"Harry Potter": 9 aspektów nauki w Hogwarcie, które... nie do końca mają sens
Hogwart to jedna z najbardziej prestiżowych szkół magii i czarodziejstwa. Jeśli się jednak dłużej nad tym zastanowić... tamtejszy system edukacji pozostawia wiele do życzenia.
Spośród kilkunastu szkół opisanych przez J.K. Rowling, Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie jawić ma nam się jako jedna z najlepszych i najbardziej prestiżowych placówek edukacyjnych, kształcących młodych czarodziejów. Jeśli jednak przyjrzymy się dokładniej praktykom tam panującym, możemy dojść do wniosku, że ich system nauczania miejscami "kuleje".
"Harry Potter" - 9 aspektów nauki w Hogwarcie, które nie mają sensu
Hagrid mawiał, że Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce w całym czarodziejskim świecie. Na przestrzeni całej serii (miejscami boleśnie) przekonaliśmy się, że to nie do końca prawda. Poza aspektami bezpieczeństwa, nawet system nauczania w tej szkole pozostawia wiele do życzenia. Przedstawiamy wam 9 aspektów funkcjonowania Hogwartu, które mogą nieco podważyć prestiż tej uwielbianej przez nas szkoły.
1. Absolutny brak współczesnej technologii
Akcja "Harry'ego Pottera" rozgrywa się w latach 90. XX wieku. Tymczasem, śledząc wydarzenia rozgrywające się w Hogwarcie, można odnieść wrażenie, że szkoła funkcjonuje w czasach wręcz średniowiecznych. Uczniowie piszą piórami, pocztę ślą za pomocą sów, nie wspominając już o absolutnym braku elektryczności. Owszem, cały czarodziejski świat zachowany jest w owej "estetyce", jednak władze Hogwartu doskonale zdają sobie sprawę, że lwia część uczniów to dzieci mugolskie, u których takie "zacofanie" może wywołać niemały dysonans poznawczy.
2. Niewyszkolona kadra nauczycielska
Choć profesor McGonagall, Remus Lupin czy nawet Severus Snape to właściwe osoby na właściwym miejscu, posiadające ogrom wiedzy i umiejętności, zatrudnienie niektórych nauczycieli w Hogwarcie budzi pewne wątpliwości. Niesławny Gilderoy Lockhart, który opanował w życiu wyłącznie jedno zaklęcie, miał nauczać dzieci jednej z absolutnie najważniejszych umiejętności czarodziejskich - obrony przed czarną magią. Sybilla Trelawney, mimo przebłysków daru jasnowidzenia, nie była w stanie nauczyć dzieci w zasadzie niczego konkretnego i przydatnego. Przy prestiżu, jakim cieszy się Hogwart, można przecież oczekiwać bardziej wyselekcjonowanej kadry nauczycielskiej.
3. Przyzwolenie na dyskryminację i zastraszanie
O tej kwestii wspominaliśmy już przy okazji artykułu o najgorszych czynach, jakich dopuścili się nauczyciele Hogwartu. Wspomniany wyżej Severus Snape może i był dobrym nauczycielem, ale jako pedagog sprawdzał się zastraszająco marnie. Jawna dyskryminacja, nadzwyczaj surowe traktowanie uczniów i wreszcie zastraszanie ich, a nawet przemoc psychiczna. Czy ktoś taki rzeczywiście powinien mieć kontakt z uczniami? Albus Dumbledore twierdził, że tak. Nigdy przy tym nie upominając byłego śmierciożercy za jego postępki.
4. Brak niemagicznych przedmiotów
Uczniowie Hogwartu pobierają nauki z zakresu tak istotnych dziedzin jak transmutacja, zaklęcia, obrona przed czarną magią czy historia magii. Na próżno szukać jednak w programie takich przedmiotów jak język angielski, matematyka czy geografia. Zgadzamy się, że wiedza magiczna jest niezwykle istotna. Dzieci żyją jednak w realnym świecie, w którym znajomość ww. przedmiotów jest równie kluczowa. Zwłaszcza dla dzieci, które na co dzień funkcjonują w świecie mugoli. Z naszego (niemagicznego) punktu wiedzenia, absolwenci Hogwartu są zwyczajnie niedouczeni.
5. Brak zajęć fizycznych
W planie lekcji uczniów Hogwartu nie znajdziemy zajęć z wychowania fizycznego. Z wyjątkiem zawodników quidditcha, dzieci nie są nauczane żadnych aktywności fizycznych i dyscyplin sportowych. Nieco to dziwne, nie uważacie?
6. Brak środków ostrożności
Zajęcia w Hogwarcie bywają niebezpieczne. Nierzadko nawet zagrażają życiu i zdrowiu uczniów. Jako przykład niech posłuży tu chociażby pierwsza lekcja latania, podczas której Neville złamał rękę. Jeśli to was nie przekonuje, to przypomnijcie sobie zajęcia z zielarstwa, podczas których dzieci wystawione zostały na działanie krzyku mandragor, który potrafi być zabójczy. Owszem, dzieciom podano nauszniki. Nikt jednak nie sprawdził, czy zostały przez nich prawidłowo założone, a mówimy tu o klasie 12-letnich dzieci.
7. Brak zajęć dodatkowych
Dyrektor Hogwartu doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, z jakim wiązał się ewentualny powrót Voldemorta. Co więcej, wielu jego zwolenników wciąż pozostawało na wolności. Dlaczego zatem nikomu nie przyszło do głowy zorganizowanie dodatkowych zajęć, przygotowujących dzieci do ewentualnego starcia? W efekcie te musiały zorganizować to na własną rękę, gdy było już nieco za późno.
8. Atmosfera niezdrowej rywalizacji
Odpowiednia dawka rywalizacji jest jak najbardziej wskazana w kształceniu młodych osób. Dlatego też sama wizja walki o puchar domów nie jest czymś nadzwyczaj złym. Stałe podsycanie przez nauczycieli ciągłej rywalizacji już tak. Od wieków wiadomo, że adepci Gryffindoru i Slytherinu nie pałali do siebie sympatią (delikatnie rzecz ujmując). Dlaczego jednak kadra nauczycielska nie poczyniła najmniejszych starań, by zatarg ten załagodzić i wpoić dzieciom ideę jedności?
9. Nadmiar zaufania do uczniów
Tutaj mamy na myśli konkretny przypadek. Gdy nadzwyczaj ambitna Hermiona podjęła się realizacji zbyt dużej ilości przedmiotów, z pomocą przyszła Minerwa McGonagall, ofiarując jej... zmieniacz czasu. Tak potężny obiekt magiczny, mogący wywołać tak daleko idące skutki, to doskonały prezent dla 13-letniej dziewczynki. Nieprawdaż?
Zgadzacie się z naszym zdaniem? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.