"Joker: Folie à deux". Sequel nikomu niepotrzebny? [RECENZJA]
Czy film "Joker: Folie à deux" to sequel, który naprawdę powinien powstać? Jak Lady Gaga wypadła w roli Harley Quinn? Czy Todd Phillips postanowił odciąć kupony od sukcesu swojej oscarowej produkcji z Joaquinem Phoenixem? Te pytania mogą zadawać osoby, które chcą wybrać się na 2. część "Jokera". Warto?
Nastroje towarzyszące mi przed premierą filmu "Joker: Folie à deux" przypominały te z roku 2019, kiedy do kin wchodził oryginalny film skupiony na jednym z najsłynniejszych przeciwników Batmana. Wtedy również pojawiło się wiele wątpliwości dotyczących zasadności powstawania tego typu produkcji. Wynikały z wielu różnych powodów. Finalnie okazało się, że "Joker" był tytułem, który nie tylko rozwiał wszelki sceptycyzm, ale udowodnił, że kino na podstawie mainstreamowych komiksów może być czymś więcej niż zwykłą rozrywką.
"Joker: Folie à deux". Czy film spełnia oczekiwania?
W przypadku "Joker: Folie à deux" wątpliwości miały trochę inną naturę. Po pierwsze sam fakt powstania sequela sprawiał, że w umysłach wielu fanów oscarowej produkcji z 2019 roku pojawiło się pytanie: "po co ciągnąć coś, co jest kompletne i doskonałe?", a czasem może i obrzydzenie do przemysłu filmowego, który jak każdy kapitalistyczny wytwór będzie eksploatował to, co się sprzedaje, aż w końcu produkt stanie się parodią samego siebie i zdechnie w zapomnieniu.
Potem spadła informacja o tym, że 2. część "Jokera" ma być musicalem. Przyznam się szczerze, że nie przepadam za tym gatunkiem, więc wzbudziła kolejną obawę. Z tyłu głowy miałem jednak przeświadczenie, że biorąc pod uwagę charakter tytułowej postaci, Todd Phillips może ograć pewne cechy gatunkowe musicalu na korzyść filmu. Obsadzenie Lady Gagi jako Harley Quinn natomiast mnie ucieszyło, bo ta gwiazda muzyki w ciągu minionych lat wielokrotnie udowodniła, że jest równie uzdolnioną aktorką, co wokalistką.
Największa i najbardziej uniwersalna obawa, towarzysząca pewnie większości miłośników "Jokera" była bardzo prozaiczna. Czy Phillips nie zawiesił sobie za wysoko poprzeczki? Czy będzie stanie dorównać poziomowi 1. części? Czy ewentualna porażka kontynuacji "Jokera" nie umniejszy oryginalnemu filmowi?
No i co się okazało? Na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony "Joker: Folie à deux" ma w sobie wiele interesujących elementów, w bardzo umiejętny sposób rozwija historię ukazaną w 1. części, zagłębia się w pewne zagadnienia, które pojawiły się w oryginale. Z drugiej, czasami historia wydaje się stworzona na siłę na fali popularności jedynki, bardzo powierzchownie podchodzi do podejmowanych przez siebie zagadnień, a wydźwięk historii nie jest tak dosadny jak w przypadku "Jokera".
"Joker: Folie à deux". O czym w zasadzie jest ten film?
Wychodząc z kina, zadałem sobie proste pytanie: "o czym tak naprawdę jest ten film?". I zanim doszedłem do najmniejszego wspólnego mianownika tematów podejmowanych w "Joker: Folie à deux" trochę czasu minęło. Bo mamy tu ponownie krytykę bezdusznego systemu, w którym nadwrażliwa jednostka ma nikłe szanse na przeżycie. Pojawia się wątek miłosny, a także metatekstualny dialog z widzem. Bardzo głośno wybrzmiewającym motywem jest koncepcja świata jako teatru, ale w tym wydaniu sprowadzona do pytania o granicę, w której kończy się rozrywka, co zresztą podkreśla pojawiająca się jak refren piosenka "That’s Entertainment" z klasycznego musicalu "Wszyscy na scenę". Ale w rzeczywistości "Joker: Folie à deux" podobnie jak część 1. mówi najwięcej o samotności.
Jest to samotność ukazana na różnym poziomie, ale generalnie skupiająca się wokół odrzuconej jednostki. Przejawia się to w wąbardzo wielu aspektach filmu. Warto zwrócić uwagę, że Arthur Fleck jest umieszczony w świecie, który jest wobec niego bardzo wrogi. W zasadzie wszyscy, nawet osoby, które wydają się mu sprzyjać, w rzeczywistości nie są z nim. Stoją obok, kierując się własnym wyobrażeniem na temat jego osoby. Z tego powodu główny bohater jest postacią niezwykle wyobcowaną, niezrozumianą i samotną w swoim jestestwie, bo nawet kiedy okazuje się, że znalazł kogoś podobnego do siebie, w rzeczywistości ma do czynienia z iluzją, do czego odnosi się podtytuł.
Nie oznacza to jednak, że Flecka należy romantyzować, czy stawiać na piedestał, co stało się po premierze "Jokera", z czego zresztą wywiązała się burzliwa dyskusja. Pojawiły się osoby, które uważały postać graną przez Phoenixa za prawdziwego bohatera. Z drugiej strony było słychać głosy, że "Joker" to pochwała przemocy. Obie strony błędnie zinterpretowały zamysł twórców i "Joker: Folie à deux" stanowi swego rodzaju odautorskie wyjaśnienie przesłania obu filmów.
W 2. części pojawia się widoczna próba odczarowania Flecka jako męczennika pokrzywdzonych. Twórcy ustami samego protagonisty starają się powiedzieć widzom powoli i wyraźnie, że ich zamysłem nie było chwalenie brania sprawiedliwości w swoje ręce, a osoby takie jak Fleck nie powinny być czczone przez tłumy ludzi. Ten aspekt filmu z jednej strony ma swoje uzasadnienie, ale z drugiej powoduje, że bardziej wymagający i myślący widz, może poczuć się urażony zdaniem reżysera na jego temat. jednej strony te tematy są tylko muśnięte przez twórców. Z drugiej czasami bije od nich zbytnia dosłowność. Warto jednak podkreślic, że to błędne zrozumienie Arthura Flecka zostaje w sprytny sposób wykorzystane w finałowym twiście filmu, który jest w pewnym sensie ironią losu.
Wątek kultu osoby, która łamie prawo ku uciesze ludzi mogących się w niej przejrzeć, to kolejna ważna kwestia poruszana w 2. części "Jokera" i bezpośrednio powiązana z próbą rozprawienia się z błędną interpretacją filmu, ale też skomentowania rzeczywistych wydarzeń. Fakt, że seryjni mordercy są dla wielu osób bohaterami i bożyszczami kobiet, jest niezwykle niepokojący. Popularność przestępców-celebrytów poraża i jest zjawiskiem niezwykle częstym, wychodzącym poza terytorium USA. Z drugiej strony pojawia się też krytyka mediów, które historiami morderców wywołują tanią sensację, sprowadzając poważne zagadnienia do czczej rozrywki.
I to jest kolejny, wspomniany już wcześniej motyw filmu "Joker: Folie à deux". Konwencja musicalu ma uzasadnienie, biorąc pod uwagę medialny cyrk, towarzyszący skazańcom pokroju Flecka w realnym życiu. Procesy sądowe z publicznością, transmitowanie ich w telewizji, śledzenie kolejnych etapów rozprawy z wypiekami na twarzy - w tych zachowaniach widać echa czasów, gdy gawiedź zbierała się, by oglądać publiczne egzekucje, będące formą rozrywki. "Joker 2" wykorzystuje więc musical, który jest niezwykle rozrywkową i przerysowaną formą teatralno-filmową, by podkreślić, jaki charakter nadano sytuacjom, które przecież z zabawą nie powinny mieć nic wspólnego. Warto też odpowiedzieć na pytanie, czy "Joker: Folie à deux" to w rzeczywistości musical. Nie, chociaż posiada cechy tego gatunku, które zostały w miarę umiejętnie ograne, przynajmniej jeśli chodzi o koncepcję filmu.
"Joker: Folie à deux". Musical, czy może jednak nie do końca?
Chociaż wstawki musicalowe pełnią rolę komentarza społecznego oraz nadają filmowi nieco onirycznego, a może raczej szaleńczego charakteru, związanego bezpośrednio z samym Arthurem i jego nową miłością, niestety nie zawsze współgrają z bardziej przyziemną częścią filmu. Ten dysonans raczej nie został uzyskany w sposób zamierzony przez reżysera. I tu pojawia się kolejny problem filmu "Joker: Folie à deux". Pierwsza część była kompletnym studium przypadku i ukazaniem, do czego może doprowadzić odwracanie się od osób, które są w potrzebie. W drugiej tego brakuje, ponieważ jest niezwykle rozstrzelona. "Joker" był wypełniony konkretnym przekazem, który chcieli zaprezentować twórcy. W 2. części tego farszu brakuje.
Da się to zauważyć od samego początku filmu. Dla mnie sygnałem ostrzegawczym były wszelkie "ładne obrazki", które wykorzystano również w zwiastunach "Joker: Folie à deux". Od razu pojawiła się obawa, że twórcy chcą nimi zamydlić oczy widzowi i zakryć braki treściowe. Na szczęście tak do końca nie jest.
Podobne myśli mogą pojawić się w momentach autocytatów z "Jokera". Po seansie długo zastanawiałem się, w jakim stopniu pewne sytuacje przywodzące na myśl 1. część wynikały z zachowań charakterystycznych dla głównego bohatera, a na ile stanowiły rodzaj odgrzewanego kotleta, dobitnego sygnału kierowanego do widza: "Pamiętasz ten fajny moment z poprzedniego filmu? No to masz go jeszcze raz, żebyś nie zapomniał, co oglądasz".
"Joker: Folie à deux". Joaquin Phoenix i Lady Gaga z kolejnymi Oscarami?
Joaquin Phoenix ponownie zaprezentował swój niesamowity warsztat aktorski, tylko niestety tym razem historia nie współgrała z tym, co z siebie wykrzesał. Film to zespołowa dziedzina sztuki i podobnie jak w muzyce nawet najwybitniejszy solista nie jet w stanie uciągnąć występu, kiedy muzycy nie grają najlepiej. Nie pomogła też Lady Gaga, która również wypadła bardzo dobrze. Nie rozumiem też głosów niektórych krytyków, którzy twierdzili, że odtwórczyni Harley Quinn miała za mało czasu na ekranie i postać to niewykorzystany potencjał. Moim zdaniem było jej wystarczająco. Spełniła swoją rolę nomen omen śpiewająco, a nie możemy zapominać, że to Arthur jest głównym bohaterem filmu. Na Oscary Phoenix i Gaga nie mogą chyba jednak liczyć.
"Joker" w dużej mierze bazował na dwóch wybitnych filmach Martina Scorsese, który był zresztą producentem tego filmu. Mowa o "Taksówkarzu" i "Królu komedii". W przypadku 2. części można szukać inspiracji w innej produkcji tego reżysera - musicalu "New York, New York", ale pojawiają się też nawiązania do bardziej klasycznych filmów muzycznych, z których zresztą pochodzą piosenki zmyślnie wykorzystane w "Folie à deux". Tym razem powiązania z twórczością Scorsese nie są tak wyraźne, jak w przypadku 1. części, co z jednej strony działa na korzyść filmu, który pozbył się piętna kopii kultowego tytułu sprzed lat, ale z drugiej pozostawiony bez wytyczonego wcześniej wzoru do naśladowania reżyser, trochę gubi się w swoich działaniach.
Podsumowując, "Joker: Folie à deux" nie jest filmem złym, albo niegodnym polecenia. Nie jest to produkcja, która niszczy wydźwięk genialnej części 1., ale ją domyka. Inna sprawa, że jest to domknięcie o wiele mniej spektakularne, poruszające i umiejętnie zrealizowane. Mimo że film warto obejrzeć, ponieważ porusza wiele bardzo istotnych tematów, to jednak smutna prawda jest taka, że gdyby nigdy nie powstał, nic strasznego by się nie stało.
Ocena: 7,5/10
Źródło: Antyradio
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Po więcej informacji zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera, TikToka i Instagrama. Żeby posłuchać, co teraz gramy, przejdź do playera!