"Harry Potter": 9 aspektów nauki w Hogwarcie, które... nie do końca mają sens

AKTUALIZACJA 16.07.2020 16.07.2020 15:59
AKTUALIZACJA 16.07.2020 16.07.2020 15:59

Hogwart to jedna z najbardziej prestiżowych szkół magii i czarodziejstwa. Jeśli się jednak dłużej nad tym zastanowić... tamtejszy system edukacji pozostawia wiele do życzenia.

Fot. Foto: EAST NEWS/EVERETT COLLECTION HARRY POTTER AND THE GOBLET OF FIRE, Emma Watson, Rupert Grint, Daniel Radcliffe, 2005|undefined

Spośród kilkunastu szkół opisanych przez J.K. Rowling, Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie jawić ma nam się jako jedna z najlepszych i najbardziej prestiżowych placówek edukacyjnych, kształcących młodych czarodziejów. Jeśli jednak przyjrzymy się dokładniej praktykom tam panującym, możemy dojść do wniosku, że ich system nauczania miejscami "kuleje". 

"Harry Potter" - 9 aspektów nauki w Hogwarcie, które nie mają sensu

Hagrid mawiał, że Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce w całym czarodziejskim świecie. Na przestrzeni całej serii (miejscami boleśnie) przekonaliśmy się, że to nie do końca prawda. Poza aspektami bezpieczeństwa, nawet system nauczania w tej szkole pozostawia wiele do życzenia. Przedstawiamy wam 9 aspektów funkcjonowania Hogwartu, które mogą nieco podważyć prestiż tej uwielbianej przez nas szkoły.

1. Absolutny brak współczesnej technologii

Akcja "Harry'ego Pottera" rozgrywa się w latach 90. XX wieku. Tymczasem, śledząc wydarzenia rozgrywające się w Hogwarcie, można odnieść wrażenie, że szkoła funkcjonuje w czasach wręcz średniowiecznych. Uczniowie piszą piórami, pocztę ślą za pomocą sów, nie wspominając już o absolutnym braku elektryczności. Owszem, cały czarodziejski świat zachowany jest w owej "estetyce", jednak władze Hogwartu doskonale zdają sobie sprawę, że lwia część uczniów to dzieci mugolskie, u których takie "zacofanie" może wywołać niemały dysonans poznawczy. 

Przeczytaj także

2. Niewyszkolona kadra nauczycielska

Choć profesor McGonagall, Remus Lupin czy nawet Severus Snape to właściwe osoby na właściwym miejscu, posiadające ogrom wiedzy i umiejętności, zatrudnienie niektórych nauczycieli w Hogwarcie budzi pewne wątpliwości. Niesławny Gilderoy Lockhart, który opanował w życiu wyłącznie jedno zaklęcie, miał nauczać dzieci jednej z absolutnie najważniejszych umiejętności czarodziejskich - obrony przed czarną magią. Sybilla Trelawney, mimo przebłysków daru jasnowidzenia, nie była w stanie nauczyć dzieci w zasadzie niczego konkretnego i przydatnego. Przy prestiżu, jakim cieszy się Hogwart, można przecież oczekiwać bardziej wyselekcjonowanej kadry nauczycielskiej.

Przeczytaj także

3. Przyzwolenie na dyskryminację i zastraszanie

O tej kwestii wspominaliśmy już przy okazji artykułu o najgorszych czynach, jakich dopuścili się nauczyciele Hogwartu. Wspomniany wyżej Severus Snape może i był dobrym nauczycielem, ale jako pedagog sprawdzał się zastraszająco marnie. Jawna dyskryminacja, nadzwyczaj surowe traktowanie uczniów i wreszcie zastraszanie ich, a nawet przemoc psychiczna. Czy ktoś taki rzeczywiście powinien mieć kontakt z uczniami? Albus Dumbledore twierdził, że tak. Nigdy przy tym nie upominając byłego śmierciożercy za jego postępki.

Przeczytaj także

4. Brak niemagicznych przedmiotów

Uczniowie Hogwartu pobierają nauki z zakresu tak istotnych dziedzin jak transmutacja, zaklęcia, obrona przed czarną magią czy historia magii. Na próżno szukać jednak w programie takich przedmiotów jak język angielski, matematyka czy geografia. Zgadzamy się, że wiedza magiczna jest niezwykle istotna. Dzieci żyją jednak w realnym świecie, w którym znajomość ww. przedmiotów jest równie kluczowa. Zwłaszcza dla dzieci, które na co dzień funkcjonują w świecie mugoli. Z naszego (niemagicznego) punktu wiedzenia, absolwenci Hogwartu są zwyczajnie niedouczeni. 

Przeczytaj także

5. Brak zajęć fizycznych

W planie lekcji uczniów Hogwartu nie znajdziemy zajęć z wychowania fizycznego. Z wyjątkiem zawodników quidditcha, dzieci nie są nauczane żadnych aktywności fizycznych i dyscyplin sportowych. Nieco to dziwne, nie uważacie?

Przeczytaj także

6. Brak środków ostrożności

Zajęcia w Hogwarcie bywają niebezpieczne. Nierzadko nawet zagrażają życiu i zdrowiu uczniów. Jako przykład niech posłuży tu chociażby pierwsza lekcja latania, podczas której Neville złamał rękę. Jeśli to was nie przekonuje, to przypomnijcie sobie zajęcia z zielarstwa, podczas których dzieci wystawione zostały na działanie krzyku mandragor, który potrafi być zabójczy. Owszem, dzieciom podano nauszniki. Nikt jednak nie sprawdził, czy zostały przez nich prawidłowo założone, a mówimy tu o klasie 12-letnich dzieci. 

Przeczytaj także

7. Brak zajęć dodatkowych

Dyrektor Hogwartu doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, z jakim wiązał się ewentualny powrót Voldemorta. Co więcej, wielu jego zwolenników wciąż pozostawało na wolności. Dlaczego zatem nikomu nie przyszło do głowy zorganizowanie dodatkowych zajęć, przygotowujących dzieci do ewentualnego starcia? W efekcie te musiały zorganizować to na własną rękę, gdy było już nieco za późno.

Przeczytaj także

8. Atmosfera niezdrowej rywalizacji

Odpowiednia dawka rywalizacji jest jak najbardziej wskazana w kształceniu młodych osób. Dlatego też sama wizja walki o puchar domów nie jest czymś nadzwyczaj złym. Stałe podsycanie przez nauczycieli ciągłej rywalizacji już tak. Od wieków wiadomo, że adepci Gryffindoru i Slytherinu nie pałali do siebie sympatią (delikatnie rzecz ujmując). Dlaczego jednak kadra nauczycielska nie poczyniła najmniejszych starań, by zatarg ten załagodzić i wpoić dzieciom ideę jedności?

Przeczytaj także

9. Nadmiar zaufania do uczniów

Tutaj mamy na myśli konkretny przypadek. Gdy nadzwyczaj ambitna Hermiona podjęła się realizacji zbyt dużej ilości przedmiotów, z pomocą przyszła Minerwa McGonagall, ofiarując jej... zmieniacz czasu. Tak potężny obiekt magiczny, mogący wywołać tak daleko idące skutki, to doskonały prezent dla 13-letniej dziewczynki. Nieprawdaż?

Przeczytaj także

Zgadzacie się z naszym zdaniem? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.