„Kung Fury” czyta Tomasz Knapik
Nostalgia za latami 80. legła u podstaw kickstarterowego projektu filmowego Davida Sandberga. To w połączeniu z rodzimą tęsknotą za głosem naszego słynnego lektora przyniosło efekt, który każdy polski widz pamięta z epoki triumfu kaset VHS. Zobaczcie!
„Kung Fury” swoją światową premierę miało na festiwalu w Cannes. Dzieło odwołujące się do B-klasowych filmów sensacyjnych z ubiegłych dekad, a w zasadzie wyobrażenia masowego widza na ich temat, niedługo potem pojawiło się w sieci, gdzie zdobyło błyskawiczną popularność.
Pastiszowy obraz atakuje nas kliszami z niskobudżetowych produkcji, które poznaliśmy doskonale w czasach tuż po transformacji systemowej kupowanych na taśmach od „bazarkowych sprzedawców”. Ożywiony automat, Adolf Hitler, dinozaury i barbarzyńcy, piosenka Davida Hasselhoffa oraz nawiązanie do „Nieustraszonego”. W tym popkulturowym przepychu niczego nie zabrakło, a wręcz może dostaliśmy tego naddatek, jednak polski widz mógłby oczekiwać jeszcze jednego elementu - Tomasza Knapika w roli lektora.
Marzenia internetowej społeczności spełniły się. Oto „Kung Fury” ze słynnym głębokim głosem człowieka, który czytał m.in. „Terminatora”:
Odpowiedzialny za udźwiękowienie i montaż projektu był Miłosz Wołkowicz, zaś za realizację polskiego dubbingu odpowiada studio Mikrofonika. Autor pełnego tłumaczenia Maciej Trembowiecki, dzięki któremu powstała polska wersja filmu Sandberga, tak uzasadnił wybór lektora:
Nikt tak dobrze nie sprawdziłby się w tej stylistyce, jak Tomasz Knapik.
Trudno odmówić Trembowieckiemu racji, ciekawe jednak jak poradziłyby sobie inne polskie głosy. By móc się nad tym zastanowić warto zapoznać się z porównaniem lektorów z filmu „Predator”:
Co sądzicie o „Kung Fury” z głosem Tomasza Knapika?