5000 zł za przekroczenie prędkości. Rząd zamierza bezlitośnie podnieść mandaty
5000 zł nową stawką maksymalną mandatu. Premier Mateusz Morawiecki naciska na dziesięciokrotne zwiększenie kar. Oficjalnie chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa, nieoficjalnie rząd szuka sposobów na maksymalne złupienie obywateli bez wprowadzania nowych podatków.
Czy 500 zł to dużo, czy mało? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie wszyscy zgodzą się raczej, że lepiej jest tyle pieniędzy mieć, niż musieć je oddać. Tyle właśnie wynosi od 1997 roku maksymalna kwota mandatu, jakie może nałożyć polska policja.
Z tego powodu rządzący wymyślili, że za łamanie zakazu przemieszczania się nakładane będę kary administracyjne, a nie mandaty. Sanepid może bowiem wlepić grzywnę w wysokości nawet 30 000 zł.
Relatywnie niskie kwoty mandatów nie podobają się premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, który rozesłał do do ministerstw Sprawiedliwości, Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Infrastruktury pismo zlecające wprowadzenie zmian w taryfikatorze, kodeksie wykroczeń oraz kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia. Kwoty trafiające do budżetu państwa ma wzrosnąć dziesięciokrotnie.
Nowe stawki mandatów wzrosną 10-krotnie. Mateusz Morawiecki chce kar w wysokości 5000 zł
W piśmie skierowanym przez premiera do resortów można znaleźć takie uzasadnienie żądania podwyższenia kwoty mandatów:
Prowadzone w ostatnich latach kampanie edukacyjne okazały się niewystarczająco skuteczne, jeśli chodzi o wpływ na zmianę postaw i zachowań kierowców. Jedną z najważniejszych przyczyn nieprzestrzegania przepisów jest złagodzenie dolegliwości sankcji w wyniku zamrożenia kwot mandatów karnych na poziomie z roku 1997 (…). Biorąc pod uwagę, że przestrzeganie ograniczeń prędkości jest kluczowe dla ochrony życia i zdrowia obywateli na drodze, niezbędne jest podniesienie kwot mandatów karnych oraz wprowadzenie zmian w przepisach, których celem jest ograniczenie zachowań szczególnie niebezpiecznych na drogach i eliminacja tzw. piratów drogowych.
Szczególnie surowe kary mają być wymierzane osobom, które drastycznie przekraczają dopuszczalną prędkość maksymalną.
Przy konstruowaniu taryfikatora mandatów należy również uwzględnić przypadki przekroczenia dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h. Właśnie sprawcy takich wykroczeń powinni być szczególnie dotkliwie karani, nie tylko poprzez czasowe zatrzymanie prawa jazdy, ale również sankcje o charakterze finansowym.
Premier chce także wprowadzić mnożnik dla wykroczeń popełnianych w pobliżu przejść dla pieszych, co w zamyśle ma chronić pieszych. Minimalny mandat wystawiony za złamanie przepisów na lub w pobliżu „zebry” ma wynieść według wytycznych premiera 1000-1500 zł.
Morawiecki postuluje także wprowadzenie kumulacji dla osób, które przekroczyły połowę limitu punktów karnych: mandaty dla nich mają być nawet wyższe, niż… pozwalają na to przepisy.
W takim przypadku przepisy ustawowe powinny umożliwiać nałożenie mandatu karnego w wyższej wysokości niż górna granica określona w art. 96 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczeniach.
W zaleceniach przekazanych przez premiera Morawieckiego znalazło się także przedłużenie ważności punktów karnych „przynajmniej o rok”, przy jednoczesnym podniesieniu ich maksymalnego limitu. Rząd chce także zlikwidowania kursów, dzięki którym można zredukować liczbę punktów.
Zmiana przepisów pozwoli znacznie zwiększyć przychody z mandatów – kryzys spowodowany przez walkę z COVID-19 bardzo niekorzystnie odbił się na finansach, a ze względu na kampanię wyborczą rząd musiał zadeklarować, że nie planuje podwyżek żadnych podatków. A mandaty to przecież nie podatki.
Zobacz także: Korzystanie ze smartfona na przejściu dla pieszych ma być wykroczeniem. Posypią się mandaty