48 godzin non stop w wirtualnej rzeczywistości
Sztuka sięga po różne formy ekspresji. W ramach festiwalu A MAZE performer przez 48 godzin non stop przebywał w hełmie wirtualnej rzeczywistości, łącząc artystyczny przekaz z testem wpływu długiego używania sprzętu VR na organizm człowieka.
Wyczyn nie wpłynął negatywnie na Thorstena Wiedemanna, który zakończył występ będąc w dobrej formie.
Nie odczuwałem żadnych nieprzyjemności, oczy mi nie dokuczały, nie bolała mnie głowa ani nie miałem mdłości.
Dwie doby spędzone z hełmem Virtual Reality na głowie – dokładnie mówiąc, z zestawem HTC Vive – pokazały, że obecne urządzenia są znacznie dojrzalszymi konstrukcjami niż pierwszy sprzęt tego typu, debiutujący na rynku na przełomie tysiącleci.
Głównym problemem starych hełmów było częste wywoływanie wśród użytkowników nieprzyjemnych odczuć – zdarzało się, że zaledwie kilkuminutowa sesja kończyła się wymiotowaniem, producenci zaś nie zalecali przebywania w Virtual Reality dłużej niż 15 minut.
Performance nazwany „Disconected” miał za zadanie pokazać jak zdaniem artysty wyglądać będzie spędzanie czasu w roku 2026.
Normą będzie wskakiwanie do wirtualnej rzeczywistości, aby spotkać przyjaciół w pokojach społecznościowych i wybrać się razem na szalone przygody. Długie przebywanie w Virtual Reality będzie jednak rzadkością i będzie wywoływać odczucia porównywalne z kontrolowanym przyjmowaniem narkotyków.
Przez cały czas trwania pokazu przebywający w wirtualnej rzeczywistości artysta korzystał z gier i dem pozwalających mu na interakcje z widzianym w hełmie światem. Maraton przerwany był częściowo dwa razy, gdy Wiedemann drzemał po 2,5 godziny, cały czas pozostając w hełmie serwującym obraz „przytulnej jaskini z widokiem na gwiazdy”.
Artysta przyjmował płynne posiłki, jadł także banany i czekoladę. Specjalne środki farmaceutyczne pozwoliły mu wstrzymać się od korzystania z toalety przez cały czas trwania performance.
Ile czasu spędzałbyś w wirtualnej rzeczywistości?