Viggo Mortensen o "strefach wolnych od LGBT" i sytuacji w Polsce: "To niebezpieczne i tragiczne"

AKTUALIZACJA 24.02.2021 22.02.2021 13:27
AKTUALIZACJA 24.02.2021 22.02.2021 13:27

Viggo Mortensen w jednym z ostatnich wywiadów dla polskich mediów opowiadał o swoim nowym filmie "Jeszcze jest czas", w którym gra homoseksualnego mężczyznę. Podzielił się także swoimi obawami dotyczącymi sytuacji w Polsce i ostro skrytykował istnienie "stref wolnych od LGBT".

Viggo Mortensen
Fot. ANDER GILLENEA/AFP/East News

Viggo Mortensen, gwiazdor filmów Davida Cronenberga, Briana De Palmy, Ridleya Scotta i oczywiście trylogii Petera Jacksona, postanowił spróbować swoich sił jako reżyser. Z okazji nadchodzącej premiery jego filmu "Jeszcze jest czas", w którym gra też główną rolę skłóconego z ojcem homoseksualisty, aktor odwiedził Polskę i udzielił tu kilku wywiadów. Mortensen rozmawiał m.in. z dziennikarką Wirtualnej Polski, z którą podzielił się swoją bardzo ostrą opinią na temat rozprzestrzeniającej się w Polsce homofobii.

Polecamy

Viggo Mortensen o "strefach wolnych od LGBT"

Okazuje się, że wieści o polskich "strefach wolnych od LGBT" są dobrze znane również za oceanem. Viggo Mortensen w rozmowie z dziennikarką Wirtualnej Polski dowiódł, że bardzo dobrze orientuje się w temacie i sporo wie o homofobicznych uchwałach przyjmowanych przez niektóre gminy w Polsce. Jak powiedział:

W niektórych częściach Waszego kraju wprowadza się strefy wolne od homoseksualizmu. To absurdalne, niebezpieczne i tragiczne. I to nie tylko dla osób, które są homoseksualne. Zaprzeczenie, że homoseksualiści istnieją w każdym z krajów, podobnie jak ludzie o różnych innych orientacjach seksualnych, jest absurdem. To jak powiedzenie, że mamy tu tylko ludzi o blond włosach. To niedorzeczne!
Zobacz także

Słowa Mortensena o narodzie składającym się tylko z "ludzi o blond włosach" można łatwo skojarzyć z "rasą aryjską" i władzą, która uznawała wszystkich niewpisujących się w ów schemat za podludzi. Trudno stwierdzić, czy właśnie o to skojarzenie chodziło aktorowi, jednak nie ma wątpliwości, że jego ocena polskich władz jest bardzo krytyczna. Gwiazdor "Władcy Pierścieni" przedstawił swoje oburzenie postawami, jakie dostrzega wśród Polaków, w następujący sposób:

To, co robicie [w Polsce przyp.red.], to pozwalanie, by ignorancja i nietolerancja rosły w siłę. A to nigdy nie jest dobre dla żadnego społeczeństwa czy rodziny. To po prostu głupie. Mam nadzieję, że któregoś dnia znów będziecie mieli w Polsce rząd, który nie tylko to wyeliminuje, ale też nie pozwoli, by takie rzeczy mogły kiedykolwiek powrócić. Bo to naprawdę bardzo niebezpieczne i bardzo destrukcyjne. I nie pomaga nikomu.

Aktor zaznaczył też, że nie chce brzmieć jak Amerykanin, który mówi Polakom, co mają robić. Dodał, że nie zamierza nikogo uczyć demokracji i tolerancji. Mortensen uważa, że każdy ma prawo do swojej opinii, dopóki nie narzuca jej innym ludziom, a sam nacjonalizm uznaje za głupi i szkodliwy.

Polecamy

Viggo Mortensen o aktorach grających postaci o odmiennej orientacji seksualnej

Początkujący reżyser odniósł się także do krytycznych głosów, które zaczęły pojawiać się, gdy ogłoszono, że obsadził sam siebie w roli homoseksualisty. Gwiazdor nie widzi w tym niczego dziwnego, twierdząc, że orientacja seksualna nie powinna w żaden sposób wpływać na to, jakie role otrzymuje aktor.

Nie zakładam, że homoseksualni aktorzy chcą grać tylko homoseksualne role.

W rozmowie z Wirtualną Polską zaznaczył, że choć nie dostrzegł, by jego rola wzbudzała wielkie kontrowersje, nie boi się rozmawiać na ten temat i zawsze chętnie odpowiada na pytania z nim związane. Jak powiedział:

Gdybym nie uważał, że jestem odpowiednią osobą do tej roli, nie zagrałbym jej. Gdybym nie uznał, że Terry Chen jest dobry do roli Erica, nie obsadziłbym go. Nie pytałem go o to, jakiej jest orientacji seksualnej. Nie wiem tego i mnie to nie obchodzi. Nigdy bym o to nie zapytał. Nie zakładam też, że homoseksualni aktorzy chcą grać tylko homoseksualne role. To byłoby aroganckie.

Mortensen twierdzi, że ludzie, którzy chcieli zrobić z tego aferę, oceniali go przez pryzmat jego seksualności, a przecież nie mogą do końca wiedzieć, czy jest heteroseksualny czy homoseksualny. Bo to jest tylko jego sprawa. 

Polecamy
Pytałem ich, czy wiesz to na pewno? Gdyby mnie zapytali, odpowiedziałbym, że to nie ich sprawa. Są pewne role, których bym nie zagrał. Na przykład Amerykanina azjatyckiego pochodzenia, czyli mojego męża. Nie udawałbym tego. Nie zagrałbym też swojej matki w tym filmie. Może mógłbym, ale nie wiem, po co miałbym to robić.
Zobacz także

Temat tego, czy heteroseksualni aktorzy powinni grać role homoseksualistów, pojawia się raz na jakiś czas przy okazji premier z głośnymi nazwiskami w obsadzie. Dotychczas jednak nie wydaje się mieć to znaczącego wpływu na Hollywood. Wielu heteroseksualnych aktorów stworzyło piękne i przejmujące role homoseksualistów (m.in. Heath Ledger i Jake Gylenhaal w "Brokeback Mountain" czy Timothee Chalamet i Armie Hammer w filmie "Tamte dni, tamte noce"), podobnie jak wielu homoseksualnych aktorów z powodzeniem wcieliło się w role heteroseksualistów (Ian McKellen w serii "X-Men", Jodie Foster w filmie "Anna i król", Jim Parsons w "Teorii wielkiego podrywu"), a nawet klasycznych hetero-podrywaczy (m.in. Neil Patrick Harris w "Jak poznałem waszą matkę" czy Matt Bomer w "Białych kołnierzykach").

Premiera filmu "Jeszcze jest czas" z Viggo Mortensenem za i przed kamerą już 19 marca 2021.