Na planie popularnego serialu strasznie śmierdzi. Gwiazda produkcji narzeka na warunki pracy
Gwiazda serialu "EastEnders" otwarcie skrytykowała warunki na planie produkcji. Podczas zdjęć podobno śmierdziało z powodu zepsutego jedzenia, które nie było sprzątane przez ekipę.
Na planie popularnego serialu śmierdziało zepsutym jedzeniem
W rozmowie z Mirror aktorka Natalie Cassidy zdradziła, że na planie serialu "EastEnders" potrafiło śmierdzieć z powodu nieposprzątanego jedzenia służącego jako rekwizyty.
Aktorka wciela się w postać Sonii Fowler od 1993 roku, więc na planie tasiemca widziała praktycznie wszystko. Niedawno zdradziła, że przez wiele czasu na planie serialu zwyczajnie śmierdziało, ponieważ ekipa nie sprzątała jedzenia używanego jako rekwizytów. To było zwłaszcza dokuczliwe, kiedy aktorzy nagrywali sceny w sklepie Minute Mart:
Kilka razy otwieraliśmy wcześniej tę lodówkę w Minute Mart i myślałam: "Cholera jasna! Ktoś tu umarł!". W lodówce było kilka butelek mleka, które były prawdziwe i wydzielały niezbyt przyjemny zapach.
Dodała, że miejsce było od dawna problemem zarówno dla obsady, jak i ekipy stacji BBC One, ze względu na zepsute jedzenie pozostawione w lodówkach, które psuło się i wydzielało nieprzyjemne zapachy.
Ciągły problem doprowadził w końcu ekipę produkcyjną do zrobienia czegoś z tym paskudnym zapachem. Tutaj twórcy postanowili mocno zaoszczędzić na budżecie i zamiast stworzyć "fałszywe" jedzenie (jak np. w reklamach), zastąpili je zdjęciami. Na szczęście, według Cassidy, dział artystyczny BBC wykonał znośną pracę.
Teraz w Minute Mart są lodówki, a w nich kanapki, zupy i takie tam. Ale to wszystko zdjęcia kanapek i zdjęcia sałatek. Wyglądają naprawdę dobrze. Są tam od jakiegoś czasu, nie powiedziałbym, że od lat.
Jak pewnie się domyślacie, "EastEnders" to emitowana od wielu dekad opera mydlana, ukazująca życie i problemy mieszkańców East Endu - jednej z dzielnic Londynu. Pomyślcie więc o serialu trochę jak o "Klanie" albo innej "Plebanii".