Były wokalista Stone Temple Pilots już nie lubi hard rocka

Urszula Drabińska
AKTUALIZACJA 07.01.2015 14.10.2014 12:20
AKTUALIZACJA 07.01.2015 14.10.2014 12:20

Scott Weiland wraca do solowych dokonań. Podobno ciągnie go w inne muzyczne strony niż do tej pory.

Temperament Scotta Weilanda był przyczyną rozpadu niejednej grupy. W 2002 roku pokłócił się z gitarzystą Deanem DeLeo i zespół Stone Temple Pilots zamilkł na 6 lat. Muzycy drugi raz z wokalistą wytrzymali już tylko 5 lat (2008-2013). W międzyczasie jeszcze błyskotliwa kariera i równie szybki rozpad Velvet Revolver…

W końcu Weiland uznał, że kapele nie są dla niego i zaczął tworzyć sam.

Kiedy byłem w Stone Temple Pilots i w Velvet Revolver, jeden facet miał pomysł na piosenkę i rozgryzaliśmy to z zespołem. Potem pisałem swoje melodie, a na końcu słowa do tych melodii.

Solowe prace muszą być już dość zaawansowane – Scott w wywiadach wspomina o płycie. Zapewnia, że nadchodzący album będzie inny. Okazuje się, że dotychczas czuł się odrobinę skrępowany rockową stylistyką:

Jako artysta solowy jestem wolny, mogę eksplorować różne style muzyczne i mogę mieć taki kosmiczny tygiel. To jest fajne.

Ukojenie Scotta Weilanda

Dla wielu zaskakujące może być, jak daleko były wokalista Stone Temple Pilot i Velvet Revolver odleciał w kosmos. Co mówi o swoich nowych solowych nagraniach?

To nagranie brzmi indie, ale wciąż jest bardzo rockandrollowe – jest dużo solidnych riffów. To dla mnie całkowicie nowe doświadczenie.

Czegoś w pokroju „Slithera” raczej już nie usłyszymy:

Nie pozostaje nam już nic, jak tylko czekać na melodie, które teraz siedzą w głowie Weilandowi. Może muzycznemu stonowaniu towarzyszyć będzie też utemperowanie charakteru Scotta?