Ten film to koszmar, który chcecie zobaczyć. Recenzja “28 lat później: Świątynia kości”
Jeśli jesteście fanami horrorów i klimatów postapokaliptycznych, to “28 lat później: Świątynia kości” jest waszą lekturą obowiązkową na najbliższy czas. Obejrzałam już ten film i wiem, że ściągnie do kin tłumy żądne mocnych wrażeń. Dlaczego?
Co musisz wiedzieć o serii “28” zanim pójdziesz do kina
“28 lat później: Świątynia Kości” to czwarty film z serii “28 (...) póżniej”. Cała historia zaczęła się w 2002 roku od “28 dni później” w reżyserii Danny’ego Boyle’a z Cillianem Murphym w roli głównej. W 2007 roku doczekaliśmy kolejnej odsłony tej historii - “28 tygodni później”, z której dowiedzieliśmy się, co dalej działo się z zainfekowanym wirusem o nazwie “Furia” światem. Dziś te produkcje cieszą się statusem kultowych w kategorii horrorów w klimatach postapo, więc jeśli jesteście fanami takich wrażeń, to na pewno doskonale je znacie. Jeśli nie znacie, to macie chwilę, by nadrobić zaległości, póki “Świątynia kości” jest jeszcze w kinach.
Do niej dojdziemy jednak za chwilę, bo jeśli mowa o poprzednich częściach należy wspomnieć i o trzeciej, która swoją premierę miała w ubiegłym roku, czyli “28 lat później”. Tak, dobrze widzicie, lat, nie miesięcy, na miesiące już nikt nie chciał się rozdrabniać. Film został świetnie przyjęty przez krytykę i widzów, a co ciekawe został nakręcony w większości iPhone’ami 15 Pro Max. Jak możecie zauważyć “28 lat później: Świątynia kości” to pierwszy film z serii, w którym przyglądamy się temu samemu okresowi od wybuchu epidemii, co w poprzedniej części. Mamy więc kontynuację poprzedniego filmu. I tu możemy przejść do pytania, czy trzeba obejrzeć wszystkie filmy po kolei, czy można obejrzeć jeden z nich (na przykład ten ostatni w kinie)? Dobrze jest obejrzeć chociaż pierwszą część, nie tylko dlatego, żeby wiedzieć, jak rozpoczęła się apokalipsa Wielkiej Brytanii, ale też temu, że to jeden z głośniejszych tytułów wczesnych lat 2000. Mimo wszystko filmy opowiadają o różnych bohaterach, więc można oglądać je nie znając losów poprzednich. “28 lat później: Świątynia kości” stanowi jednak wyjątek, bo opowiada o postaciach, które pojawiły się już w “28 lat później”, ale mocną stroną tej produkcji jest to, że jeśli nie obejrzeliście tego filmu, to “Świątynię kości” możecie potraktować jako dobry, absurdalny horror postapo.
O czym jest film “28 lat później: Świątynia kości”?
Przyglądamy się losom 12-letniego Spika (Alfie Williams), który w poprzedniej części stracił bliskich i pozostał sam w świecie zakażonych “Furią” niebezpiecznych, zmutowanych ludzi, którzy zachowaniem i dietą przypominają po prostu zombie. Jego jedyną opcją na przeżycie jest dołączenie do grupy Jimmy’ego Crystala (Jack O'Connell), satanisty, który jako misję życia przyjął mordowanie ocaleńców w imię szatana. Brutalnych zbrodni dokonuje za pomocą swoich „palców” - przygarniętych po drodze dzieci, które zmanipulowane i osamotnione przyjmują za prawdę to, co mówi Crystal, i realizują jego rozkazy. Spike jest jednak inny. Nie chce mordować, chce się uwolnić, ale nie wie, jak uciec. W tym samym czasie doktor Ian (Ralph Fiennes) ujarzmia Samsona (Chi Lewis-Parry) i chyba zbliża się do wynalezienia lekarstwa na panującą od 28 lat zarazę.
Recenzja filmu “28 lat później: Świątynia kości”
I teraz mogę przejść do konkretów, czyli do tego, czy to w ogóle dobry film. Dla fanów horrorów “Świątynia kości” będzie prawdziwą gratką, bo tu strach odmienia się przez naprawdę wiele przypadków. Momentami jest krwawo, są zaskakujące jumpscare’y, a emocje gęstnieją, jak nóżki w galarecie czekające w lodówce na święta. To jest prawdziwe, przerażające i niebezpieczne postapo, a nie bajka, po której pomyślisz, że w sumie fajnie byłoby znaleźć się w takim świecie. To jest horror z krwi, kości i furii. Tu nikt nie może nikomu ufać, bo tylko ostrożność może wydłużyć okres przetrwania. Chciałoby się powiedzieć, że ostrożność może je zapewnić, ale w tym świecie najmniej pewne jest właśnie życie. “Świątynię kości” oglądałam wbita w fotel, przerażona, zaciekawiona, a momentami też i rozczulona w tym samym momencie. To horror wielowymiarowy i wciągający, który nie ogranicza się do jednego czy dwóch środków wywołujących emocje. Nie ogranicza się też tylko do strachu. To film, który mocno angażuje, zwłaszcza jeśli zna się poprzednie części i czekało się na kontynuację tej opowieści. Za scenariusz jak w poprzednich odsłonach “28” znów odpowiada Alex Garland, ale film wyreżyserowała Nia DaCosta, co jest kolejną nowością, bo za poprzednie odpowiadał Danny Boyle. Boyle jednak stał z tyłu tej produkcji nie tylko jako producent wykonawczy, ale i również jako doradca DaCosty. Prawdopodobnie temu zawdzięczamy spójność produkcji z resztą, mimo zmiany na stanowisku reżyserskim. Technicznie też się wszystko zgadza, a pirotechniczna scena z Iron Maiden w tle - ogień. Jeśli jesteście fanami mocnych wrażeń, postapo i horrorów, to “28 lat później: Świątynia kości” jest filmem, który musicie zobaczyć w kinie. Premiera w piątek 16 stycznia.