Biskup z „Zabawy w chowanego” miał trafić do szpitala z podejrzeniem udaru mózgu. Według informacji przytaczanej przez media, miał mieć 3,44 promila
Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, antybohater filmu „Zabawa w chowanego” na początku czerwca miał zostać przewieziony karetką do szpitala. Z biskupem miało nie być kontaktu; przeprowadzono tomografię komputerową podejrzewając udar mózgu. Według informacji przytaczanej przez gazetę miało się jednak okazać, że hierarcha był po prostu pijany.
Bracia Sekielscy w filmie „Zabawa w chowanego” pokazali, jak biskup Edward Janiak przenosił z parafii do parafii księdza oskarżanego o pedofilię. Dokument koncentrował się na ofiarach molestowania i ich walki o sprawiedliwość.
Prokuratura zainteresowała się sprawą dopiero po rozpoczęciu prac nad filmem, jednak jeszcze przed jego premierą postępowanie umorzono.
Biskup nie przejął się zarzutami i chciał przeprowadzić święcenia kapłańskie. Ustąpił dopiero po fali krytyki, z jaką spotkał się ten pomysł.
Hierarcha ostatecznie zaatakował nie tylko braci Sekielskich, uznając ich film za „atak na Kościół”, lecz także prymasa Polski, który przekazał opisaną sprawę do Watykanu, a także zdecydował o rozwieszeniu w parafiach plakatów z numerami telefonu, pod którymi można otrzymać pomoc w razie molestowania.
„Gazeta Wyborcza” dotarła do nowej, szokującej informacji o biskupie: w nocy 2 czerwca 2020 roku, dwa tygodnie po premierze filmu, miano wezwać do niego karetkę ze względu na rzekomy zły stan i brak kontaktu. Lekarze mieli podejrzewać udar, jednak według ustaleń przytaczanych przez "Gazetę Wyborczą" biskup miał mieć we krwi 3,44 promila alkoholu.
Biskup z „Zabawy w chowanego” miał mieć 3,44 promila alkoholu we krwi
Według informacji podanych przez dziennikarzy hierarcha miał trafić na oddział ratunkowy w Kaliszu późnym wieczorem. Z relacji dziennikarzy wynika, że miał mieć problem z wysławianiem się, co może sugerować udar. Po przeprowadzeniu badań miało okazać się jednak, że powód dyspozycji biskupa jest zgoła inny: miał mieć 3,44 promila alkoholu we krwi.
„Gazeta” zapytała o to zdarzenie kurię, która jednak odmówiła komentarza w sprawie, odpowiadając tylko że duchowny udaje się na okresowe badania po przejściu choroby nowotworowej. Informacji o pacjencie zgodnie z prawem odmawia personel medyczny, jak jednak udało się ustalić dziennikarzom, w dokumentacji z 2 czerwca 2020 znajdują się dane pacjenta noszącego imię i nazwisko biskupa oraz mającego tę samą datę urodzenia.
Eksperci przypominają, że tak wysokie stężenie alkoholu we krwi może powstać tylko wskutek długotrwałego picia.
Zobacz także: Biskup ogłosił, że Morawiecki i Szumowski to ewangeliści. „Przedłużenie czynów Jezusa” [WIDEO]