DOOM obchodzi 25. urodziny. Czego mu życzycie?
Trudno uwierzyć, że DOOM – jedna z najważniejszych gier w historii – ma już 25 lat. Jej oficjalna premiera miała miejsce 10 grudnia 1993, a swoją popularność zawdzięcza innowacyjności, piekielnemu klimatowi oraz możliwości grania do woli legalnie i za darmo. W końcu był to shareware.
DOOM jest tylko jeden – nie bez kozery w Polsce przez długi czas na gry FPS mówiło się po prostu „doomopodobna” – to właśnie od tego tytułu rozpoczęła się tak naprawdę kariera gier z silnikami 3D.
Kolejna po Wolfensteinie 3D trójwymiarowa gra id Software zadziwiała rozmachem – graczom oddano do dyspozycji rozległe plansze, w których aż roiło się od piekielnych wrogów (i sekretów), a oddany do dyspozycji arsenał wywoływał szeroki uśmiech nie tylko u prowadzonego bohatera. Kto z Was właśnie nie wspomniał z nostalgią chwil spędzonych na walce z demonami na pomocą piły mechanicznej?
DOOM został wydany jako gra shareware – co znaczyło, że w jej część można było zagrać całkowicie za darmo, w ramach testów, a dostęp do całości można było dokupić, jeśli granie się spodobało. Studio id Software udostępniło graczom jeden z trzech epizodów, zatytułowany „Knee-deep in the dead”. Grać można było na pięciu różnych poziomach trudności, zaczynających się od „I’m to young to die”, a kończącym na „Inferno”.
Czasy się zmieniają - DOOM jest wieczny
DOOM w czasach swojej świetności powalał grafiką i straszył piekielną atmosferą, co oczywiści wzbudzało kontrowersje i rozbudzało dyskusje na temat przemocy w grach oraz konsekwencji pozwalania dzieciom i młodzieży na bezkarne mordowanie (nawet, jeśli przeciwnikami, tak jak w DOOM-ie, były szatańskie pomioty).
Z dzisiejszego punktu widzenia sterowanie jest bardzo toporne – używa się do tego typu tylko i wyłącznie klawiatury. Na szczęście celowaniem w pionie nie trzeba się było przejmować – robił to automatycznie silnik gry. Wystarczyło więc ustawić się po prostu w odpowiednim kierunku i można było siać zniszczenie i pożogę.
Ćwierć wieku minęło, odkąd DOOM został udostępniony niczego nie spodziewającym się masom. Przez ponad dwie dekady marka doczekała się wielu sequeli, tytułów pobocznych, filmów, komiksów i ugruntowała swoją pozycję w popkulturze. Przez cały następny rok będziemy świętować 25 lat fragowania i rozrywania. Dwadzieścia pięć lat modów, gibów, broni i najbardziej żarliwi, kozaccy fani po tej stronie Fobosa. Nieważne, czy zjadłeś/aś zęby na grze z 1993, czy DOOM (2016) był Twoją pierwszą wycieczką do Piekła, zapraszamy wszystkich przeszłych, obecnych i przyszłych DOOM Slayerów do wspólnego świętowania jednej z najbardziej ikonicznych marek świata rozrywki.
DOOM – piekielna świętość
Część z zaproponowanych przez DOOM-a rozwiązań w grach FPS zachowała się do dziś, część (mniejsza) okazała się być mniej trafna. Do tej drugiej należy między innymi symulacja pola widzenia chodzącego człowieka, polegająca na kołysaniu polem widzenia z każdym kolejnym krokiem.
Dla dużej części z nas DOOM stał się pierwszą grą, w której można było zakosztować rywalizacji z żywymi przeciwnikami – służył do tego tryb „Deathmatch”, który swego czas był postrachem szkół i uczelni. Jednocześnie mogło rywalizować ze sobą do czterech osób w sieci lokalnej, co – jak łatwo się domyślić – było zdecydowanie przyjemniejszym spędzaniem czasu, niż wykonywanie poleceń prowadzącego zajęcia.
Silnik DOOM-a okazał się być niebywale elastyczny – grę udało się uruchomić niemal na każdym sprzęcie elektronicznym (dowód na to widzimy na filmie świętującym 25. urodziny gry), co podkreśla tylko, jak wielkim był fenomenem.
Wielu starszych graczy do dziś z rozrzewnieniem wspomina swoje pierwsze przygody przeżyte w DOOM-ie, żmudne odnajdywanie sekretów (w końcu po każdej mapie wyświetlane były informacje, jak dobrze nam poszło) i szlifowanie taktyk w rozgrywkach międzyosobowych, bardzo popularnych (jak wiemy z własnego doświadczenia) na polskich uczelniach, gdzie nawet 10 lat po premierze nie było rzadkością natknięcie się na komputerach na grę czekającą zachęcająco na dysku na zorganizowanie małego deathmatchu.