` Rafał Księżyk - Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993 - Antyradio

Której polskiej kapeli muzycy z Motley Crue ukradli riffy? Rafał Księżyk opowiada [RECENZJA]

AKTUALIZACJA 03.03.2021 03.03.2021 21:39
AKTUALIZACJA 03.03.2021 03.03.2021 21:39

"Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993" to nie tylko książka dla tych, którzy chcą powspominać i wyruszyć w sentymentalną podróż do czasów, które doskonale pamiętają. To też, a może przede wszystkim, wolny, uważny spacer przez klimat, emocje i zdarzenia, których wielu nie miało szansy być świadkami.

Dzika Rzecz

Literatura poświęcona polskiej muzyce alternatywnej skupia się zwykle na rozwoju sceny punkowej, rockowej i wczesnym metalu. Dużo miejsca w publikacjach poświęca się festiwalowi w Jarocinie i mówi o wpływie muzyki na zmiany zachodzące w kraju. "Dzika rzecz" bierze pod lupę nieco późniejsze lata, a i na transformację patrzy z innej strony. Bardziej niż na wpływie muzyki na zmiany, skupia się na zmianach, które wpłynęły na muzykę, na ludzi, na sposób ich spędzania czasu, szukania niszy, interpretowania sztuki.

Właśnie, sztuki. Autor nie zapomina w publikacji, że muzyka często nie występuje jako samodzielny twór i nie występowała także (a może tym bardziej) przed upadkiem komuny. Towarzyszy jej performance, manifest, spektakl, ruch. Towarzyszą jej także relacje międzyludzkie, przyjaźnie, napięcia i konflikty. Poza oczywistym nakreśleniem początkowych etapów kariery muzyków takich jak Kazik Staszewski, Kasia Nosowska czy Muniek, znajdziemy tu też sporą dawkę wiedzy na temat muzyki techno i rodzącej się w podziemiach (często dosłownie) tradycji rave'owych, które zainteresowały mnie szczególnie. 

Rafał Księżyk - Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993 [RECENZJA]

Księżykowi można zarzucić brak obiektywizmu przy doborze opisanych zjawisk czy artystów. Jednak jestem z tych osób, które bardziej niż obiektywizm (który nie istnieje) cenię sobie umiejętność osadzenia czytelnika w klimacie, zachęcenia go do poznania nowego świata, przelania na niego emocji, których nie może znać lub pamiętać, bo urodził się w 1992 roku (w tej roli ja). W moim przypadku te wszystkie zabiegi się udały i przepadłam w lekturze.

Polecamy

Autor snuje swoją opowieść, nie pomijając dat czy faktów, jednak pozwala sobie na pewną swobodę i chaos. Nie serwuje nam bełkotu ubranego w kwieciste metafory. Nie trzyma też z nikim sztamy. Ani z artystami, ani wytwórniami czy politykami. Wytyka błędy wszystkim bohaterom opowieści, jednocześnie budując w nas świadomość, że bez tych potknięć historia polskiej muzyki nie byłaby tak barwna i wartościowa. Że wiele zjawisk i zmian by nie wykiełkowało. Że chaos się nadyma, by wypluć sens.

Chaos nadyma się, by wypluć sens Klaus Mitffoch - Ewolucja rewolucja i ja

Jako fanka Filipa Springera nie mogę nie docenić autora "Dzikiej rzeczy" za dbałość o umieszczenie historii w konkretnych lokalizacjach. Księżyk nie tylko podzielił niektóre rozdziały i historie na miasta, ale pokazał też, że budynki potrafią "opowiadać" równie ciekawe i poruszające historie co ludzie. Oddał im głos i nie spłycił wyłącznie do pomieszczeń, w których rodziły się zmiany. Niemniej autor skupia się w książce wyłącznie na większych miejscowościach, brakuje mi w publikacji spojrzenia na temat od małomiasteczkowej strony. Trudno mi uwierzyć, że poza granicami Łodzi, Warszawy czy Trójmiasta młodych ciągnęło wyłącznie do disco polo. 

Jednak to, co doceniam w "Dzikiej rzeczy" najbardziej to brak patosu. Autor nie próbuje nawet udawać, że temat nie jest mu bliski i nie traktuje go osobiście, a mimo to nie stawia swoich opinii i doświadczeń na piedestale. Są one punktem wyjścia do historii. Nie ma tu ubolewania, że kiedyś to było i boomerskich wstawek, że teraz to nie ma. 

Książka kończy się klamrą i pytaniami, które autor zadał na samym jej początku. Księżyk nie ma zamiaru na nie odpowiadać i daje nam przestrzeń na własne wnioski. Skąd się wzięliśmy? O czym zapomnieliśmy? Co zaprzepaściliśmy? Chcesz wiedzieć? Przeczytaj "Dziką rzecz" i znajdź własne rozwiązanie zagadek.

A jeśli wytrwaliście moje biadolenie aż dotąd, czeka na Was nagroda. Odpowiedź na pytanie "Której polskiej kapeli goście z Motley Crue ukradli riffy?". Jedna z anegdotek przytoczonych w książce mówi, że członkowie grupy Incrowd, w której grali muzycy tacy jak Maciej Majchrzak z T.Love czy Sidney Polak, pojechali w 1994 roku do Chicago. W sklepie Harleya-Davidsona spotkali chłopaków z Motley Crue, którzy zaprosili ich na koncert i backstage. Za kulisami występu polscy muzycy wręczyli gwiazdom rocka swoje demo "Soap Soup". Płyta nigdy się nie ukazała, jednak podobno jeden z riffów wykorzystała ekipa Tommy'ego Lee na "Generation Swine" z 1997 roku. 

Polecamy