Kiedy Anthony Kiedis myślał, że to już koniec Red Hot Chili Peppers?

Jakub Gańko
AKTUALIZACJA 30.03.2017 30.03.2017 10:43
AKTUALIZACJA 30.03.2017 30.03.2017 10:43

Wokalista grupy szczerze wypowiedział się o najtrudniejszych momentach w historii zespołu.

Patrząc na ponad 30-letnią karierę Red Hot Chili Peppers można dojść do wniosku, że to pasmo nieustających sukcesów. Niezliczone przeboje na listach całego świata, ponad 80 milionów sprzedanych płyt, sześć nagród Grammy i zaszczytne miejsce w Rock and Roll Hall of Fame. Jednak jak za każdą historią tego typu, stoją za nią również dramaty...

Teraz kilka z nich przybliżył sam wokalista formacji, Anthony Kiedis. Znany z imprezowego stylu życia muzyk, który przybliżył jego kulisy w autobiografii „Scar Tissue”, szczerze przyznał, że nie brakowało momentów, kiedy przychodziły mu do głowy najczarniejsze myśli i mogło się wydawać, że to już koniec Red Hot Chili Peppers.

Co ciekawe, obie przytoczone przez niego sytuacje wiązały się z gitarzystami.

Kiedy Hillel Slovak zmarł w 1988 roku z przedawkowania heroiny, to była zdecydowanie jedna z chwil, w których zadawaliśmy sobie pytanie: „Czy możemy to wciąż robić?”. Potem kiedy odszedł od nas John Frusciante, myśleliśmy kilka chwil nad tym, czy to wszystko będzie jeszcze dalej działać.

Szczególnie śmierć oryginalnego gitarzysty Red Hot Chili Peppers wywarła na Kiedisie ogromne wrażenie. To właśnie jego problem z heroiną przyczynił się do tego, że wokalista zdecydował się na odwyk i udało mu się trzymać z dala od używek przez pięć lat. Powrócił do nich dopiero w trakcie pracy nad „One Hot Minute”. Odejście Frusciante też skomplikowało nieco sprawy, choć nie było już tak dramatyczne...

Próbowaliśmy swoich sił wraz z kilkoma różnymi gitarzystami, zanim udało nam się na dobre znaleźć właściwego. To nie taka prosta sprawa. Na szczęście jakimś cudem muzy wszechświata zapragnęły, byśmy kontynuowali karierę, więc jesteśmy nadal tutaj.

Nie pozostaje nam nic innego jak cieszyć się razem z muzykiem, szczególnie że ostatni album jego zespołu wciąż trzyma wysoki poziom. Wydany w czerwcu 2016 roku „The Getaway” zebrał przychylne recenzje i przyniósł takie hity jak utwór tytułowy, „Dark Necessities” oraz „Go Robot”. Możemy spokojnie podzielić optymizm Kiedisa.

Wielokrotnie wydawało nam się już, że toniemy, ale zawsze w takich chwilach miałem w sobie jakąś nierealną wiarę w to, że wszystko się ułoży - nawet jeśli nie miałem żadnych podstaw, by sądzić, że tak się stanie. To jakiś dziwny optymizm przetrwania. Być może to właśnie on dał nam niezbędną energię.