Harry Styles z One Direction wcielił się w Micka Jaggera
... i zrobił to naprawdę piorunująco dobrze! Czyżby młody wokalista miał ukryty aktorski talent?
Kojarzycie taki boysband One Direction? Chłopcy z ładnymi buziami z talent show X Factor zdobyli serca wielu nastolatek i pokazali, że boysbandy jeszcze mogą naprawdę narobić hałasu. Wokaliści jednak trochę wydorośleli i zdecydowali się na solowe kariery.
Długowłosy Harry Styles wyda 12 maja 2017 swój debiutancki album i w związku z tym udziela wielu wywiadów i zapraszany jest do przeróżnych programów - m.in. Saturday Night Live. W show pokazano skecz Celebrity Family Feud: Time Travel Edition, gdzie w teleturnieju zmierzyły się gwiazdy z 1977 roku z 2017. Oczywiście w znane osobistości wcieliły się również znane osoby - Lizę Minnelli zagrała Cecily Strong, w Johna Travoltę z przeszłości i przyszłości wcielił się Jimmy Fallon, zaś Micka Jaggera zagrał właśnie Harry Styles, który skradł wszystkim show!
Prowadzący programu w sumie nie wie jak to się stało, że gwiazdy z 1977 i 2017 pojawiły się w jednym studiu. Harry Styles idealnie wcielił się w rolę wokalisty Rolling Stones podrygując energetycznie i naśladując sposób mówienia Jaggera. Prowadzący wyznał, że lubi Rolling Stones jak również jego solowy album. Styles odpowiedział na to, że to przecież głupie nagrywać solówkę, gdy jest się w zespole, który odnosi spory sukces... wiadomo do czego nawiązywał.
Harry wygląda jak naprawdę młoda wersja Jaggera i widać, że ma niezłą zabawę udając wokalistę brytyjskiej kapeli:
Podczas tego programu Styles wykonał swój pierwszy singiel z nadchodzącej płyty. Wielu krytyków po usłyszeniu utworu „Sign of the Times” ogłosiło, że wokalista jest kolejnym Davidem Bowiem. Sprawdźcie, czy rzeczywiście mają rację:
Balladę wyprodukował laureat Grammy Jeff Bhasker. Do kompozycji pojawi się klip, który kręcono w Szkocji i na wyspie Sky, a za reżyserię odpowiada francuski muzyk i reżyser - Yoann Lemoine.