Doładowanie karty miejskiej za pół ceny nie ujdzie płazem
Osoby, które skusiły się w ostatnich latach na „promocyjne” doładowanie karty miejskiej za połowę ceny mogą spodziewać się wizyty policji. Toczone są właśnie śledztwa obejmujące tysiące osób.
ZTM szacuje, że w latach 2012-2015 kartę miejską doładowano nielegalnie niemal 150 000 razy. Przestępcy rozpracowali system zabezpieczeń i byli w stanie zapisywać na nich kontrakty identyczne z kupowanymi u przewoźnika.
Za fałszywe uprawnienia pobierali najczęściej połowę ceny wyznaczonej przez ZTM, co naraziło przedsiębiorstwo na duże straty.
Ogłoszenia o „doładowaniach za pół ceny” można było bez problemu znaleźć w internecie – część przestępców udało się schwytać, gdyż bez oporów umawiali się na mieście w celu dokonania transakcji i doładowania karty.
Jak informuje prokuratura, prowadzone są śledztwa zarówno wobec osób oferujących nielegalne doładowania kart miejskich, jak i ich klientów. W ramach tylko jednego z nich śledczy przypatrują się 750 osobom.
Część spraw obejmujących pasażerów korzystających z nielegalnych doładowań już się zakończyła. Wydano 43 wyroki skazujące, w wyniku których osoby doładowujące nielegalnie karty miejskie wpłaciły na rzecz ZTM ponad 21 tysięcy złotych.
Poważniejsze kary grożą sprzedawcom – za nielegalną sprzedaż doładowań grozi im nawet 5 lat pozbawienia wolności. W grę wchodzi także zadośćuczynienie finansowe – warszawska prokuratura oszacowała, że tylko trójka zidentyfikowanych sprzedawców (działających niezależnie od siebie) naraziła ZTM na straty w wysokości 120 000 zł.
Nielegalne doładowywanie kart miejskich to nie pierwszy przypadek złamania podobnej technologii – już 15 lat temu napotkać można było oferty uzupełnienia za połowę ceny impulsów na kartach Telekomunikacji Polskiej wykorzystywanych do dzwonienia z budek telefonicznych.