Zakk Wylde i Johan Hegg o swoich brodach
Dwóch słynnych brodaczy cięższego brzmienia opowiedziało o swoich atrybutach. Co najdziwniejszego zdarzyło im się znaleźć w brodach?
Dawny gitarzysta Ozzy'ego Osbourne'a znany jest nie tylko ze swoich licznych dokonań muzycznych - do których w kwietniu 2016 roku dołączyła druga solowa płyta pt. „Book of Shadows II” - ale i bardzo charakterystycznej, budzącej respekt... brody. Niewielu może mu w tej materii dorównać. Do tych nielicznych należy wokalista Amon Amarth, Johan Hegg. Obaj panowie spotkali się, by wyjawić kilka prawdziwie męskich sekretów.
Często za jeden z tematów tabu związanych z posiadaniem brody jest używanie specjalnych środków do jej pielęgnacji. Nie ma jednak absolutnie nic wstydliwego w korzystaniu z takich specyfików. Jeśli mieliście dotąd jakieś wątpliwości, obaj muzycy powinni je rozwiać. Hegg przyznał się do korzystania z olejku do brody dla wikingów, a Wylde pochwalił się tonikiem, który nazywa się „strzał z waginy” - co może być niemęskiego w takich środkach?
Temat „strzałów z waginy” powrócił przy okazji najdziwniejszych rzeczy, jakie obaj panowie znajdowali w swoich brodach. Oprócz tego jednak ograniczyli swoje historie do kawałków jedzenia, w najgorszym wypadku - robaków. A przechowywanie żywności w brodzie to akurat jej niewątpliwa zaleta - można zatrzymać coś na zagrychę na później.
Żarty żartami, ale brodacze są też narażeni na różnego rodzaju niebezpieczeństwa, na które nie byliby wystawieni, gdyby regularnie się golili. O takich nieprzyjemnych sytuacjach wypowiedział się Johan Hegg.
Pewnego razu przydarzyło mi się coś naprawdę niedobrego na koncercie. Sięgałem na drugą stronę stołu, żeby złapać piwo, ale obok stała świeczka. Wyciągnąłem więc rękę i nagle patrzę, a tu ogień... Momentalnie straciłem połowę brody. Zostałem niepełnosprawnym brodaczem.
Zakk Wylde nie miał aż tak gorącej historii, choć też zdarzyło mu się mieć wyrwany spory warkocz z brody. Na szczęście po incydencie już nie ma śladu i obaj muzycy mogą kontynuować drogę ku swym brodatym idolom. A w tej kwestii padły takie nazwiska jak Billy Gibbons i Dusty Hill, czyli najsłynniejsi brodacze rocka z zespołu ZZ Top. Ciekawe, czy ich owłosienie twarzy ma jakieś imię - Wylde takiego nie posiada.
W sumie wszyscy moi kumple nazywają mnie palantem - chyba mógłbym uznać, że wołają tak za moją brodą, a nie do mnie. Choć pewnie wtedy by zaprzeczyli.
Na ile muzyk ceni swoją brodę? Gitarzysta przyznał, że nie miałby problemu ze ścięciem jej za dobre pieniądze, bo przecież i tak zawsze mu odrośnie. A tak miałby większy budżet na płytowe zakupy i mógłby kupić więcej krążków Black Sabbath i Led Zeppelin.
Brody Zakka Wylde'a i Johana Hegga zobaczycie w pełnej okazałości poniżej.
A jacy są Wasi brodaci bohaterowie?