The Guardian opublikował obszerny artykuł o Nergalu. "To część szerszego ataku na prawa człowieka"
W serwisie jednego z najpopularniejszych dzienników brytyjskich "The Guardian" pojawił się obszerny artykuł na temat Adama Nergala Darskiego i jego walki z polskim prawem.
Adam Nergal Darski po kolejnym oskarżeniu o obrazę uczuć religijnych stracił cierpliwość. Muzyk zorganizował akcję Ordo Blasfemia, która sprzeciwia się polskiemu prawu. Jak wielokrotnie podkreślał Nergal, przepisy są ograniczeniem wolności słowa. Artyście w krótkim czasie udało się zebrać niemal 40 tysięcy funtów, czyli ponad 200 tysięcy złotych. O inicjatywie i problemach polskiego muzyka zaczęły pisać zagraniczne media.
W serwisie theguardian.com pojawił się obszerny artykuł o prawie obowiązującym w Polsce. Pretekstem do tekstu była właśnie sprawa Nergala. Redaktor Michael Hann już na wstępie podkreślił, że stanie w opozycji do chrześcijaństwa w muzyce metalowej nie jest niczym nowym już od 1981 roku, w którym grupa Venom wydała album "In League With Satan". Dziennikarz zauważył, że muzyka ekstremalna nigdy nie podobała się kościołowi, ale niechęć nie prowadziła do niczego więcej niż "grymasy z ambony". "Ale nie w Polsce" - pisze Hann.
The Guardian opublikował obszerny artykuł o Nergalu
Redaktor opisał sprawę związaną z najświeższym oskarżeniem wobec Nergala. Zauważył, że jeśli wyrok zostanie podtrzymany, może on utrudnić artyście koncertowanie poza granicami Polski. Hann podał również dane dotyczące oskarżeń o bluźnierstwa przeciwko religii w Polsce. Napisał:
W ciągu ostatnich kilku lat, w których krajem rządzi prawicowa partia Prawo i Sprawiedliwość, liczba aktów oskarżenia o bluźnierstwa się podwoiła. W 2020 roku wniesiono 29 aktów oskarżeń, w 2016 roku tylko 10.
Dziennikarz przytoczył zapis, na podstawie którego oskarżanie artystów o obrazę uczuć religijnych jest w ogóle możliwe.
Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych.
Nergal podkreśla, że sformułowanie jest bezsensowne i niejasne. Każdy człowiek ma inną tolerancję na zniewagę oraz inny poziom wrażliwości. Nergal wielokrotnie zadawał pytanie, jak dokonać takiego pomiaru i w jaki sposób ustalić obiektywne granice. Jak zauważa autor tekstu na The Guardian, przepis ma jeszcze jeden mankament - nie dotyczy "powszechnej obrazy". Pod postem Nergala na Instagramie, przed nagłośnieniem sprawy, pojawiły się podobno jedynie 4 negatywne komentarze.
Hann skontaktował się w ramach pracy nad artykułem z polskim Ministerstwem Sprawiedliwości. Rzecznik wyjaśnił dziennikarzowi, że wolność słowa może podlegać ograniczeniom. Jak cytuje wypowiedź autor tekstu:
Takie publikacje nie wzbogacają debaty publicznej ani nie prowadzą do rozwoju tolerancji czy szacunku do ludzkiej godności, które są podstawą demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa. Państwo może zatem uznać za konieczne podjęcie działań w celu stłumienia pewnych form wypowiedzi. Jest to uzasadnione zwłaszcza w przypadku umyślnego naruszenia ducha tolerancji, gdy np. przedmiot kultu religijnego został celowo i złośliwie przedstawiony w sposób prowokacyjny.
To część szerszego ataku na prawa człowieka
Hann w swoim artykule podkreślił, że na sprawę Nergala trzeba spojrzeć w znacznie szerszym kontekście. Dziennikarz przytoczył w tekście słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który w 2017 roku mówił w Radiu Maryja o wartościach chrześcijańskich, które powinny obowiązywać w całej Europie. Jak pisze Hann:
Polskie przepisy dotyczące bluźnierstwa na tle religijnym mają znaczenie, ponieważ są częścią szerszego ataku na prawa człowieka.
W następnych akapitach autor wspomina o oskarżeniu wobec działaczy LGBTQ + za dołączenie do obrazu Matki Boskiej tęczowej aureoli. Pisze także o atakach na mniejszości, zakazie aborcji w Polsce, strajkach oraz pedofilii w kościele katolickim.