Arktyka płonie. Ogromne pożary na kole podbiegunowym widać z kosmosu
Pożary trawiące koło podbiegunowe wyemitowały już do atmosfery tyle dwutlenku węgla, ile produkuje rocznie Szwecja. A to dopiero początek: rekordowo wysokie temperatury przyczyniają się do zwiększania zasięgu pożogi.
Dobrze już było, chciałoby się powiedzieć patrząc na efekty, jakie przynosi na Ziemi katastrofa klimatyczna. Negatywnych konsekwencji nie da się już powstrzymać, gdyż czekaliśmy z reakcją zbyt długo – teraz można już tylko myśleć o tym, żeby przygotować się na nieuchronne.
Chociaż nawet na to może być już za późno. Na Syberii odnotowano właśnie temperaturę wynoszącą 38 stopni Celsjusza – według modeli zmian klimatycznych przygotowanych przez naukowców takiego ocieplenia spodziewaliśmy się dopiero w okolic roku 2100.
Rekordowe wysokie temperatury na kole podbiegunowym mają swoje katastroficzne następstwa: Arktyka płonie, a ogromne pożary zaczynają przypominać te, które trawiły Australię.
Ogromne pożary na kole podbiegunowym. Efekt ocieplenia klimatu
Pożary zostały zarejestrowane przez satelity – widać zarówno dym rozpraszający się w atmosferze, jak i sam ogień.
Naukowcy odpowiedzieli też na pytanie nurtujące internautów: co tak naprawdę pali się na Arktyce?
Z analiz wynika, że pożary trawą wysuszoną tajgę, lasy borealne, tundrę oraz torfowiska. Zjawisko nasila się bardzo szybko; pożary w roku 2019 i z początku roku 2020 wyemitowały do atmosfery więcej dwutlenku węgla, niż w poprzednich 16 latach włącznie.
Część z pożarów nazywana jest przez naukowców „pożarami zombie”, które podczas zimy tliły się pod powierzchnią ziemi, a po wzroście temperatury zyskały dostęp do wysuszonej roślinności na powierzchni. 85-95% z nich wybucha jednak wskutek działalności człowieka.
Zobacz także: Polska Akademia Nauk pokazała, jak zmiana klimatu wpłynie na Polskę. Katastrofalne susze i powodzie