advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:

Korn miał ciężko bez Heada

Urszula Drabińska
AKTUALIZACJA 12.03.2015 30.01.2015 12:12
AKTUALIZACJA 12.03.2015 30.01.2015 12:12

Brian „Head” Welch przez 8 lat nie grał z kolegami. Jak Munky radził sobie wtedy jako jedyny gitarzysta?

Korn bez Briana „Heada” Welcha, w latach 2005-2013, nagrał cztery płyty i sporo koncertował, ale oficjalnie nie przyjął w swoje szeregi żadnego nowego muzyka. James „Munky” Shaffer w ostatniej rozmowie z rocksins.com nie ukrywa, że było trudno.

Musiałem sam wypełnić przestrzeń większą ilością gitar, zwykle to on rzucał pomysłami i szybko kreatywnie odpowiadał. (...) Kiedy odszedł, oczywiście, że było trudno nam się pozbierać. To naprawdę było dla mnie wyzwanie… Ktoś nie może po prostu przyjść i zastąpić twojego najlepszego przyjaciela i kumpla z kapeli, który był z tobą od początku. Mówiłem „Dobra, zrobię to, potrafię to zrobić”. Chciałem udowodnić sobie, że dam radę.

Head zdecydował się odejść na początku 2005 roku. Długo walczył z uzależnieniem od narkotyków, a życie rockmana w tym nie pomagało. Nie dawał rady, póki po latach znów nie trafił do kościoła.

Byłem uzależniony od metamfetaminy i próbowałem wszystkiego… odwyku, rzeczy z Internetu, ale nic nie pomogło mi się tego pozbyć. Próbowałem sam i nie potrafiłem. Chciałem umrzeć. Nikt nie wiedział przez co przechodzę. Kościół był moją ostatnią deską ratunku. Powiedziałem do Boga „Wskaż mi drogę, jak to rzucić”.

Chyba głęboko do serca wziął sobie tytuł ostatniej nagranej płyty z Kornem „Take a Look in the Mirror” (2003) i piosenki „Did My Time”…

Pozostali muzycy musieli pogodzić się z jego wyborem. Munky jednak cały czas wierzył, że kiedyś gitarzysta do nich wróci. W 2013 roku zaproponowano mu, by wsparł ich podczas trasy koncertowej, ostatecznie został na stałe. Wszyscy odetchnęli.

Gdy go nie było, mieliśmy wiele wzlotów i upadków. Na trasę zatrudnialiśmy różnych ludzi, był taki miszmasz osobowości. Załapali coś, nie załapali? Nigdy nie czułem się dobrze. (...) Zdjęto mi duszę z ramienia. Zeszła ze mnie presja i zaczęło być zabawnie.

Nagrywanie albumu „The Paradigm Shift” (2013) było już przyjemnością. Wychodzili razem, bawili się, tworzyli – tak, jak w pierwszych latach.

Kreatywne szaleństwo i zabawa, to nie była praca.

A Wy odczuliście powrót Heada na tym krążku?