35 lat temu premierę miał „Miś”

Robert Skowronski
AKTUALIZACJA 05.05.2016 04.05.2016 14:54
AKTUALIZACJA 05.05.2016 04.05.2016 14:54

Dzieło kultowe, a jednocześnie ostatnie jakie Stanisław Bareja pokazał na dużym ekranie. „Miś” wzbudza poklask i dziś, po 35 latach od swojej premiery. Poznajcie ciekawostki dotyczące jednej z najsłynniejszych komedii PRL-u.

Fot. |center

1/10 „Miś” broni się przed cenzurą

Wiosną 1980 roku „Miś” został przedstawiony w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk na ul. Mysiej w Warszawie. Cenzura zażądała wycięcia z filmu całej masy scen, bez których obraz nie miałby już tej samej siły. Co miało zniknąć z finalnej wersji mającej wejść do dystrybucji?

  • Scena w barze mlecznym (Propozycja: usunięcie ujęcia ze sztućcami na łańcuchach)
  • Scena zatrzymania węglarzy przez milicjanta
  • Rozmowa o tradycji w łóżku i na wozie 
  • Występy estradowe tramwajarzy ze względu na treść transparentu w tle
  • Tekst przekupki: „Na Centralnym łapią”
  • Zbliżenie w sklepie w Anglii na polską szynkę
  • Kamyk z Jeleniej Góry bez aluzji do papieża
  • Zmiana tytułu filmu „Ostatnia paróweczka hrabiego Barry Kenta” (Propozycja: „Ostatnia baryłeczka…”)
  • Scena z wizytą Hochwandera w melinie Staszka Palucha
  • Scena wręczania paszportów

Jak udało się oszczędzić ten materiał? Los stał po stronie Stanisława Barei. Doszło do strajków w Stoczni Gdańskiej, a także zawarto porozumienia sierpniowe - to właśnie w tym czasie odbyło się drugie komisyjne obejrzenie dzieła reżysera. Ostrze cenzury stępiało przez ówczesne wydarzenia społeczno-polityczne, a jeszcze dodatkowo Andrzej Wajda przesłał do komisji bardzo pochlebną opinię o filmie kolegi po fachu.

2/10 Zmiany, zmiany

Kilka rzeczy twórca musiał jednak zmienić, dotyczy to przede wszystkim nazwisk postaci. I tak Nowochódzki został przekształcony w Ochódzkiego, fikcyjny reżyser Porębal (było to odniesienie do Bohdana Poręby) stał się Zagajnym, z kolei aktora Ryszarda Filipskiego, pojawiającego się w dialogu Stanisława Tyma, przemianowano na Fronczewskiego.

3/10 Parówki

Ten mięsny wyrób został stworzony przez samą ekipę filmową, a to dlatego, że w sprzedaży nie udało się znaleźć takich, które wyglądałyby dostatecznie dobrze. Wpierw jednak trzeba było zdobyć pozwolenie na kupno 40 metrów baraniego jelita, w które wepchnięto mięso. Niestety, ale parówki już po paru godzinach zzieleniały. Uratowało je włożenie ich na noc do cebuli - nazajutrz filmowe rekwizyty powróciły do swojego pierwotnego koloru. Z kolei baleron pokazany podczas spektaklu teatralnego został zamówiony w Zakładach Przemysłu Mięsnego w Łukowie.

Interesujące w tym kontekście wydaje się to, że ojciec Stanisława Barei, Sylwester, prowadził swego czasu zakład wędliniarski. Gdy interes splajtował zatrudnił się on w Państwowych Zakładach Przetwórstwa Mięsnego, gdzie piastował stanowisko kierownika kolumny uboju.

4/10 „My wszystko fersztejen”

Niektóre sceny w filmie zostały sfingowane. Dotyczy to m.in. sekwencji w banku, w której Ryszard Ochódzki miał wpłacić pieniądze. Zdobycie pozwolenia na kręcenie w tym miejscu graniczyło z cudem, dlatego oko kamery uchwyciło jedynie instytucję z zewnątrz. Dopiero pod ten materiał podłożona została ścieżka dźwiękowa z dialogiem.

Angielski bank zaprezentowany na nagraniu to Mellon Bank, mieszczący się na Trinity Square w pobliżu Tower Bridge. Obecnie ta instytucja już tam nie funkcjonuje, a w jej miejscu stoi zwykły pub.

Mały przekręt został też zastosowany w scenie na lotnisku Heathrow. To udaje warszawski wieżowiec Intraco. Tam też zrealizowano dialogi Ochódzkiego z żoną Basią, jednak już przelot samolotem i sceny na pokładzie były autentyczne.

5/10 Jak było w Londynie?

W stolicy Wielkiej Brytanii realizowano zdjęcia w 1979 roku przez zaledwie trzy dni. Pieniędzy na te sekwencje było jak na lekarstwo, dlatego ekipa zaangażowała do pracy wszystkich znajomych Polaków, którzy byli na miejscu i mieli akurat wolny czas. Z naszej ojczyzny do Londynu poleciał tylko Bareja, niektórzy aktorzy, kamerzysta i kierownik produkcji. Jak wspomina ekipa w całym przedsięwzięciu było sporo „amatorszczyzny”.

Przez przypadek udało się znaleźć „Sklep Pana Jana”, gdzie Ochódzki wręczał właścicielowi (tego zagrał Stanisław Bareja, za co otrzymał 500 złotych honorarium) słynny kamyk. Obecnie ten obiekt mieszczący się w dzielnicy Wandsworth już od dawna nie istnieje. Dziś możemy tam znaleźć bar z chińszczyzną. Urodzaj wędliny został zastąpiony orientem.

6/10 Książkowy przemyt

Stanisław Tym wyjawił po latach, że zagraniczne wyjazdy u boku Stanisława Barei miały w dużej mierze na celu zakup książek niedostępnych w Polsce. Aktor i współtwórca „Misia” wyznał:

Chodziło głównie o niecenzuralne książki, które chętnie przywoziliśmy ze sobą do Polski. Mieliśmy przewagę nad celnikami, bo wystarczyło zapakować je w skrzyniach razem z materiałami filmowymi i nikt nie mógł ich otworzyć, bo naświetliłby nam klisze.

Przykład polskiego sprytu, który był przecież ważną cechą w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

7/10 Stanisławów dwóch

Bareja i Tym, duet odpowiedzialny za „Nie ma róży bez ognia”, „Niespotykanie spokojnego człowieka”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” i właśnie „Misia”, poznali się w 1972 roku na planie komedii „Poszukiwany, poszukiwana”. Panów przedstawił sobie aktor i satyryk Jerzy Dobrowolski, który poprosił Bareję o obsadzenie Tyma przynajmniej w epizodycznej roli.

Reżyser był sceptycznie nastawiony do pomysłu, gdyż została mu już do nakręcenia tylko jedna scena, w której miało być pokazane zbliżenie na przybijającą pieczątkę rękę Dobrowolskiego. Zaprezentowana na ekranie dłoń należała właśnie do Stanisława Tyma.

8/10 „Życie Warszawy”

„Ostatnia paróweczka Barry Kenta”, to film, który jest kręcony w „Misiu”. W jednej ze scen Hochwander daje w prasie ogłoszenie o tym, że szuka sobowtóra jednego z aktorów do swojej produkcji. Niestety, ale budżet dzieła Barei nie pozwolił reżyserowi na danie do druku osobnej gazety. Dużo tańszym rozwiązaniem było umieszczenie właściwego anonsu w istniejącym już dzienniku. W „Życiu Warszawy” w dniu 27 grudnia 1979 roku pojawiło się odpowiednie ogłoszenie.

9/10 Gdańsk i benzyna

Film Barei pokazywany był nie tylko w kinach, ale i na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (wówczas jeszcze w Gdańsku, nie jak obecnie w Gdyni), gdzie jednak nie udało mu się zdobyć żadnej nagrody. Podczas wspomnianego pokazu nie był obecny reżyser. Powód okazał się być niezwykle prozaiczny. Twórca uznał, że z całym przedsięwzięciem byłoby za dużo zachodu, poza tym miał kłopoty z dostaniem benzyny. Reżyser był również zdania, że film jest wciąż wyświetlany w warszawskich kinach, zatem w celu seansu nie trzeba się wybierać aż na północ Polski.

10/10 Czym jest bareizm?

A teraz rzecz nie tyle dotycząca „Misia”, co twórczości reżysera jako takiej. Słówko „bareizm” dziś tożsame jest z wyrażeniem absurdalnego poczucia humoru. Jednak na samym początku było to pejoratywne określenie oznaczające zabawę w złym stylu. Twórca terminu był Kazimierz Kutz, który uważał, że Stanisław Bareja robi kiczowate i głupie komedie.

Reżyser zasłużył sobie wówczas na krytykę za to, że zajmował się kinem popularnym, pomijającym ważkie tematy. W latach 60. popkultura dopiero znajdowała swoje miejsce w Polsce i raczej nie cieszyła się ogólnym uznaniem. A oto klasyczny już przykład „bareizmu”:

Jakie są wasze ulubione sceny z „Misia”?