AntyTeza: Iron Maiden - The X Factor
Dwie płyty z iksami uważa się za zdecydowanie najgorsze w dyskografii Iron Maiden. Zmiana wokalisty okazała się dla fanów zespołu nie do przełknięcia. Czy naprawdę materiał z „The X Factor” nie jest w stanie się obronić?
AntyTeza to cykl, w którym prezentujemy kontrowersyjne płyty znanych i cenionych artystów. Po latach można na nie spojrzeć w nowym świetle, z szerszej perspektywy, bez niesprzyjających okoliczności. Czy to naprawdę nieudane albumy? Postaramy się przyjrzeć problemowi z różnych stron i sprzeciwić utartym tezom.
Przenieśmy się w czasie do 1992 roku. W Żelaznej Dziewicy nie działo się wówczas najlepiej. Zespół był właśnie po dwóch dość przeciętnych płytach. Choć „Fear of the Dark” bywa wymieniany pośród najlepszych dokonań Iron Maiden, jest to przede wszystkim zasługa utworu tytułowego (i charakterystycznej okładki).
Reszta materiału raziła nierównością. Wyraźne inspiracje AC/DC i Judas Priest mogły się podobać, ale skrócenie całego krążka o kilka utworów wyszłoby mu tylko na dobre. Iron Maiden desperacko potrzebował zmian i nowego pomysłu na siebie.
Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Bruce Dickinson, który właśnie brak tych zmian i gotowości Steve'a Harrisa do pójścia w innym kierunku przytaczał jako główny powód swojego odejścia. Tym samym Żelazna Dziewica pozbyła się swojego najważniejszego filaru. Nie zapominajmy jednak, że zespół już wcześniej opuścił Adrian Smith, a po „Fear of the Dark” na emeryturę odszedł wieloletni producent Maidenów, Martin Birch.
Status grupy był więc nie do pozazdroszczenia. W jeszcze gorszej sytuacji był ewentualny zastępca Bruce'a Dickinsona. Rozważano kandydatury Doogiego White'a, Damiana Wilsona i Blaze'a Bayleya. Jak doskonale wiemy, zespół zdecydował się na tego ostatniego, ale nie oszukujmy się: każdy miałby w tej sytuacji przerąbane.
Fani do dziś zastanawiają się, co kierowało Iron Maiden, gdy podejmował tę decyzję. Blaze Bayley nie miał wcześniej dużego doświadczenia jako wokalista (śpiewał w mało znanym Wolfsbane), na dodatek dysponuje o wiele mniejszą skalą głosu niż Dickinson. I zdaje się, że o to chodziło przede wszystkim kapeli Harrisa: aby nowy wokalista był jak najbardziej odmienny od poprzedniego.
Wbrew obiegowej opinii Bayley wcale nie śpiewa źle. Można się o tym przekonać z późniejszych koncertów, na których wykonywał przearanżowane utwory Maidenów, czy nawet z kolejnej płyty Żelaznej Dziewicy, na której nie brakowało już materiału skomponowanego specjalnie pod jego możliwości głosowe. Takie utwory jak „Sign of the Cross” były najwyraźniej tworzone jeszcze z myślą o Dickinsonie - co udowodniło DVD „Rock in Rio”.
Bruce Dickinson pragnął zmian, ale te paradoksalnie nastąpiły dopiero po jego odejściu. Wcale nie jest bowiem tak, że na „The X Factor” zmienił się tylko wokalista. Również sam materiał znacznie różni się od wcześniejszych dokonań Iron Maiden. Steve Harris był wówczas w trakcie rozwodu, co wyraźnie zaważyło na posępnym charakterze muzyki.
Oczywiście większość miłośników jego twórczości oczekiwała kolejnych, galopujących przebojów - stąd też wzięło się powszechne rozczarowanie mrocznymi, nastrojowymi kompozycjami, które wypełniły dziesiąty album Maidenów. Znamienne, że jedyny żywszy utwór - singlowy „Man on the Edge” - to zarazem jedyny, przy którym nie udzielał się Harris.
Muzyk, który wcześniej tworzył utwory inspirowane literaturą czy wydarzeniami historycznymi, postanowił tym razem skupić się na własnych uczuciach i przemyśleniach. Harris miał też decydujące słowo przy produkcji „The X Factor”, co czyni tę płytę prawdopodobnie najbardziej osobistą w jego karierze.
Mimo to nie brakuje tu wcale zapadających w pamięć melodii: wystarczy posłuchać refrenów „Lord of the Flies” czy „Judgement of Heaven”. Janick Gers ma do nich inne podejście niż Adrian Smith, ale w porównaniu do jego powtarzalnych kompozycji z „Fear of the Dark” (wyróżniał się „Wasting Love”), tutaj ewidentnie się rozkręcił. Za swoistą kontynuację balladowego kierunku można uznać „2 A.M.” z pełnym frustracji tekstem:
Here I am again
Look at me again
Here I am again
On my own
Trying hard to see
What there is for me
Here I am again
On my own
Słuchając dziś tego utworu, można tylko przytaknąć Bayleyowi: „Wykrakałeś, stary”. Po wyrzuceniu z Iron Maiden wokalista sam znalazł się na życiowym zakręcie i niejednokrotnie wracał do podobnych klimatów już pod solowym szyldem. Przykładem niech będzie utwór „Regret” z płyty „Blood & Belief” z 2004 roku. Padają tam równie gorzkie słowa:
I still walk, I still breathe
I'm not the man I could be
The hole here, in my chest
Is filled with all of these regrets
Bayley doskonale sprawdził się nie tylko w depresyjnym materiale, lecz ogólnie w bardziej kameralnych momentach. Wyróżnia się przede wszystkim epicka opowieść wojenna „Fortunes of War” czy potężny „Blood on the World's Hands”. Ten ostatni przykuwa uwagę już specyficznym wstępem na basie.
Z kolei flirtujący ze szkockim folkiem „Look for the Truth” dowodzi, że Maidenom wcale nie brakowało na tej płycie pomysłów. Ten problem nawiedził ich dopiero na „Virtual XI”, gdzie w akcie desperacji musieli ratować się powtarzaniem refrenów w nieskończoność.
Na „The X Factor” grupa odważnie pokazała się od dojrzalszej, poważniejszej strony. Część fanów, przyzwyczajona do pogowania przy „Run to the Hills” czy „2 Minutes to Midnight”, nie była w stanie zaakceptować takiego mniej rozrywkowego oblicza. Do tego doszła kwestia nowego frontmana, przez którego na koncertach trzeba było porzucać np. „The Trooper”, co bynajmniej nie przysporzyło mu zwolenników...
Z dzisiejszej perspektywy dziesiąty album Żelaznej Dziewicy to przede wszystkim szalenie ciekawa płyta. Bez niej - a także bez „Virtual XI” - być może nie docenilibyśmy tak złotego powrotu krążkiem „Brave New World”. Kto wie, gdyby nie epizod z Bayleyem, może do nagrania tego materiału wcale by nie doszło...
A jak Wy wspominacie Iron Maiden z czasów Blaze'a Bayleya?