Według badań osoby używające często emoji są mniej emocjonalne
Wygląda na to, że próby uczłowieczenia rozmów prowadzonych przez internet za pomocą emotek i emoji przyniosły wręcz odwrotny skutek – stłumienie i zaszufladkowanie uczuć i odczuć do kilku predefiniowanych reakcji.
Zwykły uśmieszek nie opowie wszystkiego, co możemy czuć będąc rozbawionymi – może tylko wskazać, w jakim kierunku pogalopowały nasze emocje. Przystosowując się do życia online, nauczyliśmy się sprowadzać niemal wszystko do emotki, emoji lub animowanego GIF-a.
Wszystko to podobno uczyniło nas mniej ludzkimi – zamiast wziąć się do sprawy jak człowiek i po prostu wyartykułować, co nam w duszy siedzi, staramy się wykorzystać do pokazywania skomplikowanych ludzkich reakcji za pomocą prostych, symbolicznych znaków i grafik.
To pułapka
Nie na wszystko jednak da się przygotować. Gdy określamy się za pomocą emotek, pokazujemy tylko część naszych przeżyć. Pozostała jest schowana i skazana na zapomnienie w osamotnieniu.
Wyrażanie emocji za pomocą emotek przynosi już pierwsze żniwa – osoby, które chowają się za symbolami i grafikami, są zdecydowanie mniej przystosowane do życia w społeczności.
Pomimo iluzji okazywanej troski i entuzjazmu, nasza inteligencja emocjonalna pogarsza się zamiast rozwijać. Nastolatkom żyjącym w pełnej technologii świecie brakuje empatii.
Stroniącym od okazywania emocji stoikom taki świat pewnie by się spodobał – emocji nie odczuwamy ciałem, tylko wysyłaniem w sieci obrazków.
Druga strona medalu
Emotki zagnieździły się w naszej kulturze tak mocno, że stały się emocjami standardowymi, uniwersalnie rozpoznawanymi. Ich zawężone znaczenie ma też dobre strony – nie trzeba zastanawiać się, jak je zinterpretować, zagłębiać się w szczegóły – graficzne przedstawienia odczuć mają symbolizować tylko jeden odcień uczucia.
Kiedyś kobiety były z Wenus, a mężczyźni z Marsa – dziś wszyscy ludzie są z internetu.