Paul McCartney: To nie szkoły tworzą genialnych muzyków
Dlaczego zatem były Beatles założył szkołę, gdzie wykładana jest m.in. muzyka popularna. Co ma na swoje usprawiedliwienie?
Paul McCartney niedawno na swojej oficjalnej stronie odpowiadał na pytania fanów. Jedno z pytań dotyczyło uczelni, której jest współzałożycielem – Liverpool Institute for Performing Arts oraz studiujących tam przyszłych twórców kultury.
My nigdy niczego się nie uczyliśmy, po prostu kochaliśmy muzykę popularną: Elvisa, Chucka Berry’ego, Little Richarda, Fats Domino itd. Nie uczyliśmy się. W naszym przypadku czuliśmy, że to by wszystko zepsuło. (...) Nie sądzę, aby studiowanie muzyki popularnej sprawiło, że zostaniesz wspaniałym, popularnym muzykiem. (...) Myślisz, że pójdziesz do szkoły wyższej i wyjdziesz z niej jako Bob Dylan? Kogoś takiego jak Bob Dylan nie można tam stworzyć.
Dlaczego w takim razie jego szkoła ma w ofercie kierunek „muzyka popularna”?
To może być przydatne, żeby później nauczyć innych ludzi historii – to jest wartościowe.
Jedną z cennych rzeczy, którą wykładają w liverpoolskiej uczelni jest oczywiście historia The Beatles. Dla tego artysty to nic nowego…
Podczas wywiadu wspomniał chwilę sprzed kilkunastu lat, gdy ujrzał siebie i kolegów z zespołu w podręczniku swojego dziecka.
Mówiłem „Jak to? To niewiarygodne!”. Potraficie sobie wyobrazić siebie w szkole, odnajdującego się w książce do historii?!
Paul McCartney nie pozostawia złudzeń: niestety mało kto ma szansę zostać żywą legendą, tak jak on.