
Z dużymi chińskimi fabrykami można było współpracować na dwa sposoby. Pierwszy z nich to właśnie doskonale znane brandowanie opracowanych już konstrukcji. Jeśli zamówienie jest odpowiednio duże, dystrybutor może zdobyć wyłączność na oferowanie danego wzoru w danym kraju – musi jednak pogodzić się z faktem, że bliźniacze smartfony będą sprzedawane przez dziesiątki innych marek na całym świecie.
Bardziej ambitni mogli zamówić stworzenie projektu tylko dla siebie – jest to jednak bardzo kosztowne i mogą sobie na to pozwolić tylko firmy o sprzedaży sięgającej milionów sztuk. Z czasem pojawiła się jeszcze trzecia droga – uczestniczenie w procesie projektowania sprzętu.
Początki były skromne, dziś – dzięki bezpośredniej współpracy z dostawcami komponentów – polscy inżynierowie nie tylko wybierają części składowe firmowanych przez siebie smartfonów, ale także projektują obudowy, a nawet znajdującą się w środku elektronikę (na przykład płyty drukowane).
Mają także ogromny wpływ na sam proces produkcji, gdyż często wynajmują w fabrykach całe linie montażowe i dokonują inspekcji jakości dzięki ulokowanym w Chinach przedstawicielstwom. Potwierdza to Marcin Łobacz, Dyrektor Działu Marketingu w MODECOM.
Każdy z etapów powstania naszych urządzeń, z wyjątkiem samej produkcji, realizowany jest w Polsce. Za projekt techniczny oraz design odpowiadają zatrudnieni przez nas oraz współpracujący z nami wysokiej klasy inżynierowie i projektanci, którzy pracują zarówno w Polsce, jak i za granicą, czuwając nad każdym etapem produkcji urządzeń MODECOM.
Oficjalny sponsor piłkarskiej reprezentacji Polski zdradził Czytelnikom Antyradio.pl w jaki sposób powstają oferowane przez nich urządzenia.
Jak naprawdę powstają polskie smartfony?
MODECOM dzieli prace nad urządzeniami na 4 główne etapy. Pierwsze 3 realizowane są na terenie naszego kraju i są owocem 18-letniej obecności producenta na rynku.
Kiedyś polscy producenci inspirację czerpali z dostarczanych przez chińskie fabryki katalogów. Dziś proces ten całkowicie się odwrócił – pomysł i przepis na mający odnieść sukces rynkowy smartfon powstaje w całości w naszym kraju.
Dokładnie analizowany jest polski rynek, oczekiwania użytkowników oraz produkty oferowane przez konkurencję. Odbywa się także ocena ryzyka – w Polsce występuje duże nasycenie telefonami (i ofertami), przygotowanie urządzenia dobrze sprzedające się w naszym kraju nie jest więc prostą sprawą.
Gdy znane są już założenia dla powstającego modelu, zaczyna się jego faktyczne projektowanie. MODECOM przyznaje, że proces wymaga włożenia dużej ilości pracy.
Na tym etapie dokonujemy wyboru dostarczycieli komponentów, z których finalnie będą wyprodukowane nasze smartfony. Pracujemy także nad wyglądem i wzornictwem zarówno samego smartfonu, jak i jego opakowania. To najtrudniejsza i najbardziej wymagająca część planowania produkcji urządzeń mobilnych. Nie należy zapominać o tym, że smartfon to niezależna jednostka komputerowa, kontrolowana przez „uszyty na miarę” system operacyjny, dlatego równolegle do prac związanych z konfiguracją sprzętową prowadzimy działania wdrożeniowe dla warstwy oprogramowania. Za ten element naszych urządzeń odpowiada Dział Programistów.
Prace obejmują więc nie tylko projektowanie technologiczne – a właśnie o brak tego procesu oskarżani są polscy producenci – ale także stworzenie odpowiedniego wyglądu oraz dostosowanie do danego modelu oprogramowania.
Gdy projekt jest gotowy, powstają urządzenia prototypowe, które poddawane są w Polsce testom laboratoryjnym. Z czasem, gdy projekt zbliża się do wersji produkcyjnej, smartfony trafiają do wybranej grupy użytkowników – ich opinia na temat użytkowanego sprzętu pozwala wprowadzić ostatnie poprawki przed rozpoczęciem produkcji w Chinach.
Marcin Łobacz mocno podkreśla, że czasy wybierania urządzeń spośród propozycji Chińczyków dawno minęły.
My sprawujemy kontrolę nad każdym elementem produkcji naszych urządzeń. Tak było zawsze, tak jest teraz.
Co teraz myślicie o polskich producentach smartfonów?