30.10.2016 00:54

Placebo w Warszawie [RELACJA]

Brytyjczycy wystąpili 29 września 2016 na warszawskim Torwarze. Jak kapela zaprezentowała się przed polską publicznością?

Placebo w Warszawie [RELACJA]
foto: materiały prasowe

Placebo wie jak zorganizować dobrą imprezę urodzinową. W 2016 roku zespół świętuje 20-lecie, które odlicza od wydania pierwszego krążka. Jak przystało na okrągłe urodziny były momenty wzruszenia, głośne „100 lat” jak również huczna impreza, podczas której nogi same chodziły.

Show rozpoczęło się od puszczenia alternatywnego teledysku do „Every You Every Me”, który zespół opublikował dopiero w 2016 z okazji wcześniej wspomnianej rocznicy. Gdy na scenie pojawił się sam zespół publika oszalała. Placebo rozpoczął set od energicznych kawałków, takich jak Pure Morning czy „Loud Like Love”.

Brian Molko przywitał się z widownią i zachęcił nas, żeby zapomnieć o telefonach komórkowych, jak również poprosił dziewczynę stojącą pod sceną, aby zdjęła GoPro. Gołym okiem można było zauważyć, że bardzo go ten fakt poirytował. Możliwe też, że z tego powodu rozkręcił się dopiero po paru kawałkach, ale gdy do tego doszło, pozwolił ponieść się emocjom, które udzieliły się również fanom.

Po mocnym wstępnie przyszedł czas na bardziej melancholijne oblicze zespołu. Podczas Too Many Friendswidownia zaczęła puszczać bańki mydlane, przez co atmosfera zrobiła się dosyć romantyczna. Takie kawałki jak I Know”, Devil in the Details czy „Space Monkey” Molko przeżywał całym sobą i na warszawskim Torwarze można było poczuć jakąś niezwykłą atmosferę wypełnioną po brzegi silnymi emocjami, które ciężko opisać.

Szczególnie wzruszającym momentem był kawałek Without You I'm Nothing, podczas którego na telebimach pokazano jammującego Briana z Davidem Bowiem. To właśnie dzięki niemu Placebo rozkręcił swoją karierę i muzycy postanowili godnie oddać mu hołd podczas tej trasy. Pod koniec utworu Brian miał łzy w oczach i podniósł je do góry jakby chciał podziękować Bowiemu, którego niestety nie ma już wśród nas.

Po mrocznych i melancholijnych kawałkach nadszedł czas na mocniejsze rockowe kawałki. Brian zapomniał wcześniej zaprosić nas na urodzinową imprezę i zrobił to dopiero przed For What It's Worth”. Jego słowa spowodowały, że fani zaczęli głośno śpiewać „100 lat” oraz „Happy Birthday”, co mile zaskoczyło muzyków. Molko przyznał, że w repertuarze formacji jest sporo melancholijnych kawałków, które powstały, gdy artyści byli pogrążeni w mroku. W końcu postanowili przejść na jasną stronę mocy i po prostu cieszyć się życiem. Po tych słowach kapela zaczęła grać numery, które spowodowały, że sporo ludzi na trybunach wstało, zaś pod samą scenę ludzie zaczęli skakać i wymachiwać rękoma w podnieceniu. 

Zespół pod koniec koncertu zagrał For What It's Worth” czy „Slave to the Wage” i pożegnał się utworem „The Bitter End”. Choć przygasły nieco światła i na scenie zaczęła się krzątać ekipa techniczna fani nie chcieli uwierzyć, że to koniec koncertu. Oczywiście bis był przewidziany i muzycy wychodzili jeszcze dwa razy. 

Jakie kawałki usłyszeliśmy tego wieczoru?

Setlista:

  1. Pure Morning
  2. Loud Like Love
  3. Jesus' Son
  4. Soulmates
  5. Special Needs
  6. Lazarus
  7. Too Many Friends
  8. Twenty Years
  9. I Know
  10. Devil in the Details
  11. Space Monkey
  12. Exit Wounds
  13. Protect Me from What I Want
  14. Without You I'm Nothing
  15. 36 Degrees
  16. Lady of the Flowers
  17. For What It's Worth
  18. Slave to the Wage
  19. Special K
  20. Song to Say Goodbye
  21. The Bitter End

    Bis 1:

  22. Teenage Angst
  23. Nancy Boy
  24. Infra-red

    Bis 2:

  25. Running Up That Hill (A Deal with God)

Na telebimach oprócz wizerunków muzyków widzieliśmy również klipy kapeli, dzięki czemu można było cofnąć się do czasów, gdy androgeniczny Brian Molko szokował swoim wizerunkiem w „Teenage Angst” czy dorosły facet w klipie do Song to Say Goodbye był niańczony przez syna. Do tego mocne światła, monitory, które zmieniały swoje pozycje na poszczególnych kawałkach. Brian Molko sterował tłumem jak mu się rzewnie podobało - gdy chciał, żebyśmy zdzierali gardło wystarczyło, że patrzył na widownię z wymowną miną. Na Torwarze zebrał się liczny tłum fanów, który był w stanie zrobić wszystko dla swojego idola - nawet schować telefony, które tak go irytują.

W zamian otrzymaliśmy świetną dawkę muzyki przesiąkniętą emocjami, które targały słuchaczem od początku do końca show. Molko przeklinał opluwając mikrofon, walił pięścią w gitarę, a nawet wywrócił się przed perkusją. To wszystko czuł też słuchacz. Placebo już od 20 lat kusi słuchaczy, by zanurzyli się w mroku i skupili się na swoich emocjach. Molko mówił ze sceny, że to nic złego, że dajemy się im ponieść. W sobotni wieczór chyba większość słuchaczy na Torwarze podzielała jego zdanie.

Byliście na warszawskim koncercie Placebo?

Aleksandra Degórska
Tagi: #Koncerty #Placebo