Slayer lubi koty. Z wzajemnością!

Urszula Drabińska
AKTUALIZACJA 10.12.2014 08.12.2014 15:34
AKTUALIZACJA 10.12.2014 08.12.2014 15:34

Koncert w Indianapolis byłby jednym z wielu, gdyby nie ten kot. Członkowie ekipy Slayera mają dobre serce – uratowali go przed  zamarznięciem. 

Historią podzieliło się na oficjalnym profilu The Old National Centre. Tam w zeszły czwartek, 4 grudnia 2014 roku, odbywał się koncert Slayera. Dziennikarz miejscowej gazety relacjonuje:

Kerry King i kilka innych osób poszło zjeść obiad. Gdy wyszli, asystent menedżera Jess Cortese zobaczył bezdomnego mężczyznę, który oferował kociaka za dolara. Małej kotce zdecydowanie było zimno, więc Jess wziął ją i spał z nią w swojej koi w autobusie. Następnego dnia wyszedł z nią na dwór. Jeden ze spotkanych biegaczy powiedział, że zna kogoś, kto chciał mieć kota i tak oto znalazła ona nowy dom.

A co z bezdomnym? Dzięki temu dolarowi nie zamarzł? No dobra, cieszymy się, że przynajmniej Gypsy (bo tak nowy właściciel nazwał kotkę) jest szczęśliwa. Była już u weterynarza, żeby pozbyć się pcheł i robaków. Mieszkaniec Indianapolis, u którego zamieszkała, nie kryje radości.

Dziękuję Slayerowi za ich akt dobroci.

Zespół zyskał właśnie kolejnego fana? A może nawet dwóch… Czekamy, aż Gypsy dorośnie i też włączy sobie „Seasons in the Abyss”.

A Wasze koty słuchają Slayera?