„Kler”, reż. Wojciech Smarzowski [RECENZJA]

25.09.2018
Aktualizacja: 18.04.2019 11:31
„Kler”, reż. Wojciech Smarzowski [RECENZJA] Fot. Bartosz Mrozowski/KLER

„Kler” Wojciecha Smarzowskiego to jeden z najgłośniejszych polskich filmów ostatnich lat. Na szczęście, poza budzeniem kontrowersji, niesie też bardzo głęboki i istotny przekaz.

Burza wokół „Kleru” rozpętała się na długo przed jego premierą, dając doskonały obraz podziału polskiego społeczeństwa. Antyklerykałowie biją brawo, że oto wreszcie ktoś dokopie gangsterom w sutannach. Przeciwnicy filmu biją na alarm, że Smarzowski bruka świętości i obraża wiernych Kościoła katolickiego. Tymczasem obydwie strony bardzo się mylą. I zrozumie to każdy mądry widz, który pozwoli sobie na chwilę refleksji w trakcie i po seansie najnowszego dzieła Wojciecha Smarzowskiego.

„Kler” - przekrój polskiego duchowieństwa

„Kler” to opowieść o przedstawicielach Kościoła katolickiego - od najwyższych hierarchów, po księży żyjących w małych wiejskich wspólnotach. Najważniejszy rangą jest tutaj wpływowy i cyniczny arcybiskup Mordowicz (Janusz Gajos). Do jego orszaku należy ksiądz Lisowski (Jacek Braciak), człowiek od brudnych interesów, którego marzeniem jest kariera w Rzymie. Przedstawicielami zupełnie innego świata - małych, lokalnych społeczności, w których trudno cokolwiek ukryć - są ksiądz Trybus (Robert Więckiewicz) i ksiądz Kukuła (Arkadiusz Jakubik). Pierwszy z nich ma problemy z alkoholem i słabość do swojej gospodyni, drugi - niepokojąco dużo czasu spędza z małymi chłopcami.

Głównych bohaterów filmu - Lisowskiego, Trybusa i Kukułę - poznajemy w momencie mocno zakrapianej imprezy. Mężczyźni urządzają podobne spotkanie co roku w związku z cudownym (jak twierdzą) ocaleniem z tragedii, które połączyło ich losy. Po wypiciu kilku(dziesięciu) głębszych, wygłupach, żartach i zabawach w zgadywanie biblijnych wersetów, każdy z nich rozjeżdża się w swoją stronę. Od tego momentu będziemy śledzić losy każdego z nich i poznawać ich trudne i nieoczywiste historie.

Przejmująca opowieść o człowieku i jego słabościach

Ten, kto określił film „Kler” jako „Drogówkę 2”, z pewnością przegapił „Drogówkę” albo nie widział jeszcze „Kleru”. Najnowszemu filmowi Smarzowskiego o wiele bliżej jest bowiem do poruszających bardzo istotne tematy dzieł, jak „Wołyń” czy „Róża”. Owszem, nie brakuje też scen rodem z „Domu złego” czy „Wesela”, jednak pojawiają się rzadko i tylko wtedy, kiedy gęsta atmosfera staje się nie do zniesienia i trzeba ją nieco rozluźnić.

„Kler” jest filmem poważnym i nieskończenie smutnym, bo pokazuje ludzi w pułapce własnych grzechów, pychy, chciwości, słabości i ambicji, którzy - nawet jeśli postanawiają wyrwać się z zaklętego kręgu - niewiele mogą zdziałać. Przede wszystkim widać to na przykładzie księdza Kukuły, który kiedy postanawia walczyć o sprawiedliwość, przegrywa z kretesem i sposób na wyzwolenie znajduje tylko w symbolicznym, autodestrukcyjnym geście. W tym filmie przegrywa zresztą każdy, kto ma śmiałość wytknąć potężnej instytucji, jaką jest Kościół katolicki, przymykanie oka na niewybaczalne zbrodnie.

Przyglądając się księdzu Kukule i dwóm pozostałym, głównym bohaterom, dziwi fakt, że ktokolwiek był w stanie nazwać ich jednowymiarowymi. Jest bowiem wręcz przeciwnie. Chyba w żadnym jeszcze filmie Smarzowskiego postaci nie były tak złożone i niepoddające się jednoznacznej ocenie. Najprostszą z nich, a zarazem budzącą największą sympatię, jest ksiądz Trybus. Jego grzeszki najłatwiej usprawiedliwić, jego potrzeby wydają się być zupełnie naturalne, a ostateczne decyzje - godne pochwały. Być może właśnie dlatego postać ta znalazła się w filmie - by pokazać księdza o (bardzo) ludzkiej twarzy. Jego historia nie wiąże się bowiem z losami pozostałych bohaterów.

Jeśli zaś chodzi o Kukułę i Lisowskiego - ich wątki od samego początku są ze sobą ściśle powiązane, jednak dowiadujemy się o tym bardzo późno. Jest to dodatkowy atut filmu - naprawdę udany element zaskoczenia. Podobne historie Kukuły i Lisowskiego to też najtrudniejszy do przełknięcia motyw w „Klerze”. Każdy z nich został okrutnie doświadczony przez los i każdy (nie)poradził sobie z tym na swój sposób.

Omawiając złożoność charateru każdego z bohaterów, nie sposób nie wspomnieć o doskonałym aktorstwie. Nie od dziś wiadomo, że Smarzowski ma wybitny talent do wyboru i prowadzenia swoich aktorów. Dlatego też każdy członek obsady fantastycznie spisuje się w swojej roli. Szczególny podziw należy się jednak Arkadiuszowi Jakubikowi, który za to, jak wcielił się w księdza Kukułę zasługuje na wszystkie nagrody świata - nie tylko statuetkę w Gdyni. To jego bohater przechodzi największą przemianę, z czym Jakubik radzi sobie znakomicie. Bezbłędny jest też oczywiście Janusz Gajos, który reprezentuje najwyższą klasę aktorstwa. 

Pozostałe środki, których reżyser używa, by opowiedzieć tę przejmującą historię, można podsumować jednym zdaniem - wszystko działa bez zarzutu. Scenografia, charateryzacja, zdjęcia, montaż i udźwiękowienie budują spójny, konsekwentny i niewygodnie prawdziwy obraz świata, do jakiego postanowił wprowadzić wdzów Smarzowski. Każdy, kto obejrzy ten film, odczuje, że była to wizyta nieprzyjemna, ale z pewnością potrzebna.

„Kler” początkiem dyskusji o zmianach w Kościele

„Kler” pokazuje, że księża to nie bogowie ani nawet święci za jakich uważa ich część społeczeństwa. Jak w każdej grupie są wśród nich ludzie źli, cyniczni i nadużywający władzy, ale też osoby pragnące bliskości, łaknące zrozumienia i bardzo poranione przez życie. Nowy film Smarzowskiego przypomina też, że Kościół potrzebuje radykalnych zmian, by móc służyć wiernym, a nie zapędzać ich w błędne koło, z którego - póki co - nie da się znaleźć wyjścia. Przede wszystkim zaś ukazuje obraz człowieka i wszystkich niedoskonałości, które składają się na człowieczeństwo.

Ogólnopolska premiera „Kleru” już w najbliższy piątek, 28 września 2018 roku.

OCENA: 8/10

Natalia Hluzov
Natalia Hluzow Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.