Zwolennik hipotezy płaskiej Ziemi wystrzelił się w rakiecie parowej
Mike Hughes, amatorski twórca rakiet, dopiął w końcu swego – udało mu się wystrzelić z misją sprawdzenia, czy Ziemia rzeczywiście jest płaska. O rezultatach eksperymentu na razie cicho.
61-letni mężczyzna pomysłem wystrzelenia się w rakiecie o napędzie parowym podzielił się jeszcze w 2017 roku. Start jednak kilkakrotnie przekładano – największym problemem okazał się być zakaz startu nałożony przez urzędników. Wcześniej problemem były pieniądze na zbudowanie rakiety – te znalazły się, gdy konstruktor zadeklarował niewiarę w kulistość Ziemi.
Lot parową rakietą to nie jedyny sposób na udowodnienie, że Ziemia jest płaska – nawet w Polsce została przeprowadzona zbiórka na zakup dronów, które miały się do tego przyczynić.
Lot rakietą parową miał udowodnić, że Ziemia jest płaska
Mike Hughes przez ostatnie miesiące nie poddawał się – udało mu się porozumieć z właścicielem dużego areału i to właśnie z prywatnego terenu wyruszyła rakietowa ekspedycja. Start odbył się bez odliczania, dlatego też niektórzy obserwatorzy obecni na miejscu nie koncentrowali swojej uwagi na rakiecie w chwili jej startu.
Napęd parowy pozwolił wznieść się na wysokość około 570 metrów. Prędkość startowa, według szacowań osób zaangażowanych w wydarzenie, mogła wynieść nawet 560 km/h. Śmiałkowi udało się bezpiecznie wylądować – jeśli nie liczyć kontuzji pleców - dzięki zastosowaniu dwóch spadochronów.
Z wypowiedzi udzielanych po wylądowaniu wynika, że głównym celem misji było udowodnienie, że Mike Hughes nie jest tchórzem i rzeczywiście ma odwagę, żeby wystrzelić się w skonstruowanej przez siebie rakiecie.
Udowodnienie, że Ziemia jest płaska, to zadanie na przyszłość. Konstruktor wspomina o projekcie „Rockoon”, rakiecie podczepianej do stratosferycznego balonu, który pozwoli wznieść się na wysokość 110 km, wystarczającej, żeby niezbicie dowieść płaskości Ziemi. Żadne daty dotyczące takiej misji nie zostały jednak podane.