Auta SOP mają wyłączone rejestratory. Politycy nie chcą być kontrolowani
Auta przewożące polityków mają poodpinane rejestratory. Odcięcie części aktywnych systemów ma według SOP chronić przed wykradzeniem informacji o lokalizacji oraz próbami przejęcia kontroli nad samochodem przez hakerów.
Brak rejestratorów jazdy, a nawet działającej nawigacji w samochodach rządowych tłumaczona jest przez SOP obawą o bezpieczeństwo przewożonych osób. Nowoczesne auta – a takie kupowane są dla polityków – to coraz częściej komputery na kołach, które można zdalnie zhakować.
Głośno było między innymi o demonstracji możliwości przejęcia kontroli nad już prowadzonym samochodem i na przykład zdalnym wciśnięciu gazu czy dezaktywowaniu hamulców. Politycy chronieni przez SOP mogliby stanowić cel zamachu, więc na wszelki wypadek aktywne systemy, mogące wymieniać dane przez sieć, są odłączane.
Takie jest przynajmniej oficjalne wytłumaczenie braku rejestratorów parametrów jazdy. Tajemnicą poliszynela jest bowiem to, że politycy po prostu nie życzą sobie, żeby wyborcy wiedzieli co robią, z jaką prędkością jeżdżą oraz o czym rozmawiają podczas wożenia.
Rządowe auta mają poodpinane kamery, rejestratory i nawigację. Oficjalnie to strach przed przejęciem przez hakerów
Niechęć do pozostawiania jakichkolwiek śladów była widoczna po zderzeniu się samochodu z kolumny przewożącej Beatę Szydło z seicento. Teoretycznie wszystkie parametry przejazdu powinny być zapisane przez rejestrator, wystarczyłaby więc chwila, żeby sprawdzić prędkość opancerzonego audi oraz zorientować się, czy sygnały dźwiękowe oraz świetlne były włączone. Okazało się jednak, że są z tym niespodziewane problemy.
Jak dowiedziała się bowiem „Rzeczpospolita”, rejestratory zostały bowiem odłączone. Oficjalne stanowisko przytoczone powyżej mówi o potrzebie zapewnienia chronionym osobom odpowiedniego bezpieczeństwa, informatorzy gazety wskazują jednak, że prawdziwe pobudki są zupełnie inne i znane od lat.
Podniosło się larum wśród polityków, że VIP-y nie życzą sobie montowania GPS. Otarło się nawet o dymisję ówczesnego szefa BOR.
Po wypadku w Oświęcimiu prokuratura złożyła do BOR, który w międzyczasie został przekształcony w SOP, o zamontowanie w rządowych autach kamer rejestrujących sytuację na drogach. To także nie spodobało się politykom, którzy nie chcą żeby prowadzone przez nich rozmowy były w jakikolwiek sposób nagrywane.
Rzecznik SOP nie odpowiedział na pytanie, czy po wypadku zainstalowano w rządowych samochodach urządzenia rejestrujące obraz i dźwięk.
Zobacz także: Nagrał kolumnę BOR. Grozi mu do 1000 zł mandatu