Twórcy gier proszą, żeby je piracić zamiast kupować na G2A

Michał Tomaszkiewicz
AKTUALIZACJA 02.07.2019 02.07.2019 11:17
AKTUALIZACJA 02.07.2019 02.07.2019 11:17

Pobranie nielegalnej kopii gry to dla deweloperów utracony potencjalny przychód, kupno jej w sklepie z kluczami to wymierne koszty, które dla mniejszych producentów mogą być zbyt wysokie. Dlatego twórcy apelują do graczy: jeśli myślicie o zakupie gry w G2A, lepiej ją sobie spiraćcie.

Fot. G2A|undefined

G2A to polska platforma oferująca tanie (niekiedy podejrzanie) klucze aktywacyjne do gier. Zakupiony w serwisie kod można zazwyczaj aktywować na Steamie.

Gracze lubią korzystać z G2A, gdyż można na nim sporo oszczędzić. Deweloperzy mają do platformy zdecydowanie inne podejście. Przekonują, że przez kupowanie na niej gier tracą pieniądze.

Problem najboleśniej dotyka małe studia, które wydały niewiele gier i w związku z tym ich przetrwanie zależy od tego, jakie przychody przyniosą ich tytuły. Dla nich realia związane z grami oferowanymi na G2A (i innych platformach z kluczami) są najbardziej bolesne.

Jak bardzo potrafią ucierpieć twórcy, pokazał przykład polskiego Acid Wizard Studio, którzy już w tydzień po premierze udostępnili swój horror Darkwood na Pirate Bay. Powodem był handel kluczami na platformach takich jak G2A, który został określony jako „rak toczący branżę”.

Przeczytaj także

Na czym polega problem? Wśród sprzedawców znajdują się nieuczciwe osoby, wystawiające klucze do gier po zakupieniu ich kradzionymi kartami kredytowymi. Gdy ich właściciele zorientują się, że z ich kont zniknęły pieniądze, składają reklamacje w bankach, a te pobierają pieniądze z kont twórców.

Twórcy gier wolą, żeby je piracić, niż kupować klucze w serwisach takich jak G2A

Problem polega na tym, że producenci gier otrzymują za zakup opłatę pomniejszoną o prowizję pobieraną przez Steam, a zwrócić muszą pełną kwotę.

W rezultacie za grę zakupioną w serwisie z kluczami, którą sprzedawca uzyskał płacąc kradzioną kartą, twórcy muszą zapłacić z własnej kieszeni. Jeśli tytuł jest popularny, straty mogą sięgać dziesiątek tysięcy dolarów. Na takie kwoty małych deweloperów po prostu nie stać.

Dlatego też w sieci pojawiły się następujące apele:

Twórcy wprost proszą w nich, żeby ich gry piracić, zamiast kupować w G2A. W ten sposób nie zobaczą co prawda wynagrodzenia za swoją ciężką pracę, ale nie będą też musieli płacić za to, że użytkownik kupił sobie grę.

Zobacz także: Cyberpunk 2077 na Steamie z przemyconymi współrzędnymi geograficznymi. Czy na tej sztuczce CDPR zarobi miliony?