Znani debiutanci i Pierwsza Dama polskiego black metalu, czyli najlepsze płyty lipca 2021
Sezon ogórkowy w pełni. Słońce, urlopy, czil. Mało czasu na nagrywanie i słuchanie muzyki. Ale czynię swoją powinność i polecam Wam trochę dźwięków, które doczekały się premiery w lipcu. Oto płyty, które zostaną ze mną na dłużej.
Lipiec za nami, niedługo skończy się lato. Niemal słyszę w głowie Wasze jęki zawodu, ale ja tam się cieszę. Koniec sezonu ogórkowego, upałów, a przede wszystkim jesień, wrzesień i najgłośniejsze zakończenie lata na Summmer Dying Loud w Aleksandrowie Łódzkim. Za żadną imprezą, która nas ominęła przez pandemię, nie tęskniłam tak bardzo. Jeszcze tu o niej usłysz... przeczytacie.
Najlepsze płyty rockowe i metalowe: lipiec 2021
Ale póki co, posłuchajcie kilku płyt, które wpadły mi w ucho między urlopami, a chowaniem się w cieniu przed skwarem. Koncertowej polecajki nie będzie, bo (o, zgrozo) przez ostatni miesiąc nie poszłam na żaden. Jak tak można. Shame on me.
Greenwald Lads Club - It Is Safe Now
Za projektem Greenwald Lads Club stoi 21-letni Wojtek Filipowicz. Warto to podkreślić, bo materiał na "It Is Safe Now" jest niezwykle dojrzały, ambitny, spójny i oryginalny. To muzyczna apokalipsa. Przeszło 20 minut rozkładu, rozpadu, dramatu i uczucia zbliżającej się ostateczności. Blackmetalowy, ciężki klimat i atmosfera nadciągającej zagłady powinna niepokoić, we mnie jednak wzbudza zupełnie odwrotne uczucia. To muzyka, która uspokaja mi myśli, wycisza je, pozwala się skupić i odprężyć. Dla fanów składu Dola to pozycja obowiązkowa.
Manniveira - Vitahringur
Powstali w 2010, ale dopiero dziś możemy usłyszeć ich debiutancki longplay. Przed państwem Mannveira i kawał dobrego, jednak absolutnie niewnoszącego nic nowego do histori gatunku, islandzkiego black metalu. Na płycie słyszymy świetnych muzyków i kawał dobrego grania. Tylko tyle i aż tyle. Brak podążania za oryginalnością, jest według mnie najmocniejszym punktem tej płyty. Powolne tempo, doomowe riffy, ponura aura, udręczony wokal i black n' rollowe rytmy - kupuję to i jestem niezwykle ciekawa, w którą stronę pójdzie grupa na kolejnym wydawnictwie.
Dom Zły - Śnisz bory tak gęste
I ostatnia polecajka - epka grupy Dom Zły. Jestem przekonana, że ta kapela jeszcze nie raz namiesza na polskim metalowym rynku. Dawno nie dostałam tylu zapytań od znajomych i nieznajomych, czy słyszałam już "Śnisz bory tak gęste". Oj, słyszałam. Dom Zły wie jak pisać teksty, wie też jak dawkować wrażenia i dźwięki. Artyści na swojej najnowszej epce potrafili idealnie wyważyć agresję i melancholię, melodie i chaos. Z kolei utwór "Jad" to jeden z najlepszych kawałków, jakie słyszałam od miesięcy. Niniejszym Anna dołącza do mojej ubogiej listy ulubionych wokalistek metalowych w historii. Może się tam na spokojnie rozgościć, konkurencję ma niewielką. Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy!
A jeśli podobnie jak ja latem szukacie nieco innych dźwięków niż te ekstremalnie ciężkie, to polecę Wam szybko jeszcze trzy inne krążki w niemetalowych (ale czy na pewno?) klimatach.
Dojrzała Billie Eilish i jej "Happier Than Ever" zadowoli każdego, kto w popie szuka trochę mroku i chce uciec od cukierkowego vibe'u lat 80., do którego powraca wielu artystów. Wokalistka dorasta na naszych oczach i rozwija się w błyskawicznym tempie. Mniej tu potencjalnych radiowych hitów niż na jej debiucie za to pulsujące bity, sensualny wokal i ważny przekaz artystki robią robotę. Kto spodziewał się po tytule kipiącej szczęściem Eilish, ten się mocno zawiedzie.
Ale jeśli jednak jesteście w drużynie wspomnianych lat 80., odpalcie "Pink Noise". Laura Mvula powraca z beztroskim w melodiach, ale nie przekazie albumem. Znajdziecie tu inspirację największymi gwiazdami gatunku. Michael Jackson - chceck, Prince - check. Idealny krążek na powolne żegnanie się z latem.
Jednak płyta, która zachwyciła mnie w lipcu najbardziej to album "I Lie Here Buried with My Rings and My Dresses" raperki znanej pod pseudonimem Backxwash. Trudno tu mówić o ramach, szufladkach i gatunkach, jednak połączenie metalu i rapu w stylu Ashanti Mutinty to majstersztyk. W zeszłym roku polecałam album "Anti-Icon" Ghostemane, jeśli komuś z Was przypadł do gustu, zachęcam do zajrzenia do innego, ale równie popapranego świata Backxwash.