DOOM Eternal na PGA 2019: puściliśmy piekło z dymem [PIERWSZE WRAŻENIA]

Michał Tomaszkiewicz|undefined
AKTUALIZACJA 21.10.2019 21.10.2019 10:50
AKTUALIZACJA 21.10.2019 21.10.2019 10:50

Na PGA 2019 można było zapoznać się z przedsmakiem inwazji na piekło, której dokonywać będziemy w DOOM Eternal. Takiej masakry nie widzieliśmy od dawna.

Fot. DOOM Eternal na PGA 2019|undefined

Po latach ratowania świata przez najazdem sił piekielnych przyszła pora na kontratak. Pierwszą linią frontu został tradycyjnie DOOM Slayer, którego poczynaniami kierować będzie gracz.

Uczestnicy PGA 2019 mogli zagrać w DOOM Eternal jako jedni z pierwszych na całym świecie. Bethesda wraz z Cenegą przygotowali jedno z lepszych stanowisk na targach. Po cierpliwym odczekaniu w kolejce i przejściu krótkiego treningu chętni mogli wyruszyć na brutalne polowanie na demony.

Przeczytaj także

DOOM Eternal wywoływał szeroki uśmiech u wszystkich zwyrodnialców, którzy chcieli odpłacić się piekłu pięknym za nadobne. Największą atrakcją gry jest możliwość osobistego brutalnego i krwawego rozprawiania się z przeciwnikami, wpatrując się im przy tym z najbliższej odległości prosto w oczy.

DOOM Eternal – piekielnie brutalne eksterminowanie sił piekielnych

DOOM Eternal na PGA 2019 umożliwiał przeżycie początku ostatecznej krucjaty do piekielnych czeluści. Rozgrywkę z tego etapu można było obejrzeć w sieci, jednak możliwość zobaczenia na własne oczy reakcji ludzi na DOOM Slayera zmierzającego spokojnym krokiem do akcji dawała znacznie więcej radości, niż obserwowanie akcji na wideo. A dalej było tylko lepiej.

W DOOM Eternal jesteśmy zachęcani do traktowania zadani spalenia piekła bardzo osobiście. Można oczywiście korzystać z broni palnej i siać zniszczenie na odległość, szybko jednak okaże się, że ta opcja wykorzystywana będzie tylko w ostateczności.

O wiele więcej satysfakcji i zabawy daje bowiem własnoręczne rytualne mordowanie demonów. Wystarczy, że uda nam się do nich zbliżyć (część z nich wymaga wcześniejszego napoczęcia), żeby móc zakończyć ich egzystencję, zmieniając ciała w bezkształtne resztki.

DOOM Eternal nagradza za brutalność. W grze zastosowano ciekawy mechanizm dystrybucji znajdzie: można je co prawda znaleźć tradycyjnie porozrzucane po arenie walki, jednak najprostszym sposobem na ich zdobycie jest właśnie rytualne mordowanie przeciwników. W zależności od tego kogo i jak często będziemy zabijać w ten osobisty i satysfakcjonujący sposób, możemy liczyć na uzupełnienie zdrowia lub amunicji.

Mordowanie demonów jest tak fajne, że nie przeszkadza nawet konieczność wielokrotnego rozpoczynania starć w danej lokalizacji. Przeciwnicy nie czekają biernie, aż do nich podejdziemy i rozpłatamy na kawałki (można też korzystać z podręcznej piły łańcuchowej), więc ginie się dosyć łatwo.

Zamiast frustracji odczuwa się wtedy specyficzną radość – dzięki restartowi można raz jeszcze zabić z przytupem wszystkie demony, które zdążyły już zejść z naszej ręki.

DOOM Eternal widowiskowością dorównuje Mortal Kombat 11. Krew leje się strumieniami, a flaki dolatują do ścian. Wygląda na to, że na nowego DOOM-a warto czekać.

Zobacz także: BDSM: Big Drunk Satanic Massacre. Pomóż Szatanowi uczynić Piekło znowu wielkim