Butch Vig: Dave Grohl to 90% brzmienia „Nevermind”
Producent najsłynniejszej płyty Nirvany opowiedział o kulisach jej powstania. Czego jeszcze nie wiedzieliście o słynnym „Nevermind”?
Pisanie o drugim albumie studyjnym Nirvany to ciężka sprawa, bo o nim powiedziano już praktycznie wszystko. Jako jeden z najważniejszych krążków w historii rocka doczekał się rozległych opracowań, interpretacji i wspomnień spisanych przez każdą osobę, która miała choćby najmniejszy udział w jego powstaniu.
Gdyby przeszukać amerykańskie księgarnie internetowe, pewnie dokopalibyśmy się nawet do pamiętnika dozorcy, który pracował w Sound City Studios na przełomie maja i czerwca 1991 roku. Tym razem jednak mamy relację z pierwszej ręki - od producenta Butcha Viga, który później założył zespół Garbage.
Dziś wspomina, że nagrywanie „Nevermind” przebiegało bardzo sprawnie:
Zarejestrowaliśmy cały album w 16 dni. Pracowałem już z Nirvaną w studiu Smart, gdy rok wcześniej przygotowywała demówki. Dave'a Grohla nie było jeszcze wtedy w zespole, a my nie skończyliśmy nagrań, bo Kurt stracił głos. Zmiksowałem te kawałki, które dokończyli i wyprodukowaliśmy 100 kaset, które muzycy rozdali swoim przyjaciołom.
Materiał jednak trafił nie tylko do przyjaciół - choć dema powstawały z myślą o kolejnym albumie dla wytwórni Sub Pop, wkrótce rozpoczęły się telefony od największych wytwórni. Zespół zdecydował się na kontrakt z Geffen, który proponował mu do roli producenta m.in. Scotta Litta, Davida Briggsa i Dona Dixona. Żaden jednak nie przypadł muzykom do gustu - na ostatnią chwilę zdecydowali się więc na Viga.
Taśma, którą dostałem od Kurta, była marnej jakości, ale słyszałem tam już niezłe, chwytliwe utwory. Zaplanowaliśmy więc 3 dni prób w Hollywood. Zespół był bardzo zgrany. Wbrew temu, co się na ogół mówi, Nirvana się nie opie*dalała - ona chciała po prostu zrobić porządny album. Dave Grohl opowiedział mi, że ćwiczyli codziennie przez pół roku, zanim wzięli się za nagrywanie „Nevermind”. Praktycznie wszystko zarejestrowaliśmy za drugim, góra trzecim podejściem.
Butch Vig, który sam jest też perkusistą, od samego początku był pełen podziwu dla umiejętności Grohla. Kurt miał wówczas huśtawki nastrojów i ciężko było przewidzieć, kiedy będzie naprawdę zabawny i sympatyczny, a kiedy zamknie się w kącie przed całym światem. Na szczęście sama muzyka zdołała go ostatecznie przekonać do Nirvany. Nic dziwnego, skoro jako pierwszy utwór usłyszał... „Smells Like Teen Spirit”.
Po prostu chodziłem dookoła po pokoju i powtarzałem: „O mój Boże, to brzmi tak zajebiście!”. Dave to niesamowity muzyk, serio. Ludzie zawsze mnie pytają, jak osiągnąłem to specyficzne brzmienie na „Nevermind” - no więc 90% tego to właśnie Dave Grohl. Ja tylko nagrałem perkusję w ten sam sposób co zwykle, do tego dochodzi fakt, że studio Sound City jest, jakie jest. Ale to przede wszystkim kwestia gry Dave'a. Jest potężna.
Doświadczenia zdobyte przy nagrywaniu drugiego krążka Nirvany producent później wykorzystał m.in. przy produkowaniu The Smashing Pumpkins.